Blair Witch: Rustin Parr (mniej przygodowa) (Korowiow)

Dodane przez Adventure-Zone dnia 09.04.2006 22:55

Z pewnością dla wielu z Was Blair Witch Project to film kultowy, niektórzy zaś nie zostawiają na nim suchej nitki. Wszyscy jednak zgodnie stwierdzą, że było to dzieło nowatorskie - paradokumentalny horror stworzony w obecnych czasach bez udziału jakichkolwiek efektów specjalnych, kręcony od ręki, z amatorską obsadą i wyjątkowo skromną kampanią reklamową (jedynie internet) odniósł paradoksalny sukces w USA. Opowieść o grupce filmowców poszukujących w lasach amerykańskiego miasteczka Burkitsville śladów legendarnej wiedźmy z Blair spodobała się do tego stopnia, że nakręcono i drugą część (już konwencjonalnymi metodami) oraz wypuszczono na rynek trylogię gier komputerowych. W Polsce jakoś przeszło to wszystko bez większego rozgłosu, zdążyło jednak zdobyć sobie sporą grupkę zwolenników. No tak, nawijam i nawijam, a przecież trzeba coś rzec o samej grze. Stworzona została w 2000 r. przez firmę Terminal Reality pod skrzydłami Take 2 i Gathering Developement. Fabuła przenosi nas w rok 1941, na kilkadziesiąt lat przed wydarzeniami opisanymi w filmie. Do podupadającego naonczas zakuprza - Burkitsville przybywa urodziwa panna Doc Holliday, agentka specjalna tajnej (rządowej?) organizacji Spookhouse, zajmującej się tropieniem i eksterminacją wszelakiego demonicznego plugastwa z powierzchni Ziemi. Nasza bohaterka chce również rozwiązać tajemnicę Rustina Parra - szaleńca, który za zamordowanie siedmiorga dzieci z miasteczka został zlinczowany i powieszony, a jego dom spalono. Wkrótce okaże się, że miasteczko, podobnie jak Twin Peaks, skrywa jeszcze bardziej mrożące krew w żyłach tajemnice, a nasza bohaterka będzie musiała odkurzyć swój podręczny arsenał znacznie szybciej, niż myślała. To oczywiście nie koniec; znajdziemy się też (a jakże!) w lasach Burkitsville, odwiedzimy ruiny domu Parra i miejsce jego potwornych zbrodni - Coffin Rock, spotykając mnóstwo mniej lub bardziej pozytywnie nastawionych postaci. Blair Witch vol. można zaklasyfikować jako grę action-adventure, z naciskiem na to drugie. Jeśli mam ją do czegoś porównać, to jak najbardziej na miejscu wydaje się być Resident Evil lub, co pamiętają nieco starsi gracze, Alone in the Dark. Po prostu - taki interaktywny horror. Już sama instalacja wprawiła mnie w mistyczny nastrój, serwując podczas kopiowania plików na dysk mroczne screeny z gry i wplatając w to straszliwe jeki mordowanych dzieci. Mówię wam, jeśli do tego zgasicie światło w pokoju - przerażający i traumatyczny nastrój gwarantowany! Grafika prezentuje się bardzo okazale, wybierać możemy z szerokiego spektrum rozdzielczości od 640x480 do 1024x768 i muszę przyznać, że na moim, nieco rachitycznym już sprzęcie chodzi co najmniej zadowalająco. Lokacje zostały wykonane z dużą starannością i przesycone są mrocznym, przypominającym mi jeden z epizodów gry "Sanitarium" klimatem. Burkitsville naprawdę wygląda jak miasteczko, gdzie każdy zna każdego jak własną chusteczkę do nosa, a jedyny telegraf znajduje się w jedynym hoteliku. Całkiem nieźle wygląda też animacja postaci. Twórcy natomiast nie popisali się, jeśli chodzi o zbliżenia twarzy - większość postaci (a są to zeskanowane, obrobione twarze prawdziwych aktorów) wygląda wtedy tak, że spokojnie mogłaby wziąć udział w wyborach "Miss Umarlaków" albo "Mister Półżywych". Twórcy chyba na siłę chcieli wystraszyć gracza, pokazując mu facjaty, przy których dzieło dr Frakensteina to ideał piękności (inna sprawa, że ma to swój cel, którego tutaj nie zdradzę). Ogólnie jednak wrażenie jest jak najbardziej pozytywne. Wspaniała natomiast jest muzyka, której niestety nie ma zbyt dużo; doskonale buduje nastrój