Tony Tough 2: A Rake's Progress - recenzja

Dodane przez Madzius888 dnia 08.07.2008 19:32

"Tony Tough 2: A Rake’s Progress" – ten tytuł od razu nasuwa skojarzenie z grą "Tony Tough i Noc Pieczonych śCiem" – i słusznie. Recenzowany przez mnie tytuł to prequel Nocy..., w którym poznajemy trochę wcześniejsze lata z życia prywatnego detektywa. Jak mu się zatem powodziło?

To były piękne dni…

Ach! Mieć znowu te 13 lat! Świat wydaje się być piękny i łatwy, rodzice zaczynają być „starymi”, trzymanie dziewczynki za rączkę przestaje być be, a zaczyna być cacy… No dobra, dobra, bo zaraz zaczniecie mi tu płakać :D. Jednak na każdym etapie zostaje inna, elitarna ekipa małych kujonków… i do takiej właśnie należy nasz główny bohater - Tony Tough. O nim samym przede wszystkim wiele powiedzieć warto, ale to trochę później.

Jak przyjemnie zapowiada się nam początek – w małej mieścinie nadchodzi 7 września 1953 roku. Miejscowy podchodzi do tablicy przed miasteczkiem i przekreśla liczbę 22 w rubryce populacji, zmieniając ją na 21. Ta miejscowość nazywa się Waszyngton… ale leży w stanie Nowy Meksyk.

Jest poranek tegoż 7 września i wszystkie dzieci, łącznie z małym Tony’m, wybierają się do szkoły. Szkoła podstawowa – nie, nie - takich „molochów” trudno zaznać w małym Waszyngtonie, dlatego po dzieci przyjeżdża autobus. Niestety - niektórych kłopoty imają się bardziej niż innych – jedynym chłopcem, który spóźnia się, jest biedny Tony, a scenę ucieczki autobusu ujrzymy nie raz i nie dwa. Dlaczego? Dlatego, że pierwszych kilka „plate’ów”, czyli coś w rodzaju rozdziałów, zaczyna się filmikiem zawierającym elementy zarówno z poprzedniej części, jak i nowsze, uzupełniające. Ten sam dzień przeżywamy zatem parę razy, mniej więcej od początku, poznając przy tym kolejne elementy historii. Takie retrospekcje przydają się oczywiście, jednak filmiki stanowią około 40% tej i tak dosyć krótkiej gry. Czy to dużo, czy mało? Po pewnym czasie, choć filmiki byłam zmuszona oglądać, to wolałam włączyć napisy i przewijać trochę dłużące się sekwencje.

Ale o co właściwie…?

Spokój małego miasteczka zostaje zaburzony. Wskutek upadku na zawał umiera starsza kobieta – Florence Cook – powszechnie szanowana właścicielka wioskowego „wszystkomającego” sklepu. Konwojowi policyjnemu ucieka groźny bandyta – Miguel. Jakby jeszcze tego było mało, ucieka dziwny pacjent, a razem z nim znika pomocnica rodziny Tough’ów – Cornelia, będąca jednocześnie krewną zamordowanej Florence. To jest jak najbardziej sytuacja, która niezbędnie koniecznie wymaga interwencji jakiejś siły wyższej, a właściwie niższo-wyższej, czyli małego ciałkiem, a wielkiego duchem Antonusia. :)

Walking down the street...

Spóźniłeś się na autobus, Tony! Musisz więc polecieć piechotą i stracić prawie 20 minut lekcji, ale przynajmniej teraz zacznie się coś dziać. Szkoła jest pierwszą taką lokacją. Poza tym, wszystko dzieje się w tej maleńkiej mieścinie na krańcu świata – w szpitalu, na zamkniętej stacji, na placu, posterunku policji, w szpitalu, kościele, domku na drzewie, domu Tony’ego i jego szkolnego przyjaciela, choć czasem są to małe scenki. Zapewniam Was, że naprawdę udziela się klimat małomiasteczkowy – wszyscy się znają, wszystko o sobie wiedzą i jednocześnie lubią się nawzajem. Mnie to zdecydowanie do siebie przekonało.

