Atlantis III: Nowy Świat - recenzja

Dodane przez Foreth dnia 09.04.2006 21:32

O rrrrrrany! Atlantis 3 jest! Tak się cieszyłem w duchu, gdy zobaczyłem w sklepie trzecią część mojej ukochanej sagi. Właściwie to ukochana była tylko "jedynka". Atlantis 2 też było fajne, choć od pierwszej części zdecydowanie gorsze. U progu 2002 roku (gdy czytacie te słowa jest już dawno po Sylwestrze :)) mamy natomiast Atlantis 3: Nowy Świat. Pamiętacie może, jak w zapowiedzi tejże bałem się o klimat i o to, czy to będzie w ogóle stare, dobre Atlantis? Nie pamiętacie, ale mniejsza z tym. Teraz, po ukończeniu gry mogę powiedzieć, że w czasie rozgrywki (i w czasie pisania tej recenzji) targały mną sprzeczne uczucia: od zachwytu po wkurzenie. Przez długi czas wahałem się w sprawie ostatecznej oceny. A wszystko to dlatego, że Atlantis 3 to takie wahadełko, które co chwilę "wykazuje się" wielką zaletą, by chwilę potem pokazać się z jak najgorszej strony. Przyznam się szczerze, że nawet teraz mam wątpliwości w kilku kwestiach i w dalszym ciągu targają mną różnorakie uczucia, więc ta recka może momentami przypominać opowiadanie psychologiczne, za co bardzo przepraszam (chyba, że ktoś lubi opowiadania psychologiczne). Jest to jednak dla mnie gra/seria wyjątkowa i przez cały czas rozgrywki dogłębnie ją analizowałem, porównywałem do poprzedniczek etc. Więc let's go!

Kilka linijek o tym, co to w ogóle jest Atlantis 3 (jeśli ktoś jeszcze nie wie, co to jest - jeśli wiesz, opuść ten paragraf). Atlantis 3 jest trzecią częścią sagi o Atlantydzie i o tym co jej mieszkańcy cudowali po zatonięciu wyspy. Jest to przygodówka z widokiem z pierwszej osoby, wydana przez Francuzów z Cryo Interactive.

