Overclocked: Historia o przemocy - recenzja

Dodane przez mertruve dnia 27.04.2008 00:25

Twórcy gier przygodowych zamieniają się powoli w uroczych oszustów, podobnych do tych gentlemanów z lat trzydziestych, podrywających piękne panie na ładny ubiór i podkręcony wąsik. Podobnie jak oni, studia wypuszczające grę przygodową coraz mniej dają nam satysfakcji z przygody, a coraz bardziej prowadzą za rączkę, przykrywając niedoskonałości ładną oprawą graficzną. Ubolewałem już nad tym przy okazji recenzji Runaway’a 2, gdzie co chwilę witał nas pięknie zrealizowany przerywnik filmowy, albo kontrolę nad postacią przejmował komputer, abyśmy przez przypadek nie zrobili czegoś na własną rękę. Recenzenci raz dawali się oszukać twórcom, raz nie. Ja zazwyczaj ostro się broniłem przed sztuczkami sprytnych programistów. Dzisiaj przyznaję z całą odpowiedzialnością: dałem się oszukać. A co lepsze – czuję się z tym wyśmienicie.

Ci wspaniali oszuści…

Oszustwo to sztuka i nie każdy doprowadził ją do perfekcji. Nie mam na myśli kłamstw umieszczanych na pudełkach i mamiących nas obietnicami dwudziestu godzin grania czy przepięknej grafiki 3D, bo każdy amator przygodówek dobrze wie, że są to zazwyczaj czcze przechwałki i zwykły marketing. Chodzi mi o cudowne oszustwo, które sprawia, że gramy w grę jak zauroczeni, przeżywając przygodę przygotowaną nam przez twórców, a na końcu robimy wielkie: ŁAŁ, po czym nie możemy zasnąć, bo rozpatrujemy każdą część fabuły, próbując wychwycić wszystkie niuanse. Takie coś serwowali nam dotąd najwięksi przy okazji najgłośniejszych dzieł, jak: Dreamfall, Fahrenheit czy wspomniany już Runaway 2. Bo jak inaczej nazwać produkty, w których więcej się biegało z punktu A do punktu B, w celu obejrzenia cut-scenki, czy patrzyło na rozwój fabuły z perspektywy widza, nie mogącego nijak wpłynąć na fabułę? Twórcy zdawali się cieszyć z własnego geniuszu przy tworzeniu scenariusza i za żadne skarby świata nie umożliwiali nam wpływanie na niego. Mogliśmy użyć dwóch przedmiotów, obejrzeć trzydziestominutową animację, następnie wpisać kod czy ułożyć puzzle, żeby znowuż zawiesić oko na animacji. Widać to było na każdym kroku: zbagatelizowanie dialogów, coraz mniej zagadek, pomniejszony inwentarz. Kto dziś pamięta czasy przygodówek z LucasArts, gdzie mieliśmy po osiem linii dialogowych do wyboru i tylko od nas zależało co powiemy w danym momencie, a czego nie? Ostatnim bastionem tego rozwiązania okazała się Najdłuższa Podróż. Przypomnijmy sobie teraz Syberię, Runaway’a, czy Still Life’a. Nasz wybór ograniczył się do klikania na ikonki, albo wciskanie lewego, bądź prawego przycisku myszy. Przykre, to fakt, ale rekompensowała nam to wciągająca fabuła, niesamowita grywalność i klimat. Mówiąc krótko: oszustwo doskonałe.

Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że Overclocked jest produktem z najwyższej półki, stworzonym przez artystów dobrze wiedzących jak oszukać gracza. Już sam ten fakt stawia tytuł wśród gigantów gier przygodowych. A dalej może być tylko lepiej.