Damska blond peruka, to właśnie podstawowe wyposażenie detektywa

Tony wie od dziecka, dokładnie czego chce – zostać prywatnym detektywem. Wiedzą o tym również jego przyjaciele i dlatego zostaje obdarowany świetnym podręcznikiem, który takowy przepis poleca. Zagadki są bardzo podobne do m.in. ankhowskich, czyli dotyczą przedmiotów i ich właściwego użycia. Dzięki temu poznamy odpowiedzi na takie ważne pytania, jak: czy ciśnieniomierz może mieć coś wspólnego z nasmarowaniem wózka? Czy za pomocą pinezek, kleju i ropuszki można wydostać się z klasy? Jak odzyskać 10 groszy, które wpadły w pole podczas bezksiężycowej nocy oraz jak peruka sprawdza się w każdej ważnej sytuacji? :) Naprawdę, ciekawe rozwiązania różnych problemów powalają i dostarczają świetnej, nietuzinkowej rozrywki. To zdecydowany plus. Poza tym, spotkamy się tylko z jedną układanką i z jedną czasówką, której zresztą trudno nie przejść. Sterowanie czysto point’n’clickowe, za pomocą tylko pojedynczych klików myszki. Trochę trudno było mi przyzwyczaić się do kursora zamienianego PPM, ale w połowie gry wreszcie się udało ;D.

Ten zły, ten dobry...

Postacie! Och, tych jest tutaj kilkanaście i wszystkie są dokładnie zarysowane niczym w powieściach Orzeszkowej lub w bajkach. Wiecznie zły listonosz, który czuje się poszkodowany przez los. Chciwy łupieżca grabarz, który każe sobie zapłacić za wszystko. Grubiutka i milutka pielęgniarka. Tata doktor i mama wiecznie gotująca zupki. Ileż tu ciekawych osób do poznania.

Kreskówkową konwencję podkreśla rysunkowa grafika 3D. Rzeczywiście jest na co popatrzeć, wszystko jest utrzymane w wyraźnych kolorach, są cienie, a wszystko dosyć szczegółowo można sobie ustawić w opcjach.

Filmiki też są wykonane ładnie, częściowo w formacie DivX. Poprawnie wykonano też muzykę, większości momentów towarzyszy jakiś interesujący motyw, na placu głównym miasteczka zawsze słyszymy piosenki z radia w drogerii Pani Biddle. Może być fajnie...

...szkoda, że efekt psuje, powielający się na różnych komputerach i w różnych momentach, błąd – wyrzucanie do systemu. Szczególnie zabolało mnie to, że choć gra jest nieliniowa i nie trzeba wykonywać niezbędnych czynności w odpowiedniej kolejności, to użycie różnych przedmiotów na jednej osobie niejednokrotnie kończy się właśnie niechcianym „exitem”. Gra (o dziwo!) nie ruszy też na bardziej wypasionych pecetach, także jeżeli posiadasz kartę GeForce powyżej 7000 niestety nie zagrasz. Wydanie tej gry w Polsce z aż dwuletnim opóźnieniem od premiery światowej ma swoje konsekwencje!

Naj naj osobą jest tu Tony. Ten raptem 13-letni chłopczyk ma już w sobie mnóstwo cynizmu, mnóstwo wiedzy i jest bardzo inteligentny… dlatego woli się rozwijać kompletnie olewając szkołę, ku zachwytowi psora, przyjaciół i zapewne rodziców. Przy każdym przedmiocie i w każdej sytuacji mały urwis ma swoje „celne komentarze”. Naprawdę, nie kłamią ci, którzy grę skończyli i polecają A Rake’s Progress ze względu na kupę dobrego humoru. Muszę jednak dodać, że niektóre komentarze są nie tyle śmieszne, co żenujące, ale na szczęście gubią się one w natłoku innych, naprawdę wywołujących pozytywne emocje. Zdecydowanie zaliczam więc kolejny plus.

