Rob Blanc Trilogy (AZ Freeware) (Black Predator)

Dodane przez mendosa dnia 11.10.2006 08:49

A long time ago, in the galaxy, a far, far away......
Więc... chciałbyś być bohaterem, tak? Takim z prawdziwego zdarzenia, z laserowym Kałachem na ramieniu i pomagierem, który ma za Ciebie odwalać brudną robotę, ta? Więc... nie ma tak dobrze. Musisz najpierw przejść test. Po raz kolejny witam w cyklicznym programie pseudo rozrywkowym, który niektórzy nazywają kloaką, inni zaś temporalną egzaltacją, rzec można katharsis. Jednym słowem – witam w kolejnej mej recenzji! :) Wiem, że poprzedni paragraf zalatywał bufoniactwem, arogancją i degrengoladą, lecz chciałbym zauważyć, że jest on oczywiście utrzymany w tonie żartobliwym. Każdy, kto sądzi, że ta cała góra forsy i różowe ferrari, które dostałem od Qbrexa i Drozdy namieszało mi we łbie, ten się myli. :) Dobra, koniec żartów, bo nie o tym miało być. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Bez przedłużania, przejdźmy do meritum sprawy. Dzisiejszym obiektem moich tortur jest seria mini gierek freeware, autorstwa niejakiego Yahtzee. Na sam początek wypada powiedzieć, że jest to trylogia, stworzona w programiku AGS (Adventure Game Studio). Jako, że są to gierki freeware, postanowiłem poddać je wszystkie naraz „zbiorczej recenzji”, a na końcu podsumować cały cykl, bez przyznawania ocen poszczególnym epizodom (choć wspomnę, która część według mnie jest najciekawsza, a która najmniej fajna). Dobra, zaczynamy. Na pierwszy ogień pójdzie Epizod I (co za niespodzianka!), który możecie sobie zassać ze strony: Big Blue Cup (zajmuje całe 532 kilo!).
(nastrojowa muzyka)
EPIZOD I: BETTER DAYS OF A DEFENDER OF UNIVERSE
W galaktyce nastał czas wielkiego kryzysu. Wielkie morze zła pochłania całe dobro. Blady strach padł na wszystkich mieszkańców Wszechświata. Tajemnicze istoty, których zadaniem jest strzec ładu i porządku w całym kosmosie, postanowiły przystąpić do działania i odeprzeć wielkie morze chaosu. By jednak to uczynić, potrzebowały jednej istoty – istoty, która posiądzie wielką moc i stanie się OBROŃCĄ WSZECHŚWIATA. Wybór padł na młodego sprzedawcę sprzętu komputerowego z Anglii, państwa znajdującego się na oddalonej i prymitywnej planecie, zwanej przez jej mieszkańców Ziemią.... Losy Wszechświata zależą od Roberta Blanca!
Tak pokrótce wygląda fabuła pierwszej części tej porywającej i zapierającej dech w piersiach trylogii. Rob Blanc został wybrany na Obrońcę Wszechświata. Cool! Nie znaczy to jednak, że od razu dostanie te wszystkie zabawki, którymi może cieszyć się każdy super bohater, o nie! Najpierw musi przejść test, który ostatecznie potwierdzi, czy nadaje się na zbawcę wszystkich istot rozumnych...... Fabuła raczej nie powala, trzeba to przyznać, choć też za bardzo nie razi. Podczas naszej eskapady zwiedzimy coś koło 15 lokacji i pogadamy z dwoma osobnikami! I tu pojawia się pierwszy minus pierwszej części – mianowicie długość. Gierkę można przejść w 10 – 15 minut, a bardziej doświadczeni gracze przejdą przez nią jak burza. A szkoda. Wielkich zwrotów akcji też nie należy się spodziewać – cel jest wytyczony, droga prosta, trudność zagadek - niewielka. Co więc sprawia, że lubię pierwszą część Roba Blanca? Składają się na to trzy czynniki – pierwszym jest humor. Nawiązuje on swym klimatem do takich produkcji jak