Historia przemocy…

Fabuła może na pierwszy rzut oka nie jest odkrywcza, ale są to błędne wnioski. Mamy do czynienia z jedną z najciekawszych historii ostatnich lat i twórcy doskonale zdają sobie z tego sprawę, karmiąc nas zdawkowymi informacjami, a najlepsze smaczki zostawiając na sam koniec. Głównym bohaterem jest David McNamara – psycholog śledczy, mający za sobą karierę wojskową przy tajnych projektach symulacyjnych, który, jako jeden z nielicznych, stosuje nowoczesną metodę pamięci wstecznej, polegającą na przypominaniu sobie szczegółów od końca. Jednocześnie Dave jest osobą porywczą, mającą własne problemy rodzinne. Zostaje on wezwany z Waszyngtonu do Nowego Jorku, gdzie akurat panuje burza stulecia, do piątki nastolatków, którzy zostali znalezieni w różnych częściach miasta cali nadzy, przerażeni, z bronią w ręku. Co ich łączy ze sobą? Czy Dave’owi uda się dotrzeć do ich umysłów i odkryć tajemnicę? Już nasza w tym głowa, żeby się udało.

Przygoda rozgrywana od tyłu…

Zarys fabularny, jak napisałem, na pierwszy rzut oka nie jest odkrywczy. Raczej mamy typowe powtórzenie z thrillerów psychologicznych. Osoba z bronią, nie pamiętająca jak się nazywa, kim jest, co robi naga na ulicy i miły, koniecznie młody i przystojny, pan psychiatra z wieloma publikacjami i oszołamiającą karierą. Tutaj zwiększono nam tylko liczbę osób do pięciu i postanowiono dodać nieznośną pogodę. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom. Pod płaszczykiem oklepanego tematu kryje się jedna z najlepszych fabuł tegorocznych przygodówek, jak i przygodówek w ogóle. Scenarzyści dobrze wiedzieli co robią. Każdy element ma tutaj swoje znaczenie. Pogoda jest doskonałą symboliką, która potęguje klimat osamotnienia, trudności, beznadziejności i grozy. A jest się czego bać. Wszystko za sprawą metody poznawania faktów. To właśnie jej obawiałem się najbardziej. Dave McNamara korzysta ze wstecznego odzyskiwania pamięci, co polega na przypominaniu sobie ostatnich kilkunastu minut wydarzeń. Następnie robi się przerwę i znowu cofa się o kilkanaście minut. Moje obawy dotyczyły przede wszystkim końca. Przecież to koniec wydarzeń zazwyczaj jest najciekawszy i najbardziej tajemniczy. I tutaj twórcy oszukali mnie po raz pierwszy. Pozwolili uwierzyć mi w moją nieomylność i zagrali na nosie, udowadniając, że koniec jest tak naprawdę początkiem wszystkich wydarzeń. Cała historia opowiedziana od tyłu doskonale się komponuje i wszystkie elementy, pozornie bez znaczenia, okazują się niezwykle ważne. Co najciekawsze – całą historię rozgrywającą się w Overclocked można streścić w kilka minut, ale dzięki odpowiedniemu poprowadzeniu rozgrywki jest to najprzyjemniejsza część gry – poznawanie nowych faktów, odkrywanie powiązań i czekanie co się wydarzy później… a właściwie co się wydarzyło wcześniej.