Historia sama w sobie nie jest też tego humorystycznego posmaczku pozbawiona. Podejrzana śmierć Florence, zniknięcie burmistrza, porwanie, we wszystko najprawdopodobniej zamieszani są kosmici, ludzie kultywujący starożytny kult i wiele niewyjaśnionych okoliczności, a wszystko podane na tacy z przymrużeniem oka i posypką humoru. Interesujące przyznam, interesujące. :)

Przy okazji zastanawiałam się, dlaczego na opakowaniu znajduje się znaczek „od 12 lat”; czyżby ekipa stwierdziła, że niektóre komentarze zaszkodzą młodszym? Hm, ciekawe, tym bardziej, że np. w Niemczech ten sam tytuł ma nadruk „6+”. W każdym razie nie zabroniłabym młodszej widowni zmagać się z problemami Tony’ego!

„Ale ze mnie fujara”

Słowami owymi po pierwszych filmikach raczy nas Tony, kiedy ucieka mu autobus. Mówiąc szczerze, ta akurat linijka tekstu, nie dość, że na początku, to jeszcze w takiej, mimo wszystko, raczej niespotykanej u trzynastolatka wypowiedzi, spowodowała, że raczej sceptycznie zaczęłam podchodzić do ramki na opakowaniu informującej o profesjonalnym spolszczeniu. Zanim Tony wybiega z domu usłyszymy okropne, dziwne „Spóźnię się, spóźnię się, spóźnię się” przez co zaczęłam też wątpić w profesjonalizm dubbingu. Z takim sceptycznym podejściem zdołałam przetrwać przez kilka pierwszych sekund, gdyż… z przyjemnością stwierdzam, że się myliłam. Głosy wszystkich postaci zostały odpowiednio dobrane i zagrane. Tony mówi dziecinnym, trochę jazgotliwym głosikiem w przemądrzałym tonie. Struny głosowe pielęgniarki są bardzo szerokie, ale mówi z kochanym i troskliwym brzmieniem. Jednak dla mnie absolutnym „miszczuniem” jest wiecznie narzekający listonosz z kryminalną przeszłością. Wszystkie jego teksty wywołują uśmiech, a głos ma wręcz stworzony do tylko i wyłącznie takich wypowiedzi. Naprawdę, kłapouszek z Kubusia Puchatka byłby jego bliskim przyjacielem. ;) Jako że możemy cieszyć się polskojęzyczną wersją, parę słów wypadałoby powiedzieć o spolszczeniu. A jest ono naprawdę bardzo dobre, nie ma większych wpadek; dialogi zostały też dopasowane do naszych polskich realiów. Plus na pewno znaczny.

Szkoda, że gry, które zapowiadają się tak dobrze i rzeczywiście - okazują się w wielu aspektach dobre… trwają niemiłosiernie krótko i mają takie błędy. Z 30 godzin, o których przeczytamy w zapowiedziach, robi się maksymalnie 10. Poprawne wykonanie, ciekawa fabuła, fascynujące postacie, ale wszystkim nie nacieszymy się zbyt długo i nawet patrząc na obecne „standardy” jest krótko, a nawet bardzo krótko. Wszystko przyprawione ceną ok. 80zł i pojawia się dylemat czy warto. Krótko, drogo, przypomina mi to sytuację z B&B, więc stwierdzam, że na pewno lepiej trochę poczekać z opuszczeniem ceny, jednak zagrać na pewno się opłaca.

7 PLUSY:
kreskówkowa grafika + ciekawe postacie + wciągająca fabuła + spolszczenie i dubbing
MINUSY:
dłużące się filmiki - czasem zbyt prosto - wysoka cena - robalki

Oceny cząstkowe: Grywalność - 6, Grafika - 7, Dźwięki - 7

autorka: Madzius888

   

Komentarze


54 #1 Zebius
dnia 08.07.2008 20:25
Tu byłem. Tony..... Halik Grin
934 #2 thane
dnia 11.07.2008 10:07
widzę że wnioski z gry prawie takie same jakie ja wyciągnąłem po graniu... no niestety gra jest świetna ale za krótka Sad mi zajęła jedno popołudnie, wieczór i pół nocy no ale i tak za szybko...
1069 #3 wredny
dnia 04.09.2008 13:58
piersza część TO DNO I NAWET NIE MYŚLĘ O DRUGIEJ! JEDYNKA TO NAJGORSZA GRA W JAKĄ GRAŁEM.
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?