Reprobates - recenzja

Dodane przez Hardcore dnia 06.06.2008 23:26

Miłe są złego początki ... *proszę o przeczytanie artykułu od A do (a jakżeby inaczej :) Z.

Ten wieczór wcale nie zapowiadał się wyjątkowo; ba, banalnie się zapowiadał. Było ciepło, dlatego postanowiłem ubrać tylko dżinsy i lekką kurtkę. Na szczęście nie padało, jak ja nie znoszę deszczu. Również na niebie nie było oznak nadciągającej burzy. Po prostu zwykła noc. Wsiadając do samochodu nie myślałem o niczym innym, jak tylko o jeździe. Kiedy zamknąłem przednie drzwi, nagle jakoś rozbolała mnie głowa. Zobaczyłem pewien rodzaj błysku. Ech, może za długo siedzę w pracy. O - dzwoni telefon. Znajoma mi osoba. Odbieram, chwilę rozmawiam. Skupiłem się głównie na tym. Nawet nie zauważyłem tej cholernej ciężarówki. Jedyne co pamiętam - to moment, gdy całe życie mignęło mi przed oczami. Później jednak patrzę... i żyję! Nic mnie nie boli, nic mi nie dolega, żadnej senności, zmęczenia. Nie mam jakichkolwiek ran po wypadku. Ani śladu! Jednak co to za pomieszczenie przypominające jednoosobowy bunkier? Jakiś mały domek, w nim tylko prycza i mała łazienka. Jakieś bazgroły na ścianie. O, ciastka i woda pitna. Ktoś był miły i zostawił. Kurde - jednak gdzie ja jestem!? Jakaś dziwna postać mignęła mi w drzwiach. Czas ruszyć cztery litery w troki i dowiedzieć się, kto mnie tutaj przyniósł, co z wypadkiem i co to za dziwaczne miejsce. Jestem na wyspie! Łaaał, od dawna marzyłem o krótkich wakacjach w tropikalnym raju. Pfu. Co ja plotę? Rozmawiam z początku z kilkoma osobami. Nie wiem jak to możliwe, ale wygląda na to, że każdy nich pochodzi z innych... czasów?! Rosjanin "nafciarz" Boris - wspomina Breżniewa. Czarnoskóra kobieta opowiada o World Trade Center i o swoich dzieciach. Kolejna osoba, sympatyczny Szkot, stwierdza, że rozbił się statkiem. Wychodzi na to, że oni wszyscy nie żyją. Ale... To znaczy, że ja też? Jeżeli to ma być niebo, to jest ono bardzo ascetyczne. Ci ludzie jednak zachowują się tak naturalnie. Niektórzy mają depresję, inni - tak jak ja - nie wiedzą co się dzieje. Po jakimś czasie słychać trzy uderzenia dzwonów i wszyscy nagle zasypiają, jak po stukrotnej porcji środków nasennych. Znowu budzę się w moim łóżku. Nowe ciastka i woda leżą obok. Wszystkie przedmioty, które nazbierałem, zniknęły jednak z moich kieszeni. Nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim. Wygląda to na jeden wielki dom wariatów. A może to czyściec? Jeżeli tak, to co mam zrobić, by się z niego uwolnić? Gdzie konkretnie jestem? Co mam robić?

... mają jednak, niekoniecznie miłe - konsekwencje

Mam nadzieję, że taki dłuższy wstęp, nieco przybliżył Wam tę grę. Mam duży problem co konkretnie napisać o Reprobates_. Naprawdę.

Wierzę – mając podobny kłopot, początkowo nie podjąłem się recenzowania tego tytułu, miał go opisać inny Redaktor, ale złamał rękę – potem nastąpiła moja słynna PW, dzięki której Wszyscy użytkownicy AZ otrzymali propozycję nie do odrzucenia :) . Nomen omen - Potępieni_ ...

Początkowe, wprowadzające nas do świata gry, fragmenty są, szczerze mówiąc, interesujące - zapowiadają niezłą fabułę. Uczucie, że jesteśmy w jakiś sposób uwięzieni nie wiadomo gdzie, wśród ludzi całkowicie nam nieznanych sprawia, że nie wiemy komu zaufać, do kogo zwrócić się o pomoc - a kogo się wystrzegać. Bardzo mi to przypomina klimatem Sanitarium, czy coś w rodzaju Zagubionych. Najlepszym odpowiednikiem jest chyba książka "10 murzynków” Agathy Christie.

Jak Cię widzą, tak Cię piszą

Niestety, napięcie budowane przez twórców za pomocą klimatu - szybko zwalnia tempo akcji. Przykładem są czynności, które wykonuje nasz Hero. Animacje postaci są przerażająco kiepskie, ale do tego się nie przyczepiam, ponieważ nie jest to gra akcji, a przygodówka.

A ponadto - firma zdążyła nas już do tego przyzwyczaić - podobnie było w Black Mirror, a jeszcze gorzej w NiBiRu.