O czym opowiada Atlantis 3? Fabuła gry przenosi nas do roku 2020 (pierwsze Atlantis w przyszłości) na pustynię Hoggar. Pewna młoda archeolog prowadzi badania nad tajemniczym monumentem wzniesionym przez Egipcjan. Sprawa jest o tyle ciekawa, że poszukiwania trwają w miejscu oddalonym o tysiąc kilometrów od starożytnego Egiptu. W każdym razie nasza bohaterka, jadąc pewnego słonecznego dnia przez pustynię, ulega wypadkowi. Zostaje uratowana przez człowieka o imieniu Targui. Facet ten żyje samotnie, gdyż obraziwszy się na całą ludzką cywilizację, postanowił żyć z dala od jej dóbr, na pustyni. Targui'a nasza heroina poznaje w chwili, gdy ten planuje samotny atak na studnię, z której zawsze korzystał on i jego lud. Ujęcie wody zostało zajęte przez podejrzanie wyglądających poszukiwaczy. Niedługo potem okazuje się, że ma ono powiązania z monumentem Egipcjan, ale to nie studni będziecie szukać, ale czaszki - starożytnego artefaktu związanego z Egiptem i być może z Atlantydą. Zanim przystąpię do bluzgania na fabułę, powiem może jeszcze o tym, gdzie bawimy grając w Atlantis 3. Jak już wcześniej napisałem, na początku akcja toczy się na pustyni Hoggar. Potem wszystko zaczyna przypominać Atlantis 2. Pamiętacie, jak w "dwójce" trzeba było szukać "Części Drogi" (CzD) w różnych krajach i można było się między tymi krajami przełączać za pomocą urządzeń? Tutaj jest tak samo. Bohaterka ma pilota, który pozwala nam na zmianę krain, gdy w którejś utkniemy. W Atlantis 2 każda z nich (Irlandia, Jukatan, Chiny) oznaczała zupełnie odrębną historię fabularną, których jedynymi wspólnymi cechami (oprócz tej świecącej gwiazdy) był fakt, iż na końcu otrzymywaliśmy "CzD". W Atlantis 3 "CzD" to "Cz" jak "czaszka". A szukać jej będziemy w Bagdadzie z "Baśni Tysiąca i Jednej Nocy" i w epoce mroźnego paleolitu (spotkałem się także z wersją Syberia :)). W Bagdadzie pokierujemy losami złodzieja, który zakochując się w swojej wybawczyni ("Nie ma tutaj nikogo... no wyłaź spod łóżka"), obiecuje znaleźć dla niej różę czarną jak bezksiężycowa noc. Natomiast w paleolicie będziemy jako kobieta w ciele pani archeolog... umierać, wędrować tu i tam, robiąc to i owo. Sorki, że ostatnie zdanie brzmi tak jak brzmi, ale ja po przejściu gry nie za bardzo nadal wiem, o co w tym wszystkim chodziło. Fabuła jest bowiem pełna niedomówień i chaotycznie powiązanych ze sobą wątków/lokacji, a ilość tego chaosu jest tak rażąco duża, że fabuła po prostu mi się nie podobała. Heh, mało powiedziane... Wydaje mi się, że autorzy chcieli tymi niedopowiedzeniami, momentami, w których co chwila jesteśmy w zupełnie innym miejscu, wywołać atmosferę mistycyzmu, tajemniczości, magii. Dobra, wywołujcie, ale nie w ten sposób i nie na taką skalę! Przecież w Atlantis 1 mieliśmy niesamowity klimat, a wszystko było jasne jak słońce w bezchmurny dzień (no, prawie wszystko...). W Atlantis 2 historie w Irlandii, Chinach czy na Jukatanie były bardzo prostymi, ale ciekawymi i logicznymi opowieściami. Wprawdzie koniec okazał się już dziwny, ale to i tak pryszcz w porównaniu z tym co mamy w Atlantis 3. Tutaj wszystko jest jasne jak słońce w bezchmurny dzień, ale podczas zaćmienia. Najmniej zastrzeżeń mam do Bagdadu, tam cała historia jest zrozumiała ( i od razu jest