Carte Blanche - recenzja

Dodane przez Madzius888 dnia 08.03.2008 13:48

Brzęk tłuczonego szkła, kapelusze z szerokim rondem nasuniętym na czoło i ciemne płaszcze z kołnierzem postawionym aż po brodę, zapach rozgrzanej do czerwoności stali, unoszący się w powietrzu proch i wartka akcja – któż nie lubi zaczepić czasem o dobry czarny kryminał Chandlera albo obejrzeć jeden ze starszych filmów kryminalnych? A jakby to było wcielić się w rolę takiego detektywa?

Zaraz po obejrzeniu ostatniego filmiku z Carte Blanche głośno westchnęłam i pomyślałam, że zrecenzowanie tej propozycji Absurdusa na pewno nie będzie zadaniem łatwym. A dlaczego? Ano dlatego, że właściwie najłatwiej byłoby zacząć od zakończenia. Opanowując jednak tę przemożną chęć, postaram się przedstawić rzecz jak należy i na końcu wyjaśnić i tę kwestię;).

Są lata 20-te XX wieku. Edgar Delacroix – główny bohater - postanowił wyjechać z dziury, w której mieszkał i wyruszając na głębokie wody zaczepić się w siedlisku zła ówczesnego świata – Montrealu. Na szczęście w nieszczęściu całkiem niedawno pożegnał wujka, który zostawił mu w spadku nie takie złe mieszkanie oraz prenumeratę gazety. Dzięki tejże właśnie, zaraz po przybyciu do tego wielkomiejskiego ośrodka, Edgar znajduje ogłoszenie o pracę u prywatnego detektywa i dzięki ogładzie oraz swojemu naturalnemu czarowi zdobywa mało odpowiedzialne, ale pozwalające przeżyć parę przygód stanowisko asystenta.

Kolory turn off

Na pudełku Carte Blanche wydanym przez Play’a nie raz przeczytamy o innowacyjnym sposobie przedstawienia historii w mega, super, ekstra i w ogóle, czarno-białym obrazie panoramicznym, dzięki któremu można poczuć się jak w kinie. Zastanawiałam się jak ocenić ten zabieg. Większość wypowiedzi, które przeczytałam na forach, była nacechowana raczej negatywnie, wręcz posądzano twórców o niedbalstwo. Postanowiłam więc wyobrazić sobie ten sam obraz w kolorze i zdecydowanie samo nasuwało mi się porównanie do ANKHa – pociągłe kolorowe twarze, niewyraźne kontury. Byłoby to jednak raczej śmieszne (to tak jakby „Draculę” obić w jaskrawożółtą okładkę), humor humorem, a film noir – gangsterski, kryminalny i choć trochę mroczny musi być. Ten więc brak kolorów i widok panoramiczny to raczej konieczność, nie oceniam tego zabiegu pozytywnie czy negatywnie, po prostu tak pasuje i musi tak być.

Niestety muszę powiedzieć też, że grafika nie zachwyca. Ludzie wyglądają bardzo nienaturalnie i wcale nie komicznie. Bohater ma głowę długości, która na pewno nie odpowiadałaby kanonowi urody żadnego okresu w historii, wszyscy ludzie są jacyś dziwni i płascy. No ale lokacje, choć jest ich mało (na ogół składają się z jednego do maksymalnie czterech pomieszczeń), z pozoru są mało ciekawe i niewiele w nich elementów, jednak ten minimalizm przestrzenny coś w sobie ma, wprowadza ciekawą atmosferę, łatwiej się tam zaaklimatyzować niż w swoistym artystycznym bałaganie, no i na pewno pozwala to bardziej skupić się na samej fabule.

Zagaduchy, zagadki. Nie? Może zagadeczki?

Niestety, pod tym względem Carte Blanche nie zachwyca. Nie ma żadnych układanek. Nie ma też dźwigni do przesuwania. Jedyne czyste point’n’clickowskie elementy to, oprócz sterowania, zbieranie różnych przedmiotów, które można potem użyć. To również nie zachwyci miłośników czegoś bardziej skomplikowanego – nie można podnieść i użyć przedmiotu. Po prostu kiedy rzecz jest w ekwipunku, opcja użycia go pojawia się jako opcja dialogowa zaraz koło „mów” i „badać” - to nie wymaga zbytniego zaangażowania umysłu, a szkoda, bo można by to rozegrać inaczej – najlepiej w klasycznym stylu. Nawet dialogów, które trzeba przeprowadzić w określony sposób, nie da się "zepsuć".

Czy postacie wypadają śpiewająco?