Wpienia jednak to, że gdy już w głowie świta nam jakiś pomysł i chcemy go zrealizować - zajmuje to niesamowicie dużo czasu...

(a czas odgrywa w niektórych etapach tej produkcji rolę niebagatelną).

Tym bardziej, że cokolwiek by robił Adam Raichl - robi to tak wolno i flegmatycznie, że ręce opadają. Aż chciałoby się po prostu wejść do gry, wykonać to za niego albo krzyknąć przed monitorem – stary, pośpiesz się! Żeby coś zdziałać, musimy najpierw wiedzieć co, i mieć gdzie.

Tu kłania się nisko, nawet bardzo nisko, liniowość rozgrywki – nie wykonasz czynności, dopóki nie porozmawiasz o tym, śmym i owym z pewną postacią, lub też Adam, w przypływie geniuszu, nie wymyśli czegoś odkrywczego.

Wyspy z pewnością nie zaliczę do najlepiej wyglądających lokacji w grach przygodowych. Jest to oczywiście poparte fabułą, ale występujące środowisko prezentuje się ubogo, do bólu ascetycznie. Co innego takie miejsca jak szpital, tutaj faktycznie programiści się - jak dla mnie - popisali. Podobnie - na przykład - wnętrza domków graficznie prezentują się całkiem dobrze.

Komu bije dzwon...

Kolejną sprawą, której nie mogę przeboleć, są dialogi z postaciami. Ja rozumiem, że ktoś może być dumny ze swojego pochodzenia, ale to, że główny bohater pochodzi z Czech jest naprawdę takie istotne? Spoko, Jozin z Bazin ostatnio był na topie, ale kwestia powtarzana po raz kolejny po prostu nie bawi. Sami lektorzy podkładający głosy pod postacie nie popisali się zbytnio. Nie mówiąc już o tym, że ich akcenty brzmią jakbyśmy mieli do czynienia z samymi mieszkańcami bloku wschodniego. A są tutaj obywatele Włoch czy USA! Irytuje jednak najbardziej to, że są one nie inne - a bezpłciowe! Matko, ludzie tutaj przepadają w nieznanych okolicznościach, nie wiadomo co się dzieje, nie widać jakiegokolwiek ratunku, a emocje towarzyszące naszym kompanom są równie duże jak kwestia – zalej herbatę, bo zagrzała się woda.

Inaczej sprawa wygląda z efektami dźwiękowymi. Grzmoty, ulewne deszcze czy gongi kończące dzień brzmią profesjonalnie. Jak już coś walnie, to jesteśmy pewni, że coś się stało lub stać się niedługo musi.

... ten powinien być czujny ...

Inną, może dla wielu nieistotną rzeczą, która jednak trochę mnie irytowała - była trudność w znajdowaniu odpowiedniej drogi.

Trudno powiedzieć, czy ten element należy zaliczyć do plusów, czy do minusów rozgrywki, mnie to bawiło - ale trzeba przyznać, iż na wyspie - każdego dnia musieliśmy przyzwyczajać się do nowego rozkładu "punktów przenoszących", co było związane z inną oprawą (te same lokacje widzieliśmy z innego rzutu, z innego kąta) graficzną tychże.

Elementy wskazujące przejście do innej lokacji są małe i trzeba powoli przesuwać myszką, by je odnaleźć.

Nie mówiąc już o tym, że w niektórych lokacjach (góry), są one sprytnie "zakamuflowane" i gdyby nie doświadczenia piechura "wysokogórskiego" - w życiu bym ich nie znalazł.

.. a chwilami - po prostu - szybki

A teraz o jednym z najważniejszych elementów przygodówek, o zagadkach. Nie należą one do najtrudniejszych i wydaje mi się, że osoby, które nie mają zbyt dużego stażu związanego z tego typu produkcjami - powinny sobie poradzić. Z początku wydają się trochę śmieszne i dziwne. Kombinacja gałęzi, kamieni i trawy nie daje jednak dużej frajdy.

Zwłaszcza powtarzana do znudzenia, w różnych konfiguracjach, miejscach i w nie zawsze oczywistych celach. Choć przyznam, iż przynajmniej część z nich nie była na bakier z logiką. W grze, niestety, występują elementy zręcznościowe, znajdziemy w niej także „czasówki”, w których kluczową rolę odgrywa kolejność wykonywanych zadań i logiczno-zręcznościowe hybrydy. Niewątpliwie urozmaicają one rozgrywkę, jednak dla osób ceniących „klasyczną”, przygodówkową zabawę – mogą okazać się frustrujące. Frustrujące dla wszystkich graczy mogą być za to konsekwencje „niezaliczenia” czasówki – gra oczywiście wraca nas do wcześniejszego etapu, jednak niekiedy musimy sporo popsioczyć czekając, aż automatycznie załaduje zapis, a następnie uraczy nas porcją animacji.

Bądź tu mądry...

