Blair Witch: Rustin Parr (mniej przygodowa) (AleX-Under)

Dodane przez Adventure-Zone dnia 09.04.2006 22:55

Zastanawiam się, dlaczego człowiek lubi się bać "na niby". Chwile strachu "na serio" są jednymi z najgorszych momentów, jakie może przeżyć człowiek, zaś strach na niby jest powszechnie uwielbiany - czy istnieje ktoś z nas, kto nie lubi porządnych horrorów? Wątpię. Warto jednak sobie dać spokój z rozważaniami na ten temat i zagrać w porządny horror. Właśnie takim, jakim jest Blair Witch Volume 1: Rustin Parr. Istnieje właściwie wiele tytułów tej gry, a każdy jest do siebie podobny. Można sie spotkać z nazwaniem tej gry (oprócz tych, o których ja napisałem) jeszcze Blair Witch Project Volume 1: Rustin Parr, Blair Witch Project: Rustin Parr, ewentualnie jeszcze Blair Witch Volume 1 lub Blair Witch Project Volume 1. Natomiast pełna nazwa brzmi "Blair Witch Terminal Reality's Volume 1: Rustin Parr", z czego można jeszcze zbudowac nazwę "Blair Witch Project Terminal Reality's Volume 1: Rustin Parr". Spotkałem sie jeszcze z nazwaniem tej gry "Blair Witch Volume 1: Sprawa Rustina Parra", ale pojawia to się raczej rzadko. Fascynujące. Fabuła nie przypomina często spotykanych w grach komputerowych, bardziej coś z filmów nadawanych po 22.00 w stylu X-Files, więc najprawdopodobniej tytuł ten dla fanów owego serialu wyda się co najmniej interesujący. Rzecz dzieje się w roku... eeeeeeh, no dobra, nie wiem tak dokładnie kiedy, ale w przedziale 1920 - 1940. W małym miasteczku Burkitsville, pewnego dnia, do sklepu w miejscowej stacji benzynowej przychodzi zdziwaczały właściciel posiadłości na polanie w lesie, Rustin Parr, po czym oznajmia "Skończyłem". W piwnicy jego domu odkryto zmasakrowane zwłoki siedmiorga małych dzieci. Na ich ciałach powycinane zostały dziwne symbole, wszystko wskazuje na morderstwa rytualne. Parr mówi, że to przez ducha staruchy, który przemawiał do niego wewnątrz jego głowy i kazał mu uczynić ową masakryczną zbrodnię. Po jej wykonaniu starucha dała mu spokój, którym Rustin długo się nie nacieszył. Wkrótce potem został powieszony przez wściekłych i rozpaczonych mieszkańców miasta. Jedynym chłopcem, którego Rustin nie zabił, a nawet nie tknął, był Kyle Brody, po tym, jak został uwolniony z piwnicy robi wrażenie ucznia pytanego na lekcji fizyki i do nikogo w ogóle się nie odzywa. Incydent mieszkańcy błyskawicznie kojarzą sobie z miejscową legendą o Elly Kedward, tytułowej Wiedźmie z Blair, kobiety niegdys wygnanej z osady Blair (w miejscu Blair zostało założone miasteczko Burkitsville). Jedni w to wierzą, inni nie. Na "nie" poszła policja, na "tak" - tajna agencja rządowa, zwana Nawiedzonym Domem, zajmująca się zwalczaniem Zła na powierzchni Ziemi. Wcielamy się tu w Elspeth Holliday, członczynię... członkową... cholera, niech będzie, członka owej organizacji, której powierzono to zadanie. Gra zaczyna się przed zaczęciem misji treningowej Elspeth w kwaterze Nawiedzonego Domu. Mamy dwie możliwości - albo zgodnie ze wskazówkami przełożonych ukończymy trening, albo udamy się od razu po sprzęt i wyjedziemy do Burkitsville. Trening jest bardzo pomysłowy, dość trudny i objaśnia dokładnie we wszystkim, co i jak, więc warto go ukończyć. Objasnia nam dokładnie, jak używać broni i posługiwać się takimi przydatnymi gadżetami, jak noktowizor czy kompas. Po kilku minutach treningu przyjdzie nam powalczyć z trzymanymi na trening dla członków Nawiedzonego Domu monstrami, takimi jak zombie czy wilkołaki. Jednak najbardziej pomysłowym momentem jest "medytacja". Na czym ona polega? Szkolący nas buddyjski mędrzec mówi, że trening powinniśmy zacząć od medytacji - po jego kwestii, w ramce dialogowej, okazuje się, że tą medytacją są... ustawienia sterowania. Owych ustawień mamy w grze dosyć sporo - możemy wybrać poziom trudności pośród łatwych i trudnych zagadek oraz łatwej i trudnej walki, możemy ustawić czułość myszy itd. Jeżeli uda nam sie przeżyć i ukończymy trening, co wcale łatwe nie jest, możemy przejść misje treningową jeszcze raz lub przystąpić już do odprawy, która jest tak naprawdę jedną, wielką sekwencją animowaną - trzeba tylko pjść w odpowiednie miejsca. Typ gier, do jakich należy BWP, to action-adventure utrzymane w klimacie horrorów. Gra jest podzielona na dwie części - tą, w której prowadzimy normalne śledztwo, odwiedzamy miejscowe budynki, zbieramy przedmioty (chociaż za wiele zbierania to w grze nie ma) - innymi slowy, wszystko, co każdy wielbiciel gier fabularnych tak