Klasyka w niecodziennym wydaniu…

Overclocked to klasyczny point’n’click. Sterowanie odbywa się za pomocą intuicyjnego interfejsu. Klikając na dane miejsce idziemy do niego. Klikając na przedmiot otwiera się nam małe podmenu i mamy do wyboru obejrzenie przedmiotu, bądź użycie go. Bardzo szybko łapiemy co i jak. Grafika w grze jest bardzo ładna. Może nie wgniata w fotel, bo i wgniatać nie ma, ale poprawne modele 3D postaci i świetnie wyrenderowane tła robią spore wrażenie. Na największe uznanie zasługują jednak efekty specjalne jak niebo, chmury, woda, deszcz czy doskonale zrealizowane momenty cofania się w czasie – podczas wspomnień pacjentów. Szarawe kolory powoli stające się wyraźne, czy rozmycia ekranu, nabierające powoli ostrości, to istny majstersztyk! Według mnie jednak, uznanie dla twórców należy się w innej dziedzinie. Chodzi mi o pracę kamery. Grając w Overclocked i widząc sztuczki kamery, jak podział ekranu na dwie części od siebie niezależne, czy odpowiednie ujęcie danego wydarzenia, sprawiało, że miałem wrażenie grania choćby w Fahrenheita czy Dreamfall’a, gdzie zastosowano podobne rozwiązania. Tyle, że były to gry na pograniczu akcji, sterowane za pomocą klawiatury. Tam takie rozwiązania były jak najbardziej na miejscu. Overclocked to point’n’click, typowa gra „klikana”, a jednak twórcy udowodnili, że można użyć podobnych rozwiązań i nadać całości filmowego charakteru. Wielkie brawa za odwagę i jeszcze większe za wykonanie.

Odgłosy burzy…

Muzyka w grze zachwyca. Szczególnie główny motyw, którego można posłuchać także na stronie internetowej gry, jak i w menu, czy najważniejszych momentach. Wszystkie inne utwory nawiązują do głównego motywu, nadając przygodzie bardzo tajemniczy charakter. Muzyka doskonale podkreśla nastrój występujący w grze. Pojawia się w odpowiednich momentach, praktycznie przez cały czas nam towarzyszy. Czasami jako ciche dźwięki, kiedy trzeba głośniejsze. Doskonale komponuje się z obrazem i dźwiękiem. A skoro już jesteśmy przy dźwięku, to warto wspomnieć, że całość została spolonizowana. Słyszymy polskie głosy i tutaj mam pewne zastrzeżenia. O ile wszystkie głosy są dobrze dobrane i sprawiają wrażenie przemyślanych, to akurat głos głównego bohatera jest mocno drewniany. Nie chodzi mi o barwę, bo ta doskonale pasuje do zmęczonego życiem psychiatry, ale o emocje. Tych właściwie nie uświadczymy. Już drugoplanowe postacie bardziej wczuły się w swoją rolę niż aktor grający Dave’a, ale możliwe, że się czepiam. Innych błędów nie znalazłem. Napisy pasują do tekstu mówionego i oprócz kilku literówek nie uświadczymy błędów. Oby więcej takich polonizacji!

Rysy…

Pisząc o oszustwie wymieniałem przede wszystkim ukrywanie niedoskonałości dzisiejszych gier, polegających na małej interaktywności, krótkim czasie rozgrywki czy niewielkiej ilości zagadek. Oszustwo doskonałe polega na odpowiednim zatuszowaniu wszystkich minusów i wyeksponowaniu odpowiednich plusów. Czy w Dreamfall’u nie zachwyciła nas fabuła, klimat i grafika? Zachwyciła, a jakże! Mało kto zwrócił uwagę, że oprócz kilku przedmiotów, które śmiało można zliczyć na palcach obu rąk i jednej zagadki muzycznej, nie uświadczymy niczego, co sprawiałoby, że Dreamfall zasługuje na miano przygodówki roku. Podobna sprawa ma się z Runaway’em 2, czy Sinking Island. Brak zagadek, kilkanaście przedmiotów, mała interaktywność i zbyt duża ilość cut-scenek, prowadzenie gracza za rączkę, to wszystko sprawia, że możemy poczuć się oszukani. Magia twórców polega jednak na tym, że my tego nie wiemy. Gramy zauroczeni i cieszymy się, że dano nam możliwość przeżycia danej przygody. Nie inaczej jest z Overclocked. Tutaj twórcy posunęli się nawet krok dalej, tuszując niedoskonałości ich brakiem. Już wyjaśniam. Z jednej strony mamy przedmioty, które łączymy, używamy i zbieramy. Nawet łamigłówki i zagadki znajdziemy. Musimy gdzieś wpisać kod, gdzieś coś ułożyć, przestawić – niby wszystko na miejscu. Patrząc jednak z perspektywy, coś jest nie tak. Zagadki są banalnie proste i mamy ich zaledwie kilka, nie więcej niż pięć. Samych przedmiotów również nie zbierzemy za wiele. Rozmowy są liniowe i ograniczają się do klikania na daną ikonkę, reprezentującą dany temat. Podobnie ma się sprawa z eksploracją lokacji. Lokacji mamy kilkanaście, a naszym zadaniem jest przejście z punktu A do punktu B, żeby obejrzeć efektowną animację i dowiedzieć się czegoś więcej o historii wymyślonej przez twórców. A cała gra, pomimo szumnych zapowiedzi i napisów na pudełku, informujących nas o 20-godzinnej przygodzie, trwa zaledwie siedem godzin.