świetnie, bo przynajmniej kapuję z grubsza, o co biega - jest to według mnie najfajniejszy rozdział gry). Ale reszta...ech. Przede wszystkim chciałbym się chociaż dowiedzieć, jak nazywa się postać, którą kieruję! Pierwszy raz grałem anonimowym bohaterem. Kpina! Zresztą z postaci występujących w grze imię ma tylko Targui (nie wiem, czy "psychopompa" to imię czy zawód). Tajemniczość miały budzić także lokacje, a raczej ich kalejdoskop. Rozdział w paleolicie (nie cały ofkoz) wygląda mniej więcej tak. Dziewczyna ginie na samym początku, rozwiązuje zagadki (a ja w dalszym ciągu nie wiem, po co tu w ogóle jestem), potem przenosi się do ładnej krainy, gdzie niczym Tarzan nadludzkim wysiłkiem pokonuje wysepki, ponieważ musi...???... Chwilę potem dochodzi do... i tam nagle dowiaduje się, że tak strasznie się męczyła, by... Fajnie, ale naprawdę nie można było stworzyć jakiejś ciekawej historii i w ogóle jakiejś logicznej historii? Przez te niedomówienia zastanawiałem się niejednokrotnie, czy ta gra ma w ogóle fabułę? Jeśli tak, to w formie szczątkowej i - że tak powiem - tylko w niektórych miejscach. W pozostałych nie trzyma się ona kupy i gracz nawet po przejściu gry nie kapuje, po co był w większości lokacji i co to były za miejsca. Zresztą serwowane co chwilę zupełnie inne lokacje i wątki, nie tylko niszczą fabułę, ale też klimat. Tak klimat! To, co tak niesamowicie absorbowało gracza zwłaszcza w Atlantis 1 często znika właśnie z powodu braków w fabule i "namieszania" w tejże. Ktoś może powiedzieć, że w Atlantis 2 też mieliśmy zupełnie różniące od siebie lokacje. Irlandia, Jukatan, Chiny - toż to kompletnie inne klimaty. Może, ale to była, po pierwsze, cały czas zamierzchła przeszłość, a po drugie, tutaj to normalnie jest już mix jogurtowy. Dziesięć minutek bawimy na Hoggar, by potem przenieść się do prehistorii. Niedługo potem zaglądamy do krainy wyglądającej jak wzięte pod lupę włókno bawełniane, by za moment przenieść się na sekundkę do jakiegoś pomieszczenie przypominającego toalety dworcowe (panie na lewo, panowie na prawo). Niedomówienia, tajemniczość i różnorodność lokacji budują klimat, ale tylko do pewnego momentu. Tutaj granica została przekroczona. Warto dodać jeszcze, że i tak fabuła nie posiada jakichś ciekawych zwrotów akcji. Przyznam się, że wiele ostatnio myślałem o opowieściach w grach i doszedłem do wniosku, że tak naprawdę nie ma właściwie gier z fabułą, która byłaby jak ta w świetnej książce. Zauważcie, czy powstają gry, w których opowieść jest naprawdę pełna zaskakujących zwrotów akcji, wywołuje całą gamę uczuć u gracza, sprawia, że czujecie problemy bohatera? Według mnie nie ma wśród nocnej... ups... najnowszych gier takich historii wcale. Czasami wydaje mi się, że nawet ja, który chcę swoją przyszłość wiązać z pisaniem scenariuszy, ale na razie narzekam na brak ofert :), wymyśliłbym to wszystko lepiej. A twierdzę tak nie dlatego, że uważam się za wielkiego scenarzystę, lecz z takiego powodu, iż fabuły najnowszych gier komputerowych są pełne błędów, banalne i płytkie, po prostu mało ambitne. Ostatnią naprawdę wielką fabułą mógł pochwalić się Torment. Ale to nie jest Tawerna RPG, lecz Adventure Zone i nie recenzja Tormenta, lecz Atlantis 3. Wróćmy do przygodówki.