Reprobates_ to trudny orzech do zgryzienia. Chwilami - potrafiła mnie wciągnąć, jednak po jakimś czasie coraz wyraźniej widziałem jej drobne lub większe niedoróbki. Przykładem jest wskaźnik energii Adama, którą to energię musi on regenerować spożywaniem prowiantu.

Ten udziwniony wskaźnik energii, ma znaczenie wtedy, gdy główny bohater musi coś przenieść, wbić, przeskoczyć nad czymś, przebiec - etc. Jeżeli wskaźnik jest na zbyt niskim poziomie, Adam po prostu odmówi wykonania kolejnej czynności. Energia może być odnawiana zarówno przez jedzenie, picie jak i przez... wypróżnianie się (nie radzę jednak tego robić w lokacjach z „czasówkami”). Odnawia się ona również samoczynnie, jednak nie w lokacjach „czasówkowych”.

Nie wiem po co to w ogóle zostało umieszczone. A może nie zostało usunięte, ponieważ projekt miał wyglądać nieco inaczej? Fabuła, która z początku wydaje się intrygująca i pełna tajemnic, po jakimś czasie przestaje zaskakiwać. Jakoś trudno mi było nawiązać psychiczną więź z bohaterem, w którego musiałem się wcielać - ponieważ jest on antypatyczny, bezpłciowy. Dobrze wypada wcześniej wspomniany dźwięk. Gorzej jest już z tragicznymi głosami. Jednak mimo wielu krytycznych akcentów - mogę ten produkt polecić. Kosztuje on jedynie 20 zł, co nie powinno stanowić większego uszczerbku na portfelu typowego gracza. Widać, że twórcy projektując grę wzorowali się na takich tytułach, jak właśnie Sanitarium czy Lost. Nie udało im się stworzyć czegoś tak dobrego, jak wspomniane tytuły, ale mimo wszystko - miło było zagrać w grę nawet podobną do tamtych hitów. Mam tylko nadzieję, że wymienione błędy zostaną zauważone, a kolejne efekty prac programistów będą jeszcze lepsze. Tego sobie i Wszystkim Nam, graczom, gorąco życzę.

7 PLUSY:
mimo wszystko - fabuła + chwilami niezła grafika + dobre udźwiękowienie
MINUSY:
głosy lektorów - niektóre zagadki - ogólna bezpłciowość tytułu - niemiłosiernie długie wczytywanie zapisanych stanów gry

Oceny cząstkowe: Grywalność - 6+ ; chwilami 8, Grafika - 6+, Dźwięk - 7+ ; 4

autorzy: Hardcore, mendosa

*mendosa postanowił dopisać się jako współautor artykułu, gdyż kompletnie go przebudował, dostosowując stylistykę do własnych potrzeb, dodając rozdziały i jeszcze się dopisując - co zostało zaznaczone takim kolorem - niezmiernie dziękuję Ci, mój drogi Hardcore. I mam nadzieję, że się nie obrazisz :D.

   

Komentarze


3 #1 Hardcore
dnia 07.06.2008 00:35
O ty jeden taki owaki :) Nie no fajny pomysł, mendosa mogłeś mi jednak powiedzieć o tym wcześniej to może bym inaczej napisał niektóre rzeczy żeby tobie było łatwiej. A co do minusów - u mnie zapisane stany gry wczytywały się szybciutko, może masz kompa przymulonego?
660 #2 Madzius888
dnia 07.06.2008 13:17
Myślałam, że pisaliście razem, efekt jest naprawdę fajny :super
24 #3 mendosa
dnia 07.06.2008 16:17
Cieszę się, że się wam podoba Grin.
Hardcore -> nie mogłem Ci powiedzieć wcześniej, bo dopiero jak przeczytałem Twój tekst - po prostu mnie natchnęło. Wstęp po prostu genialnie oddawał moje początkowe wrażenia z rozgrywki, postanowiłem go "lekko doszlifować" (parę przecinków, zmiana szyku zdania itp.) i tak się zaczęło. A z przymuleniem kompa - niekoniecznie, testowałem na kilku maszynach - większość z nich to nówki - 2GB RAM-u, średniaki graficzne i średniaki procesorowe - wczytywanie mnie dobijało, może gra wiedziała, że to ja gram akurat i dlatego tak :twisted: .

Magda - dzięki za nowinkę, nie miałem już na nią czasu :) .
100 #4 rachelka
dnia 18.06.2008 20:50
Jak dla mnie gra dość ciekawa, choć niektóre rozwiązania "przekombinowane", ale dopiero jestem w połowie Grin
778 #5 telipinus
dnia 27.06.2008 16:18
Elegancka recenzja. Co do gry, to za bardzo (widziałem jeno początek) LOST'em zalatuje.
165 #6 Kami
dnia 28.06.2008 10:31
Ojjj... LOSTa jest tam dużo Wink2 a przynajmniej nawiązań do-. Ale to tylko początek Pfft
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 50% [2 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 25% [1 głos]
Dobre Dobre 25% [1 głos]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]