i słuchając jej zimne jaszczurki niepokoju biegają nam po plecach. Dźwięk też jest nieźle podłożony i można się jedynie przyczepić do nieco za cichego wypowiadania kwestii mówionych. Kompletnie zaś nie wypaliła zapowiadana przez twórców synchronizacja ruchów ust z wypowiadanymi słowami - może w moim przypadku coś się pokiełbasiło, ale aktorzy poruszają wargami z żywiołowością tygodniowego nieboszczyka. Nie zapomnijmy o zagadkach, które są bardzo ciekawie przygotowane i nie zabraknie niczego, i miłośnikowi Mysta, i zwolennikowi metody "próbuj-wszystkiego-na-wszystkim". Inna sprawa, że gra jest mocno liniowa i szybko domyślimy się, co robić. Mnie zdarzyło się też w pewnym momencie gry "utknąć" i to na dobre; pomogło jedynie wczytanie uprzednio zrobionego save'a (zaprawdę, pamiętajcie! nie malujcie czerwoną farbą po drzwiach szkoły :)). A jak ma się rzecz z akcją? Otóż Doc wyposażona jest sowicie w standardowy osprzęt każdego wytrawnego łapacza demonów w 1941 r., czyli latarkę, noktowizor, wykrywacz widm czy pistolet i strzelbę wyposażone w optyczne laserowe celowniki. Przyda się to wszystko podczas naszych nocnych spacerków, kiedy to damy upust drzemiącym w nas morderczym żądzom, siejąc z pianą na ustach pociski z pukawek, odrywając przy tym skutecznie hordom zombiaków głowę, ręce czy nóżki. Czasami, jeśli efektownie kogoś postrzelimy, to np. jego korpus malowniczo odpada od dolnej części ciała w iście bullet-time'owskim tempie. Ach, umierać, nie żyć! ;). Czy mając do czynienia z tak potężną dawką miodu autorzy ustrzegli się również wszelkich błędów? Oczywiście, że nie. Najbardziej skopanym elementem gry jest potworny wręcz interfejs, który, zwłaszcza na początku, doprowadził mnie do skraju wytrzymałości psychicznej i miałem olbrzymią ochotę, by wśród przekleństw i inwektyw usunąć grę z twardego dysku. Przemogłem się jakoś jednak i z bólem przywykłem do debilnego sterowania. Mamy bowiem do wyboru trzy opcje - sterowanie z klawiatury, point&click oraz klawiatura-mysz. Cały szkopuł w tym, że żadna z opcji nie działa prawidłowo! Po pierwsze, aby wcisnąć jakąś dźwignię, użyć przedmiotu czy po prostu pogadać z kimś, musimy stanąć w miejscu, gdzie zażyczyli sobie twórcy. Mało tego! Nawet to czasem nie działa i musimy podchodzić po kilka razy do danego przedmiotu, by coś zrobić. Inna sprawa ma się z celowaniem - oczywiście o precyzyjnym namierzaniu z klawiatury można zapomnieć, a myszka jest tak czuła, że zanim przymierzymy wrogowi w głowę, będziemy leżeć w kałuży krwi, drgając w konwulsjach. Dodajcie jeszcze do tego "znakomitą" pracę kamer, zmieniających ujęcia w "najlepszych" momentach, a będziecie mieć pełny obraz "międzymordzia" Blair Witch Vol. 1. Dobra, nie będę już więcej narzekał. Gra została spolszczona w jeden z moich ulubionych sposobów (polski tekst, angielska wymowa) całkiem nieźle, choć nie ustrzeżono się kilku drobnych błędów, jak literówki, czy kilka nieprzetłumaczonych zdań. Reasumując: Blair Witch Vol 1: Rustin Parr to bardzo przyzwoicie zrobiony horrorek dla ludzi kochających klimaty Lovecrafta i Mary Shelley - pełen przemocy, klimatu i gwałtu. Pomijając sprawę paskudnego interfejsu otrzymujemy oryginaly produkt, który powinien nam zapewnić rozrywkę na co najmniej kilka strasznych wieczorów. Cóż, panie i panowie, do klawiatur! NAZWA: BLAIR WITCH VOLUME 1: RUSTIN PARR PRODUCENT: Terminal Reality ROK: 2000 WYMAGANIA SPRZĘTOWE: Windows, PII/Celeron, 64 MB RAM (96 dla posiadaczy akceleratorów), karta dźwiękowa, 160 MB HD CENA: W CDA 11/02 DŹWIĘK: 8 ZAGADKI: 8 GRAFIKA: 9 DŁUGOŚĆ: 7 OGÓLNIE: 8 Plusy: grafika, klimacik, muzyka Minusy: toporny interfejs, twarze bohaterów Autor: Korowiow

AZ25
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?