Chciałbym wytoczyć jeszcze jeden (choć nie ostatni, oj nie...) zarzut pod adresem trzeciej części atlantydzkiej sagi. Mianowicie Atlantis 3 nie powinna nazywać się Atlantis 3, lecz Nie Wiadomo Co 3. Gra nie ma prawie żadnego związku z poprzednimi częściami serii i w ogóle z Atlantydą! Jedyne, co grę łączy ze słowem Atlantis to fakt, że historia czaszki mówi między innymi o tym, że Atlantydzi wykradli ją Faraonowi Szenszonkowi i postanowili ukryć w bezpiecznym miejscu. I koniec! Przepraszam bardzo, ale równie dobrze mogli być to Eskimosi albo Miś Kolargol & Co. Aha, byłbym zapomniał. W grze pojawia się jeszcze jedna z lokacji znana już z Atlantis 2. Można spotkać w niej dwoje postaci. Domyślam się, że jedną nich mógł być Seth, ale to tylko strzał (NIEDOPOWIEDZENIA!). Jednak i tak jak na kontynuację wielkiej sagi o tajemniczej wyspie to za mało. Ta gra powinna być pod innym tytułem, Atlantyda jest tam upchana na siłę.

Uffff... ulżyło mi. Ale musiałem powiedzieć wszystko, co mam do fabuły. Za bardzo kocham tę serię. Muszę jednak przyznać, że mimo tych rażących niedoróbek w fabule, gra mnie wciągnęła. I to bardzo! Być może działo się tak dzięki temu, że zagadki stoją na naprawdę dobrym poziomie. Tzn. żeby nie było nieścisłości, gdzie im tam do tych z pierwszej części! Naprawdę podziwiam autorów Atlantis 1 (czyli autorów Atlantis 3), ponieważ zagadki z "jedynki" były genialne w swej prostocie. Gracz tylko w niektórych wypadkach musiał się zastanawiać dłużej, o co w ogóle w łamigłówce chodzi. Zdecydowanie większą część czasu spędzał na samym jej rozwiązywaniu. W Atlantis 2 było już z tym dużo gorzej. Tutaj było odwrotnie. Gracz musiał lwią część czasu poświęcić na to, o co w ogóle w zagadce biega, a potem ją jeszcze rozwiązać. Jak jest w Atlantis 3? Ano, jak już napisałem, zagadki prezentują dużo niższy poziom niż te z "jedynki", ale są lepsze od tych z drugiej części. Jakiego typu zadania są stawiane przed graczami? Tak, jak w poprzednich częściach sagi, mamy tutaj przede wszystkim łamigłówki, układanki, przesuwanki. Trzeba przyznać, niektóre są świetne. Przyjdzie Wam układać gwiazdozbiory, tworzyć opowieści, ważyć pióra. Nadal jednak trzeba poświęcić dużo czasu (czasami za dużo), by daną zagadkę zrozumieć, a wśród nich były także takie, które przeszedłem fuksem i których nijak nie mogłem zrozumieć i nie rozumiem do dziś (logika poszła w las). Autorzy gry postanowili także ujawnić w zagadkach swoje poczucie humoru. Otóż w pewnym momencie historii w Bagdadzie trafiłem na jakiegoś... no... niedomówienia oczywiście... powiedzmy chochlika. Razem z nim wspiąłem się na szczyt wieży. Przekroczyłem bramę i nagle... oczom moim ukazał się jakiś prototyp Gameboy'a. Malutki ekranik, jakaś muzyczka midowa gra sobie, graficzka przypomina tę z Pegasusa, a zmyślna małpka ładuje w hipopotamy kokosami czy daktylami. Szczena mi opadła - przyznaję. Ale ja nie tylko grałem, ale także cały czas analizowałem trzecią część atlantydzkiej sagi :). Bowiem ta niewinna scena może i była śmieszna, ale według mnie trochę zniszczyła ten baśniowy, bardzo piękny klimat rozdziału w Bagdadzie. Być może Wy inaczej na to zareagujecie, ale według mnie taki wyskok miał też swoje minusy.

W Atlantis 3 pojawia się zaskakująco dużo zagadek stricte przygodówkowych. Wprawdzie nadal przeważają układanki, ale dawka klasycznych zagadek typu "weź kotła i zrób z niej miotła" jest większa niż w dwóch poprzednich częściach. I tutaj także mam mieszane uczucia, ponieważ zdębiałem, gdy okazało się, że niektóre przedmioty tak poukrywano, że znaleźć je można tylko metodą przeczesywania ekranu. No co jak co, ale w grze, w której każdą lokację możemy obejrzeć z kilku stron obracając się o 360 stopni, sprawdzanie kursorem piksela po pikselu jest niewiarygodnie czasochłonne, głupie, denerwujące i wkurzające. Nie przypominam sobie tego typu sytuacji w poprzednich częściach, wiec strasznie mnie zaskoczyło, gdy zaciąłem się w trzeciej lokacji po 15 minutach grania, nie mogąc wyjść z jakiegoś przeklętego grobowca. Cudowałem, kombinowałem, a moje zdenerwowanie potęgował fakt, że dopiero co gra się zaczęła, a ja już utknąłem. I tak po 4 godzinach daremnych prób i żalów poleciało z dymem przyrzeczenie samemu sobie, że przejdę grę bez solucji. Był to pierwszy i jak się później okazało ostatni raz, gdy z niej skorzystałem. Najciekawsze jest jednak to, że do dziś bym się nie domyślił, że gdzieś tam w grobowcu ukryty jest maluteńki ptak. Nie wierzyłem, że także takie chwyty mogą w tego typu grze być zastosowane. W niektórych miejscach miałem jeszcze podobne problemy, ale pomny doświadczeń znajdywałem wtopione w tło, bardzo słabo widoczne przedmioty. Jak już się czepiam, to można jeszcze ponarzekać, że czasami chce się zagadkę rozwiązać inaczej niż przewidzieli to twórcy. Krótko mówiąc momentami liniowość jest odczuwalna. Gdy przede mną leży strażnik, a w pobliżu przeszkadza kolejny, aż prosi się, by wykonać stary numer z przebraniem, podejściem i błyskawiczną likwidacją wroga. Tylko mi nie mówcie, że nasza bohaterka nie byłaby do tego zdolna. Przed chwilą powaliła gościa latarką.

