Aurora: The Secret Within - recenzja

Dodane przez Madzius888 dnia 04.06.2008 16:39

Seria The Adventure Collection, wydawana w Polsce od ładnych paru lat przez IQ Publishing, przyzwyczaiła swoich fanów do gier krótkich, interesujących i w większości naprawdę trzymających poziom. Aurora: The Secret Within jest szóstą grą tej serii wydaną w Polsce. Czy udało jej się dorównać poprzedniczkom lub je przerosnąć?

Jest rok 1947, małą mieściną o nazwie Roswell, w amerykańskim stanie Nowy Meksyk, wstrząsnęła wiadomość o rozbiciu się latającego spodka na rancho miejscowego farmera. Poinformowała o tym amerykańska armia, lecz niedługo potem ogłosiła sprostowanie stwierdzając, że rozbił się balon meteorologiczny. Nie przekonuje to ani reporterów, ani zwykłych szarych ludzi, a już w ogóle naszego głównego bohatera – Johna Pileggiego - prywatnego detektywa o niezwykle podejrzliwej naturze, niezwykle spłukanego i niezwykle bez zajęcia.

W jednej chwili życie naszego bohatera zmienia się – o pomoc w rozwiązaniu trudnej sprawy prosi szeryf, młoda kobieta podrzuca karteczkę z prośbą o pomoc i całkowitym zbiegiem okoliczności John wplątany zostaje w sprawę „balonu”, który balonem się okazuje nie być.

Roswell – bez tajemnic?

Historia Roswell, jak to pięknie ujęto w Wikipedii, choć rzeczywiście jest prawdziwa, to tak naprawdę stała się „pop fenomenem” – powstało na jej temat mnóstwo książek, seriali i filmów. Kilka lat temu pomyślałam, że gra pewnie też niedługo wyjdzie i proszę, oto mamy Aurorę. Swoją drogą Aurora jest też nazwą okrętu uznawanego za symbol rewolucji październikowej. Właśnie w roku 1947 zakończono remont tego okrętu i odtąd stał się on obiektem muzealnym – sprawdziłam tę nazwę szukając kolejnej teorii spiskowej :).

Rozmyślając nad treścią tej recenzji, zastanawiałam się, ile fabuły mogę ujawnić, gdyż naprawdę szybko wszystko staje się jasne, a później jest już tylko zbieranie dowodów oraz pomniejszych wiadomości na poparcie ogólnej tezy i sprytne rozwiązanie całej dziwnej sytuacji. Fabuła, choć nie jest najmocniejszą stroną i jest dość powielona, to jest wyraźna i można co nieco się pobawić odgadując kolejne jej poboczne wątki. Pozytywnie też odebrałam to, że gra nie jest do końca liniowa i nie trzeba robić wszystkiego po kolei.

John Pileggi zostaje nam przedstawiony jako osobowość głęboka niczym łyżka wody z gumą do żucia w środku. Jak typowy bohater czarnego kryminału, John wspomina swoją żonę, która odeszła bez słowa i że nie może się z tym pogodzić, jednak zaczyna nowe życie trzymając w szufladzie jej ostatni list… Wątek miłości Johna do żony pojawia się przez cały czas, jednak w końcu dowiadujemy się, dlaczego tak naprawdę opuściła męża i wszystko zawęża się już dookoła jednego tematu – tytułowej Aurory. Czy zakończy się to szczęśliwie, czy nie? – przekona się ten, kto zagra.