Oszustwo doskonałe?

Jak to w takim razie jest z Overclocked? Z jednej strony mamy mnóstwo plusów jak doskonałą fabułę, niepozwalającą się oderwać od monitora nawet na minutę, ładną grafikę, niesamowitą muzykę i klimat, którego dawno nie czułem; z drugiej zaś: krótki czas rozgrywki, mało zagadek, mało przedmiotów do zebrania, liniową akcję i rozmowy, oraz ograniczoną swobodę interakcji. Gdyby tak porównać plusy i minusy to wychodzi nam całkiem porządny średniak - gra, która nie wyróżnia się niczym szczególnym. A jednak jest coś, co sprawia, że Overclocked to jedna z najlepszych gier ostatnich lat, a czas przy niej spędzony to prawdziwa uczta dla gracza. Tym czymś jest klimat, atmosfera i warstwa fabularna. Tak mocnego scenariusza i tak mrocznego klimatu nie widziałem od czasów Still Life’a. Przy okazji recenzji Art of Murder wspominałem, że czegoś mi w grach brakuje i na coś czekam. Teraz już wiem na co tyle czekałem. Najlepszą rekomendacją będzie to, że zaczynając grę o północy siedziałem do szóstej trzydzieści bez jednego ziewnięcia, pomimo wcześniejszej prawie nieprzespanej nocy. Ani razu nie pomyślałem o spaniu – tak wciągnęła mnie gra. Przykre jest tylko to, że jest to przygoda na jeden raz, bo za drugim razem nie będzie już tak zaskakiwać. Dla tego jednego razu jednak warto! Dlatego na koniec mogę doradzić tylko jedno: pozwólcie się oszukać! Nie będziecie zawiedzeni!

9 PLUSY:
fabuła, klimat, atmosfera! + grafika + muzyka + wspominałem o fabule i klimacie? :)
MINUSY:
mało przedmiotów - mała ilość łamigłówek - mała interakcja

Oceny cząstkowe: Grywalność - 9, Grafika - 8+, Dźwięk - 9

autor: mertruve

   

Komentarze


292 #1 Przemo
dnia 27.04.2008 01:23
Trochę zwlekałeś z umieszczeniem recenzji, ale przeczytałem. :)

Ocena wydaje się chyba postawiona z małym przymrużeniem oka Wink2 Myślałem, że już nie napiszesz iż gra to typowy średniak, bo z recenzji wyraźnie tak wynika. Chwalisz niektóre elementy, ale jesteś też powściągliwy, więc jednak tytuł nie powalił. Grunt, że jest wciągająca fabuła i odpowiedni klimat, więcej do szczęścia mi nie potrzeba.

Może jest coś racji z tymi oszustwami w grach. Posiadam kilka ostatnich tytułów, m.in Runaway 2, którego przerwałem na rzecz Titanic'a: AOOT :) Dziwne, ale ja jednak wolę starsze przygodówki. :) Uważam imo, że dialogi są nieźle rozbudowane w Runaway 2, a częste, długie cut-scenki to wizytówka tej serii.....ale jak pisałem, nie ukończyłem jej jeszcze, wiec nie wiem jak jest dalej.