Ale dość narzekań, klasyczne zagadki przygodowe w Atlantis 3 zasługują także na pochwałę. Kawałek, gdy archeolog przemieszcza się między kolejnymi kamiennymi wysepkami, humanitarnie omijając zwierzęta, topiąc je w bagnach i zagryzając przy użyciu swojego wiernego wilka, jest bardzo fajny. Nawet mając jeden przedmiot w ekwipunku łatwo nie jest i to się chwali.

Nasunęła mi się jednak jeszcze jedna myśl. Otóż w Atlantis 1 było tak, że łamigłówki genialnie współgrały z fabułą, wzajemnie się ze sobą uzupełniając. W Atlantis 3 momentami wygląda to tak, że zostały one upchnięte w opowieść na siłę. Chociaż biorę pod uwagę fakt, że zagadki stoją na zdecydowanie wyższym poziomie niż fabuła i skłaniam się ku wersji, że to fabułę upchnięto w szereg zagadek.

Teraz co nieco o oprawie audiowizualnej. Zanim jednak przejdę do grafy, powiemy sobie coś na temat Chiary Mastroianni (tak, z tych Mastroiannich). Otóż tę młodą damę obfotografowano, zeskanowano gdzie się tylko dało i to właśnie wirtualną Mastroianni kierujemy w grze. Nie można powiedzieć, fajnie wyszło, zwłaszcza w filmikach kobitka jest hmm... efektowna wizualnie. W rozmowach bowiem coś z tego skanowania nie wyszło i momentami Chiara wygląda zdecydowanie gorzej. Jej twarz jest nieproporcjonalna, ale ogólnie jest OK. Mam jeszcze tylko jeden zarzut do panny Mastroianni. Ja wiem, że ona traktuje rolę w Atlantisie jako przepustkę do wielkiej kariery modelki/aktorki i chce wypaść jak najlepiej. Wiadomo także, że kobieta uśmiechnięta jest piękniejsza od ponurej. No więc by dobrze wypaść, panna Chiara się uśmiecha. Wszędzie się uśmiecha. Lecąc w stumetrową przepaść też się uśmiecha (a może jaki fotoreporter tam na dooooole czeka). Nawet jak jej przykładają do skroni pistolet to się uśmiecha. Jak umiera to też się uśmiecha. Ma baba nerwy ze stali, nie powiem...

Skoro już omówiliśmy uśmiech panny Char...Chiary, przejdźmy do grafiki. Tutaj będę walił prosto z mostu: lokacje są perfekcyjne. No prawie... Prawie tylko dlatego, że Hoggar wydawał mi się trochę zbyt sztuczny, a dworcowe toalety po prostu mi się nie podobały. Jednak trzeba przyznać, że takich wrażeń estetycznych dostarcza mało która gra. Przepiękne ogrody w Bagdadzie to jedna z najwspanialszych graficznie lokacji, jakie zobaczyłem na swoim pececie. Są i inne fantastyczne (nazw nie podam, bo po prostu nie wiem, gdzie bywałem). Bardzo dobrze animowane są też postaci podczas rozmów. Tutaj faktycznie momentami są problemy z Chiarą, ale ogólnie rzecz biorąc wygląd i animacja postaci to świetna robota. Podobnie jest z cut-scenkami. Są kapitalne, a niektóre w Bagdadzie po prostu szokują (w pozytywnym sensie tego słowa). Niektóre z nich są też bardzo śmieszne. Szkoda tylko, że nie ma muzy podczas filmików. Myślę, że nie warto dłużej rozwodzić się nad grafą. To po prostu majstersztyk i koniec. Jednak przez ocenę oprawy audio nie przebrniemy już tak szybko.