Wstępne technikowanie

Aurora jest grą point’n’clickową z perspektywą pierwszoosobową. Walizeczka z przedmiotami wysuwa się najechaniem myszką u góry, do menu można przejść klikając na zegarek. Szkoda tylko, że w miejscach, gdzie można użyć przedmiotów, a także wtedy, kiedy przysuniemy je bliżej, nie zmienia się kursor. Choć zagadki nie są za bardzo zaawansowane – a związane są praktycznie tylko z przedmiotami, to jednak ten kursor mógłby się zmieniać, a np. takie podnoszenie młoteczka, w który trzeba bardzo wycelować, też nie uprzyjemnia sprawy. Rozczarowanie dopadło mnie szczególnie, kiedy musiałam odczytywać spalony papier wg pomysłu z gry Agatha Christie: Orient Express (zagadka ta była nawet w demie). Jednak, co racja, to racja, ale paru ciekawych pomysłów nie można autorom odmówić, jak chociażby odkrycie schowka na biżuterię. Występuje też jeden moment, którego za Antananarywę czy nawet Chiny, nie można przejść bez solucji, bo nie pojawia się żadna wskazówka. Przeszkadzała mi również ograniczona możliwość poruszania się w korytarzach, szczególnie jeżeli chodzi o słynną bazę wojskową Strefa 51 (swoją drogą, można by wykreować to miejsce jako niesamowite cudo) - do drzwi można podejść tylko w jeden sposób - przesuwając się na początek lub koniec korytarza oraz skręcając pod odpowiednim kątem i to tylko i wyłącznie z jednej strony. Zresztą tak samo cofa się – niezbyt to zachęcające. Nie mogę też nie nadmienić, że ściszenie dźwięku, zmiana jasności itd. - takie rzeczy to „tylko w Erze” lub ustawieniach w komputerze, bo opcji „opcje” nie przewidziano ;]. Właściwie gra polega na tym, że po wypełnieniu kilku zadań trzeba iść spać. Niestety, tych dni spędzimy tu tylko kilka i w sumie wychodzi na to, że Aurora to kolejna bardzo krótka gra. Jednak bardziej liczy się jakość, so let's continue.

Rozdział 29 – jak nie robić oprawy audio…

Gdyby powstał podręcznik na kierunek przygodówkologii stosowanej, o którym to kierunku całkiem niedawno dyskutowaliśmy sobie żartem na forum:P, tak nazwałabym ten rozdział. Więc jak zrobić niedobrą oprawę audio?

„Przede wszystkim nigdy nie zatrudniaj ani nawet nie zapraszaj do studia aktorów, w żadnej wersji językowej, żeby przez przypadek, choćby z nudów czy litości, nie nagrali dialogów! To by była totalna porażka całego konceptu! Jeżeli musisz już mieć jakąś muzyczkę, to (uchroń Panie!) nigdy, ale to przenigdy nie dłuższą niż 30 sekund, jak najmniej ciekawą i oczywiście nie może się ona po prostu ot tak kończyć, co to, to nie! Włącz odtwarzanie w nieskończoność, żeby cisza nigdy nie nastała, a powtarzająca się w tej lokacji muzyczka wkurzała gracza bądź graczkę, bo inaczej znowu cały pomysł mógłby runąć, a jest o to, wbrew pozorom, bardzo łatwo. Efekty dźwiękowe? Jeżeli chcesz jeszcze bardziej się pogrążyć, wtrąć jeden, ale absolutne maksimum to dwa! Zapamiętaj – wszystko to jest dla dobra sprawy.”

To co napisałam może się wydawać śmieszne, no, może nawet troszeczkę jest:), ale dokładnie pod tym opisem widzę oczyma mej wyobraźni napisany wielką, czerwoną czcionką napis: „Przykładem może tu być Aurora: The Secret Within”. Kiedy w trakcie rozgrywki pojawia się pierwszy dialog, każdy użytkownik, bądź użytkowniczka, zaczyna zastanawiać się, co jest nie tak z głośnikami. Męczy się, przestawia, aż trafia na pierwsze lepsze forum i dowiaduje się, że rzeczywiście – tam nie ma mówionych dialogów! Słychać kroki, może coś tam titnie, zaszumi, ale ogólnie jest naprawdę słabiutko, nie mówiąc już o muzyczkach, które dokładnie jak napisałam wyżej – są krótkie, nudne i ciągle się powtarzają.

Obrabujmy aptekę!