Recenzja świetna, ale to już standard Up
210 #2 mertruve
dnia 27.04.2008 02:18
Ja nie jestem zachwycony? Ależ jestem! Poczytaj uważnie - wciągnęła mnie jak mało ktora, chodzi o fabule i klimat. Ale musialem napisac wreszcie cos o oszustwach, ktorych jestesmy swiadkami i jak łatwo w nie wpadamy. To byl dla mnie glowny temat. Ponadto Overclocked to kandydat na przygodowke roku w Polsce i na to bede na razie glosowal, bo ma wszystko czego chcialem. Jeszcze raz - DAJCIE SIE OSZUKAC!!

A zwlekalem, zwlekalemSweet Takie podgrzanie atmosfery. Ciesze sie, ze sie podobalo. Staram sie pisac coraz lepiej.
210 #3 mertruve
dnia 27.04.2008 02:23
A poza tym ocena to hold dla klimatu i fabuly. Ponad pol dnia myslalem nad ocena. Na poczatku bylem sklonny dac 10, za to jak mnie wciagnela. Potem nagle zrozumialem, ze zostalem oszukany. Ze pod przykrywka swietnej historii i klimatu nie ukrywa sie nic odkrywcznego. Ale jednak ta historia... nie moglem dac nizej niz 9 - najwyzej mnie poszlachtujecieWink2
29 #4 SpokoWap
dnia 28.04.2008 19:06
Recenzja świetnie napisana, widać rękę znawcy gatunku :) Co do samej gry, to już się nie mogę doczekać kiedy będę mógł samemu ją przetestować, tekst zaostrzył mi apetyt. Już dawno nie grałem w naprawdę "poważną" fabularnie przygodówkę, tym bardziej - jak napisał Mertruve - tak dobrą pod względem opowiedzianej historii. Co do oszukiwania - jeśli tylko twórcy robią to z klasą, to jestem za Wink2 Ważne by się dobrze bawić podczas rozgrywki, a jakie środki do tego prowadzą to już sprawa drugorzędna.
729 #5 Evillady
dnia 29.04.2008 13:19
Mert bravo! Fantastycznie napisany tekst. Jestem pod ogromnym wrażeniem, pełen profesjonalizm. Możemy sobie tylko życzyć, żeby AZ w sferze tekstów podążało w tym kierunku!
927 #6 Japoncy
dnia 11.05.2008 13:14
[SPOILER][SPOILER][SPOILER] [SPOILER][SPOILER][SPOILER]

Skończyłem właśnie Overclocked (wygranego zresztą w konkursie Adventure Zone :) ). Zgadzam się ze szczegółami powyższej recenzji, ale nie mogę przystać na ogólny wydźwięk.

Fabuła tej gry jest naprawdę banalna i to tak banalna, że czułem się nieprzyjemnie rozczarowany, kiedy wczoraj wieczorem i dziś rano kończyłem grę. Sztampa, typowa fabuła dla "zaangażowanych" gier komputerowych! Urok strony fabularnej faktycznie jest, ale pragnę zwrócić uwagę, że urok ten nie wynika z fabuły, a ze sposobu (chronologii) jej opowiedzenia (jak w np. w filmie Memento).

W Overclocked nie interesowała mnie fabuła, a sposób jej opowiedzenia (czyli zabieg polegający na zróżnicowaniu sjużetu gry i jej fabuły). Żałuję, że cała opowieść okazała się koniec końców zlepkiem wytartych frazesów i rozdmuchanych obietnic. System odsłuchiwania nagranych sesji z pacjentami to też fajny pomysł, ale jeśli jej się przyjrzeć bliżej, to okazuje się, że obrany sposób realizacji tego elementu gry jest zupełnie niefunkcjonalny i bardziej irytuje, niż zachwyca. Zagadek też jest mało, przedmiotów niewiele. Ale mógłbym przebaczyć to wszystko, gdyby tylko pod sam koniec grania nie okazało się, że za całym zamieszaniem stoi, tak jak zwykle niedobry rząd Stanów Zjednoczonych.