kocha. Druga część generalnie polega na bieganiu i strzelaniu do rozmaitych piekielnych paskudztw, ale i w niej przyjdzie nam rozwiązać kilka zagadek. Gra także dzieli się na dnie - w każdym dniu mamy z początku moment adventure, potem action, następnego dnia adventure i znowu action i tak dalej. Niestety, momenty action są raczej dłuższe od tych adventure. Klimat gry wgniata w krzesło i momentami naprawdę mocno przeraza (nawet jeśli jest to strach polegający na wyskoczeniu znienacka zombie), szczególnie pierwszego dnia. Drugiego dnia klimat jest już mniej przerażający i zaczyna się robić nudno, kiedy nagle... ach, tego nie napisze, żeby wam nie psuć niespodzianki. Wniosek - pierwsza połowa gry to doskonały horror, coś, co jedni nazywają "grać tylko po ciemku", a inni - "nie grać po ciemku!". Za to druga połowa już trochę przynudza - twórcy najwyraźniej byli przekonani, że chodząc po tajemniczym lesie gracz będzie przeżywał najstraszniejsze chwile swojego życai, więc druga połowę spędzamy prawie tylko chodząc po nim i walcząc zombiakami i innymi piekielnymi ogarami. Tymczasem okazuje się, że las był straszny tylko po raz pierwszy - potem jest już najzwyczajniej w świecie nudny. Nie oznacza to jednak, że te rozdziały nie trzymają w napięciu - wręcz przeciwnie, i one mogą nieźle zaskoczyć i trzymają w niepewności, ale tylko momentami - przez większość czasu chodzimy i strzelamy. A chyba nie tego oczekujemy od pierwszorzędnego horroru? Interfejs zbyt przyjazny nie jest. Nie wyświetlamy ekranu ekwipunku, przedmioty wybieramy naciskając odpowiedni klawisz. W przypadku kompasu, latarki, noktowizora, mapy i wykrywacza istot astralnych używamy przypisanych im klawiszy - jednak w przypadku przedmiotów, których użyć trzeba w konkretnym miejscu, wybieramy je klawiszami, które przypisaliśmy jako "następny przedmiot - poprzedni przedmiot". Używanie ich też za łatwe nie jest - trzeba wybrać interesujący nas klamot z ekwipunku, podejść do miejsca, w którym trzeba go użyć (zazwyczaj nasz obiekt docelowy wtedy się podświetla) i nacisnąć ten sam klawisz, którym wybraliśmy przedmiot z inventory. Grafika w grze jest dosyć ładna. Chociaż posiadam kartę graficzną GF2 32 MB (tak wiem, straszny staroć), to nie mogłem grac na rozdzielczości wyższej niż 640x480. co spowodowało, że postacie wyglądają najzupełniej w świecie brzydko. Są kanciaste i dziwnie falują. Doskonale natomiast zrobiono cienie, właściwie nie mogę sobie wyobrazić lepszych. Niezwykła cechą tej gry jest to, że zazwyczaj nastroju nie buduje muzyka. Muzyki w grze prawie brak, nielicznymi wyjątkami są między innymi miejsca, w których postawiono radio. Dodatkowo zazwyczaj w radiu możemy osobiście wybrać utwór, który nam się najbardziej podoba. Polonizacja jest bardzo nierówna. Została zrobiona w sposób kinowy, więc po polsku mamy tylko napisy. Niestety, sporo rzeczy zostało nieprzetłumaczonych - np. parę razy się zdarzyło, że zamiast polskiego tekstu pojawił się angielski, albo w ogóle się pojawił. Teksty z kartek pamiętnika Rustina Parra w ogóle nie zostały przetłumaczone. Także teksty mówione nie zawsze się zgadzają z pisanymi, zdarza się, że postacie mówią tylko część z tego, co zostało napisane lub odwrotnie, oraz niektóre kwestie są przetłumaczone po prostu błędnie. Np. reporter mówi, że wszystkiego dowiem się z jutrzejszej gazety - zaś pisze, że wszystkiego dowiem się jutro. Takich przypadków jest mnóstwo - może to i szczegóły, ale nie można było ich tłumaczyć normalnie? Wnioski - BWP to gra, która nie każdemu musi przypaść do gustu - jednak powinna rozsmakować w sobie fanów horrorów, niewyjaśnionych zdarzeń i przerażających legend. Gdyby tak tylko bardziej skoncentrować się na fabule, niż na strzelaniu i zwiększyć długość gry, wyszła by gra niemal idealna na kilka wolnych wieczorów. Mi dostarczyła sporo mocnych wrażeń - mam nadzieję, że wam również ich dostarczy. Została dodana jakiś czas temu do CDA, powinna także znaleźć się w serii "Gra za dychę" (o ile seria jeszcze istnieje) lub w jakimś innym. Jedno jest pewne - dużo za nią nie zapłacicie. Ocena: 8 Zalety: klimat (szczególnie przez pierwsza połowę gry), logicznie skonstruowana fabuła, sporo naprawdę trudnych zagadek (chociaż czy to zaleta, zależy od punktu widzenia), nastrój, cena. Wady: klimat z czasem zaczyna przynudzać, za krótka, niewygodny interface, nieestetyczna polonizacja. Producent: Terminal Reality Autor: AleX-Under

AZ55
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?