„Anemia to zespół objawów chorobowych, który polega na stwierdzeniu niższych od normy wartości hemoglobiny i erytrocytów i ich następstw.” Zaburzenie to leczyć można za pomocą spożywania dużej ilości żelaza w tabletkach bądź doustnie… I właśnie ten składnik zapewne przydałby się większości bohaterów Aurory. O ile – być może na szczęście – nie widzimy zachowania Johna, bo gramy z perspektywy FPP, to wszyscy pozostali ludzie wyglądają jak anemicy. Obojętnie czy trwa rozmowa, czy dopiero mamy „wypowiedzieć” (a właściwie nacisnąć i przeczytać) kwestię, na ogół dziwnie opadają im łuki brwiowe, a usta poruszają się maksymalnie tak, jakby mieli powiedzieć słabe „h” ciągle przy tym kręcąc głową, niczym w hipnozie. Z podobną ekspresją przedstawiają się same linijki dialogów. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy to wina tłumaczenia, czy tak jest w oryginalnej wersji, w każdym razie, że tak brzydko powiem: „jaki kuń jest, każdy widzi”. Porażające wręcz nacechowanie emocjonalne wyrazów i ten „bardzo skutecznie” użyty patos, sprawiają, że gra rozczarowuje jeszcze bardziej. Pozwoliłam sobie zacytować dialog dwóch ludzi – oceńcie sami:

„Nieznajomy – Jestem ważną figurą w tajnym projekcie, który powstaje w ukrytej bazie. (…)
Pillegi – Moja żona? Zostawiła mnie bez żadnego wyjaśnienia…
Nieznajomy - To jest to, w co Pan wierzy…”

Szkoda też, że w paru miejscach pojawiają się linijki w ogóle nie przetłumaczone.

Zbawcze działanie na tych biednych ludzi, miałby zapewne również Rutinoscorbin, gdyż przez te kilka dni "niewyraźnie" wyglądają, może to jakaś epidemia grypy? ;]

Skoro już jestem przy wyglądzie postaci, wypadałoby ogólnie wspomnieć o grafice. Niestety i tu jest nieciekawie. Mimo, że niby mamy 3D, to lokacje są niewyraźne, zamazane – wcale nie z pomyślunkiem, choćby dla klimatu. Samych lokacji też w sumie jest mało, a składają się one najczęściej z jednej lub dwóch części, co powoduje, że do plusów nie można zaliczyć – "mnóstwa interesujących lokacji", a szkoda. Przykro było mi też zauważyć, że np. wiadomości w gazetach, choć początkowo rzeczywiście są po włosku, to później stają się mieszaniną paru liter ułożonych w przypadkowej kolejności. Poprawienie takich drobiazgów mogłoby uratować honor twórców gry - włoskiego BluMiAl Studios, jednak tak się nie stało, co potwierdzi następny fragment tej recenzji.

Wszyscy kochają robaczki…

Jednak niekoniecznie wtedy, kiedy występują one w grze w postaci bugów; a tych Aurora ma niemało. Wymienienie ich wszystkich po kolei zajęłoby mi ponad połowę tej recenzji, a nie o to przecież chodzi. Muszę jednak zakomunikować, że są, a problemy sprawia często już samo uruchomienie gry – wymóg posiadania specjalnej biblioteki lub kodeków, z których żadne nie są dostępne na płycie. Bugów nie brak też w samej rozgrywce – od „debuggerów”, które pojawiają się w dziwnych momentach, aż do błędów, które…są w każdej grze, wystarczy zrobić jeden ruch za dużo i skutecznie zatrzymują gracza/graczkę aż skończy się złościć i wczyta poprzedniego save’a. Cudownym trafem udało mi się trafić na tylko jeden poważny błąd, jednak dzięki różnym tematycznym forom zwróciłam uwagę na parę innych. Nie piszę tu o kosmetyce – jak np. buteleczka, którą trzeba podnieść najpierw przybliżając na blat, a po oddaleniu wygląda jakby nadal tam stała. Należy przede wszystkim wspomnieć o błędach, które wręcz uniemożliwiają dalszą grę. Na przykład – jak już pisałam, gra dzieli się na poszczególne dni, po których trzeba wrócić do hotelu i iść spać. Tymczasem po pierwszym dniu, powrocie do hotelu i po obróceniu się o 360 stopni… ludzie, których tam przed chwilą nie było, pojawiają się i do tego znowu staje się jasno, co uniemożliwia zakończenie etapu! Młoteczek, o którym już napomknęłam, też sprawia problem - kawałek dalej, pojawia się pewna rzecz, na której tego narzędzia trzeba użyć. Jednak znowu – obrót o 360°, a rzecz powraca do pierwotnego stanu, tymczasem młotek znika. Na korzyść i pochwałę zasługuje to, że pomoc techniczna IQP współpracuje obecnie z graczami nad stworzeniem patcha – jednak, mówiąc szczerze i trochę uprzedzając fakty, mogę powiedzieć, że nawet naprawa tych błędów i tak nie uczyni z Aurory przygodówki roku.