W podsumowaniu: Overclocked to ciekawa gra, warto za nią zapłacić 80 zł, ale z pewnością nie jest to zwrot w historii gatunku (który swoją drogą, jak słusznie zauważył autor recenzji, zmierza w stronę interactive drama [swoją drogą dziwne, że ludzie którzy chcą na grunt rozrywki komputerowej napięcie dramatyczne i głębokość fabuły znaną z literatury, czy filmów wybiórczo używają kategorii realizmu. Mimo strasznej ulewy, na ulicach stoją ludzie i powoli ze sobą rozmawiają, doktor Young chodzi po ulewie w białym kitlu ze słuchawkami wokół szyi... Powiecie, że się czepiam, ale tak naprawdę to autorzy poszli na łatwiznę, bo nie chciało im się zrobić drugiego modelu Younga w płaszczu! Przez to co chwila napięcie w grze pryska niczym bańka mydlana!]).

Moja ocena - 7+ (plus za bardzo dobrą polonizację, jak dla mnie aktor podkładający głos pod MacNamarę spisał się tak dobrze, jak inni).
210 #7 mertruve
dnia 11.05.2008 17:50
Jesli zgadzasz sie z elementami recenzji to automatycznie musisz dac 9 - bo ocena koncowa to skladowa elementowWink2 A z nich nie da sie zadnej innej wyciagnac. Ale dzieki za wlasna opinie:)
1062 #8 SilverMoon666
dnia 20.12.2009 21:06
Ja też już miałam przyjemność zagrać w tą grę.1 dzień i po grze,jestem tylko rozczarowana,że ta gra jest taka krótka.Nie można się od tego oderwać.Dzisiaj gram jeszcze raz,bo nie wytrzymamGrin
1170 #9 TexMurphy
dnia 13.01.2010 00:23
Overclocked to jedna z najlepszych przygodówek ostatnich lat. Od pewnego czasu zauważam, że niestety bardzo rzadka jakaś gra potrafi mnie już tak wciągnąć, że myślę o niej także poza samym graniem - np. w pracy, czy w łóżku przed snem. Kiedyś było to bardzo częste, obecnie - właściwie się nie zdarza. Może gry były kiedyś lepsze, może ja się postarzałem - sądzę, że obie te sprawy mają znaczenie. Ale z Overclocked znów było właśnie tak, jak kiedyś. Nie powiem, że zaliczam tą grę do grona moich "best of", bo jednak AŻ TAK DUŻEGO wrażenia na mnie nie wywarła, ale 8/10 daję bez wahania.
No i na szczęście po raz kolejny potwierdza się, że jestem na szczęście upośledzony w stosunku do recenzentów gier i innych graczy :) Na szczęście, bo ci biedacy zawsze kończą przygodówki w parę godzin, a ja gram zwykle tydzień-dwa. Tak samo było i tym razem - akurat mam teraz sporo czasu i grałem w Overclocked przez 5 dni po 4-5 godzin dziennie. jak łątwo policzyć - 20 godzin podane przez autorów idealnie się zgadza. A w zasadzie nigdzie nie utknąłem - bo też w tej grze za bardzo uutknąć się nie da... Widocznie mam jakieś inne poczucie czasu :) Ale akurat w tym przypadku - bardzo się z tego cieszę...
210 #10 mertruve
dnia 18.03.2010 00:25
Moze calosc polega na tym, ze ja szybko czytam i czesto dialogi po prostu jak przeczytam, to klikam i lece dalej. Nie mowiac, ze jak siadam do tytulu, ktory recenzuje, to odchodze w momencie ukonczenia - chocby to mialo zajac cala noc. Czyli gram pod rzad... no i tyle gier za mna, ze robie to naprawde szybko;P
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 67% [4 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 33% [2 głosy]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]