Jeżeli muzyką można nazwać jedyny pojawiający się motyw na gitarze klasycznej, to tak, mogę powiedzieć, że muzyka jest. Ja jednak miałam już pewne mdłości, tak więc wolałam ją wyciszyć. Co do postaci natomiast, to nie należy narzekać. Jeannine – sekretarka z agencji detektywistycznej - skrzeczy jak trza w każdym wypowiedzianym słowie:), a i reszta nie zawiedzie.

Ale za to niedzie... fabuła będzie dla nas

Fabuła gry z kolei jest bardzo interesująca. Młody żółtodziób z doktoratem z historii („jedyne co wie, to to, kim była 56 kochanka Aleksandra”:)) podejmuje się nie całkiem łatwej pracy detektywa. Pozostawia to pole do popisu. I choć będą do rozwiązania tylko dwie sprawy, to wbrew pozorom ściśle się one ze sobą łączą i proponują ciekawe rozwiązania. Pierwsza sprawa nie jest za bardzo skomplikowana - dotyczy wyśledzenia niewiernej żony, którą należy złapać na gorącym uczynku w pokoju hotelowym i zrobić zdjęcie jej oraz tajemniczemu kochankowi. W drugiej ofiarą kradzieży padł antykwariusz, który zresztą nie jest najświętszy – sprzedaje ludziom podróby. Cóż, kiedy na gwałt potrzeba kasy, nie ma miejsca na skrupuły – trzeba znaleźć zaginioną bizantyjską ikonę oraz rzeźbę. Co wspólnego może mieć rzeźba Olmeków z gibisem babci? A może mapa Teksasu może pomóc w identyfikacji poszukiwanej osoby? Z kolei w czym na przykład może pomóc spinacz „Ogień Bogów” :>? Historię można by oczywiście pociągnąć dalej, np. zacząć kolejne sprawy, jednak końcówka bardzo jednoznacznie wskazuje, że producenci przewidują, bądź przewidywali w 2006 roku (premiera światowa), sequel.

Niezaprzeczalną zaletą Carte Blanche jest także humor. Dialogi są przesycone ironią, bohaterowie są cyniczni, a i niektóre rozwiązania są naprawdę ciekawe (np. „zdobycie” artefaktu z kostnicy :]). Żeby więc wziąć się za CB wystarczy właściwie tylko mieć wolne trzy godzinki i umysł otwarty na naprawdę różnorodne rozwiązania.

Spodobał mi się też pomysł zaczerpnięty raczej z gier RPG, czyli umiejętności – podczas obserwacji, nauki bądź też doświadczenia, można nabyć przydatne w dalszej grze, a nawet niezbędne w jej kontynuacji zdolności. Podczas dalszego ich wypróbowywania zdobywa się kolejne punkty i zdolność wywiera większy wpływ. Szczególnie spodobało mi się brzuchomówstwo – Edgar używa tej umiejętności naprawdę w śmieszny sposób podając się np. za trupa czy za przedmiot sprzedawany przez antykwariusza – ofiary tego żartu praktycznie nigdy nie dają się nabrać, ale efekt i tak powala. Śmiesznie zachowują się też ludzie, którzy zostają „zaatakowani” za pomocą zapasów – dzięki tej umiejętności ofiary na 15 minut dostają amnezji i mówią ciekawe rzeczy.

Nie mogę powiedzieć, że Carte Blanche jest złe, że jest nieciekawe, że nie warto wydać co najmniej tych 14,90zł. Nie mogę, bo tak nie jest, a Carte Blanche jest dosyć ciekawe, tylko że…to właściwie nie jest gra w swoistym rodzaju, lecz interaktywny film. Ba! Nawet czas trwania rozgrywki nie przekracza granic zwykłego seansu w kinie. Stąd też moja rozterka, szczególnie co do przyznawania punktów. Ocenię więc jak ocenię, zaznaczę jednak jeszcze, że ci, którzy w przygodówki grają od czasu do czasu, mogą bardziej polubić ten typ gry.

5 PLUSY:
adekwatna wizualizacja + ciekawa fabuła + można się pośmiać
MINUSY:
muzyka - oj krótko, za krótko! - bardzo łatwa

Oceny cząstkowe: Grywalność - 6, Grafika - 6.5, Dźwięk - 5

autorka: Madzius888
   

Komentarze


729 #1 Evillady
dnia 08.03.2008 19:41
Bardzo fajna recenzja Madzius888 :super Gierki pewnie nie kupię, ale też nie będę się bronić, jeśli gdzieś mi przypadkiem wpadnie w łapki Wink2
54 #2 Zebius
dnia 10.03.2008 09:59
O rany, Madzius888 dała 5/10! Ała, to gierka musi być naprawdę cieniutka. Pleased
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?