Potwornie się zasmuciłem kilka miesięcy temu, gdy dowiedziałem się, że soundtrack do Atlantis 3 zrobią nie Pierre Esteve i Stephane Picq, ale ktoś inny. Podkłady muzyczne obu Atlantisów były fenomenalne i zostały przez wielu (także przez mnie) uznane za jedne z najlepszych w historii gier. Rozumiecie więc, że mój żal był uzasadniony. Docierały do mnie wieści, że autorem soundtracku ma być David Rhodes, który ponoć współpracował z samym Peterem Gabrielem, ale mimo to cały czas obawiałem się o jakość ścieżki dźwiękowej, bo to w dużym stopniu ona budowała klimat w Atlantis 1 i Atlantis 2. Moje obawy niestety okazały się słuszne. Przy czym największych pretensji nie mam do Davida Rhodesa, lecz do reżyserów dźwięku. Gdy na początku gry na Hoggar usłyszałem jakieś głuche, przytłumione dudnienie z niewiarygodnie podkręconymi basami, od razu zerknąłem na wzmacniacz przekonany, że pokrętła mi się poprzekręcały. Nic z tych rzeczy... niestety. Powiem wprost: tak tragicznej jakości technicznej muzyki nie słyszałem w żadnej przygodówce od ładnych paru lat! Dziwi mnie to tym bardziej, że ścieżka dźwiękowa w Atlantis 1 i 2 od strony technicznej nie była zła (choć najlepsza też nie...). A tutaj? Koszmar! Gdy utwór mamy rozbudowany i jest on grany na kilka instrumentów, momentami nie da się tych poszczególnych instrumentów rozróżnić. Jako, że muzyka w grach jest dla mnie rzeczą niezmiernie ważną, niska jakość techniczna soundtracku jest najpoważniejszą, po słabej fabule, wadą gry. Jakby tego było mało, do jakości samej muzyki także można się przyczepić. Gdy już oswoiłem się z myślą, że w Atlantis 3 będziemy mieli nowego autora soundtracku, zależało mi na tym, by tylko pan Rhodes wzorował się na swoich poprzednikach i by ta ścieżka dźwiękowa była równie dobra, co w poprzednich częściach Atlantisów. Niestety, po pierwsze, utwory są chwilami zupełnie inne stylowo niż w "jedynce" i "dwójce". Momentami jest to normalna muzyka rockowa, Rhodes wprowadził sporo basu i komponuje w innym stylu. Po drugie, bardzo nie podoba mi się to, że muzyka nie zawsze do lokacji pasuje. Chciałbym usłyszeć w Egipcie utwory w stylu tych z Faraona, w paleolicie jakieś przejmujące mrozem kawałki w rodzaju tych z Icewind Dale, a w Bagdadzie solidną dawkę wschodnich rytmów. Owszem, są i takie, ale tylko niektóre. Szkoda. Po trzecie i najważniejsze, soundtrack Rhodesa przegrywa z muzyką Esteve'a i Picq jeśli chodzi o samo piękno utworów. Generalnie kawałki nie są złe, są całkiem, całkiem, ale do świetności tych z "jedynki" i "dwójki" im jednak duuuużo brakuje. Chociaż? Bywają i takie, które dorównują tym z A1 i A2 (np. ten w grobowcu, gdzie szuka się ptaka), ale chwilę potem można usłyszeć taki gniot jak motyw w samym Egipcie. Nie dość, że nie pasuje, to jeszcze jest brzydki. Wiem, że w Atlantis 1 i 2 też były słabsze utwory, ale ogólnie cały soundtrack był świetny. Utwory Rhodesa to krótka, zapętlona linia melodyczna, do której dodawane są kolejno nowe instrumenty. Soundtrack jest momentami nudny, a przykładem na to jest choćby utwór w pięknych ogrodach w Bagdadzie. Ponura melodia i tyle. Z kolei w lokacji z wysepkami, która urzeka zielenią i morzem, przydałby się piękny, dynamiczny kawałek, a ten, który jest może się podobać dopiero w końcowej partii. Ceniłem soundtrack w Atlantis 1 i 2 też dlatego, ponieważ w odpowiednich momentach był on porywający, a w odpowiednich mroczny i tajemniczy. Tutaj w niektórych miejscach jest za wesoło, a w czasie zabawnych scen w wieży w Bagdadzie nadal leci bardzo ponury utwór. Esteve i Picq potrafili nas też czymś zaskoczyć, o czym świadczą ich słynne utwory na same głosy, udające każdy możliwy instrument z perkusją włącznie. Rhodes widocznie słuchał tych utworów, bo mamy podobny kawałek w wilczej jaskini w Atlantis 3. Problem polega na tym, że ten utwór to jakieś ryki zwierzęce, które nie dorastają do pięt oryginalnym utworom z Atlantis 1 i 2. Na koniec dodam jeszcze, że gitary brzmią w Atlantis 3 jak wykastrowane (nie wiem czemu, ale takie określenie cały czas przychodzi mi na myśl - sami oceńcie). Wiem, że dość porządnie zjechałem muzę, ale na pewno na odbiór soundtracku ma wpływ jego tragiczna jakość techniczna. Trzeba jednak także podziękować Rhodesowi. Bo facet i jego muza ratuje momentami klimat Atlantisa.