np. Monkey Island – a w pewnym momencie mamy nawet nawiązanie do Lary Croft :). Szczególnie do gustu przypadł mi moment, w którym dwaj Wysocy prowadzą arcypoważną dyskusję. :) Intro i outro, mimo, iż nie porażają swym przepychem czy niesamowitymi rozwiązaniami fabularnymi, zapadają w pamięć właśnie ze względu na humor. Szkoda niestety, że Yahtzee nie pokusił się o jakieś gagi sytuacyjne – mogło by to nieco urozmaicić grę. Choć, z drugiej strony, raczej nie ma na to w grze miejsca – jest po prostu za krótka, więc nie będę z tego czynił wielkiego zarzutu. :) Drugim czynnikiem jest grywalność, która wynika z „old schoolowości” gry, oraz jej klimatu. Porównanie ze starymi produkcjami Sierry narzuca się samo. Aż łezka kręci się w oku, gdy pomyśli się o tych dniach spędzonych przed Amisią. :) Trzeci czynnik to grafika. Tak, mimo iż stworzona w zwyczajnym paincie, bardzo mi się podoba. Żadna lokacja, żadna postać nie wygląda słabo, choć pewną amatorszczyzną trąci. Z drugiej jednak strony, taka „garażowość” wpływa dodatnio na klimat produkcji, i co ciekawe, animacje wcale nie wyglądają tak słabo – brak tu jakichkolwiek zgrzytów, przeskoków czy przekłamań – postać Roberta porusza się płynnie. Muzyka i dźwięk to niestety nic ciekawego. Co prawda mini utworki, skomponowane na potrzeby gry przez kolegę Yahtzee'ego, nie rażą, lecz niczym nadzwyczajnym nie są. Aczkolwiek, jak na amatorską produkcję, muzyczka jest bardzo miła. Nie przeszkadza w grze, a to jednak duży plus :) Takim sposobem doszliśmy do końca pierwszej części. Pora na dwójeczkę, którą znajdziecie tutaj (zajmuje całe 675 kilo!).
(nastrojowa muzyka)
EPIZOD II: PLANET OF THE PASTEURISED PESTILENCE
Po pomyślnym przejściu pierwszej próby, Rob Blanc został oddelegowany przez Wysokich do Akademii Dla Super Bohaterów, gdzie miał zostać nauczony bohaterskiego fachu. W końcu, po wielomiesięcznym treningu, nasz bohater zdał wszystkie egzaminy i został wysłany przez Wysokich na Ziemię, na przymusowe wakacje. Rob nie wie jeszcze, że tak naprawdę to ostatni jego egzamin....
Tym razem mamy do czynienia z bardziej rozbudowaną i ciekawszą, niż w pierwszej części fabułą. Podczas „wakacji” spotkamy nastolatka Paula, który już niedługo później zostanie pomocnikiem Roberta, odwiedzimy nieznane planety, rozwiążemy problem skażenia radioaktywnego, gnębiącego okoliczne mleczarnie, weźmiemy udział w ostatecznym teście, a nawet powstaniemy z martwych! Jak widać, tym razem scenariusz został dopracowany. Bardzo mi się podoba – parę rozwiązań fabularnych powala. :) Humor znowu na najwyższym poziomie – lecz teraz, kiedy mamy do odwiedzenia 5 razy więcej miejsc niż w jedynce i możemy pogadać z większą ilością postaci, jest może nawet zabawniejszy niż wcześniej. Dialogi między Paulem i Robem są arcyśmieszne, a ostatnie zadanie i outro to majstersztyk. :) Długość gry także jest nieporównywalnie większa niż poprzedniczki. Nie jest to już 10-minutowy produkt, lecz jedno-dwugodzinny! :) Jednym słowem – jest lepiej. Scenariusz tylko na tym korzysta – parę zwrotów akcji naprawdę zaskakuje, a radość z gry jest znacznie, znacznie większa. Wprowadzenie Paula do serii także okazało się strzałem w dziesiątkę – to moja ulubiona postać. Muzyka nic się nie zmieniła, graficzka w gruncie rzeczy też, lecz większa liczba lokacji, postaci i przedmiotów działa