Opisałam tłumaczenie, oprawę audiowizualną i, niestety, każdy z tych elementów rozczarował mnie w mniejszym bądź większym stopniu, czemu, po przeczytaniu recenzji, nikt pewnie już się nie dziwi. Na korzyść przemawia właściwie tylko jako taka fabuła i pojedyncze ciekawe elementy. Po raz pierwszy miałam wręcz wrażenie, że nie uda mi się wyraźnie podzielić plusów i minusów, które praktycznie zawsze znajdują się na końcu naszych recenzji – minusów jest zbyt dużo, a bardzo wyraźnych plusów zbyt mało. Prześladuje mnie wrażenie, że Aurorę stworzono w ciągu kilku tygodni ciągłego poganiania przez dystrybutorów, przez co powstał ni mniej, ni więcej – tylko bubel, który w takim stanie na rynku pojawić się nie powinien, a jeżeli już, to po wcześniejszym, wyraźnym dopracowaniu. Skomentować wypada też 60zł, jakie trzeba zapłacić za egzemplarz – uważam, że nasze nerwy nie są warte nawet tych 30zł, za które nabyć można większość wcześniejszych tytułów z The Adventure Collection. Agatha Christie: I nie było już nikogo to przy Aurorze gra wręcz bardzo dopracowana. Przykro mi to stwierdzić, ale niedbałość wykonania i raczej słaby klimat gry umieszczają ją dokładnie na ostatnim miejscu pośród gier cenionej przeze mnie serii. Oby kolejny Agon uratował jej dobre imię.

4 PLUSY:
parę interesujących lokacji + kilka ciekawych zagadek + wyraźna fabuła
MINUSY:
bugi - dźwięki - brzydkie postacie - nudne dialogi

Oceny cząstkowe: Grywalność - 4, Grafika - 6, Dźwięk - 2

autorka: Madzius888

   

Komentarze


165 #1 Kami
dnia 12.06.2008 13:48
Eyyyyyy... ja jestem anemikiem i wcale nie opada mi łuk brwiowy Pfft

Wygląda, że Aurora jest jak Golf GTI W12-650 - zrobione szybko, połowa rzeczy nie działa, a reszta ledwo domaga Bosz
660 #2 Madzius888
dnia 13.06.2008 20:56
Jesteś anemikiem czy anemiczką? Wink2
No, jeżeli znałabym takiegoż golfa.. Grin
165 #3 Kami
dnia 13.06.2008 22:38
Anemikiem, bo mam anemię, a nie anemiczkę Pfft Wink2
Jeśli byś znalazła, to nie wsiadaj, bo wyjedziesz tyłem z najbliższego zakrętu Lol2
54 #4 Zebius
dnia 29.06.2008 16:15
IQP wypuściła 2 patche do Aurory :)
660 #5 Madzius888
dnia 02.07.2008 12:01
O! Dziękuję Ci bardzo Zebius za info.
Warto ściągnąć pierwszy - dzięki niemu w piwnicach i w redakcji nie trzeba używać latarki, bo jest światło, eliminuje to też pierwszy poważny, opisany przeze mnie błąd, czyli w hotelu można się obracać i nie robi się jasno. Natomiast ściąganie drugiego nie pomoże nic, a jedną rzecz nawet zepsuje.
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [2 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]