oczywiście bardzo korzystnie. Nie będziemy już oglądać na okrągło tych samych, nudnych trochę korytarzy statku kosmicznego – teraz możemy pochodzić po pustyni, odwiedzić miasta obcych, czy na chwilę wrócić na Ziemię. Jedyny minus jest taki... hm, jakby to ująć... po prostu epizod drugi mniej mi przypadł do gustu niż części I i III. Nie wiem, czym to jest spowodowane, lecz klimat dwójki w pewien sposób mnie rozczarował... Nie zmienia to jednak faktu, że jest to fajna gierka, w trochę jednak innym klimacie niż pozostałe części... Oto i ostatni rozdział przygód Roberta Blanca i jego pomocnika, Paula! (Tak naprawdę, nawiązanie do Obrońcy Wszechświata i jego pomocnika są w innej produkcji Yathzee'ego, Adventures In The Galaxy Of Fantabulous Wondement, lecz nią zajmiemy się kiedy indziej). Trzecią część możecie ściągnąć stąd. Tym razem zajmuje już całe 854 kilo. :)
(nastrojowa muzyka)
EPIZOD III: THE TEMPORAL TERRORISTS
Coś złowieszczego dzieje się we Wszechświecie. Dziwne anomalie czasowe powodują panikę wśród mieszkańców galaktyki. Nagle ludzie, rzeczy, a nawet całe planety pojawiają się i znikają. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, pojawiają się rezonanse z przyszłości. Okazuje się, że może to być sprawka złych Czasowych Terrorystów. Prezydent Wszechświata prosi o pomoc Roberta Blanca. Nie wie jednak, że Obrońca ma własne problemy........
Powiem wprost – oto najciekawsza część trylogii. Wspaniała (choć za krótka) fabuła, ciekawe postacie, nagłe zwroty akcji – szkoda tylko, że w tak małej dawce. Od pierwszych minut gry, kiedy musimy stawić czoła straszliwym bestiom, które zalęgły się na statku naszego bohatera, aż do ostatecznego starcia ze straszliwymi terrorystami, nie będziemy mogli oderwać się od monitora. Tym razem, poza Robem, będziemy mogli także pokierować poczynaniami Paula – obaj muszą udać się na inne planety, by w ten sposób pokrzyżować plany niedobrych antagonistów. Poziom zagadek, humor, długość, miodność – w tej części osiągają one apogeum! Gwarantuję Ci, że będziesz się wspaniale przy niej bawił – należy jej poświęcić trochę czasu. Poznajemy nową postać – komputer, który został zamontowany na statku Roba i Paula, swoją drogą całkiem ciekawego osobnika. Żal tylko, że Wysocy tym razem się nie pojawiają – ich dialogi były zabójcze :) Intro nie odbiega poziomem od „profesjonalnych” produkcji, które powstawały w latach 80, zaś outro po raz kolejny zachwyca. Zobaczcie tylko na listę płac. :) Nawet muzyka została zmieniona – mamy tu kilka nowych kawałków, które są lepsze od tych z 1 i 2. Grafika przeszła małe zmiany kosmetyczne. Na lepsze, dodam od razu. A lokacje to jedno z najlepszych dzieł Yahtzee'ego, jakie udało mu się wykrzesać w paincie :) Reckę czas skończyć. Jak już rzekłem – podsumuję tu serię. Można napisać tylko jedno – jest zabójcza :) Nie ze względu na grafikę czy muzykę, ale na genialny humor. Całą serię oceniam bardzo wysoko i czasami, gdy zbiera mi się na wspominki i chcę powrócić do gier typu Monkey Island – włączam sobie Roba Blanca. Jeśli Ty też masz czasami takie „melomańskie” skłonności – zagraj w Trylogię. Nie zawiedziesz się. PS. Najciekawsza wg mnie jest część III, najsłabsza (choć nie słaba) część I. Ale to tylko tak gwoli formalności. Autor: Black Predator
AZ70
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?