A teraz audiotele:

Czy gra Atlantis może zachować klimat, gdy:
- gra prawie w ogóle nie ma związku z Atlantydą,
- akcja dzieje się w zupełnie innej epoce niż w poprzednich częściach?

Logicznie rzecz biorąc, odpowiedź brzmi NIE. Ale tutaj z pomocą przychodzi właśnie muzyka w grze, dzięki której momentami coś się tworzy i przypomina. Trzecia część atlantydzkiej sagi, będąca grą zupełnie - że tak powiem "klimatycznie inną" - od poprzednich części, przypomina o geniuszu atmosfery Atlantis właśnie dzięki muzyce Rhodesa. Wprawdzie nie zawsze, ale jednak...

Pozostała mi jeszcze kwestia lokalizacji i tutaj spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Krótko mówiąc IM Group nie zawiodło. Lokalizacja jest więcej niż przyzwoita. Głosy dobrano dobrze (z jednym wyjątkiem - głos złodzieja w Bagdadzie jest - że tak powiem - za stary). Na początku drażniła mnie odrobinę zbyt mało emocjonalnie reagująca bohaterka, ale potem zdałem sobie sprawę, że powstał ciekawy portret nieśmiałej, cichej pani archeolog. Dodam jeszcze, że barwa głosu naszej heroiny jest idealna. W sprawie tłumaczeń także nie mam większych zastrzeżeń. Ze dwa razy tylko pokazało się nie to co trzeba, ale poza tym lokalizacja jest w porządku. Brawa dla IM Group!

Wspominałem już, że Atlantis 3 bardzo wciąga (a to się liczy). I dlatego też nie wiedziałem jaką ocenę jej wystawić. Widziałem tę grę beznadziejną i świetną. Ostatecznie miało być (tajemnica!). Ale wtedy gra nie była jeszcze przeze mnie ukończona. Po zakończeniu nie zawahałem się obniżyć oceny. Owo jest bowiem nudne, cieniutkie jak żyletka przejechana walcem. Gdy kończyło się - jak się okazało - outro, byłem pewien, że "teraz to się dopiero zacznie". Pokazały się jednak napisy a ja nie wierzyłem, że to już koniec ("Przepraszam, to był finał?"). Nie wierzyłem także dlatego, ponieważ zastanowiłem się, ile ja tak właściwie przy tej grze spędziłem. 3 płyty z Atlantis 3 gościły u mnie przez tydzień, samo przejście gry zajęło mi około 15 godzin. To stanowczo za mało jak na grę za 99 zł. Jest to bardzo poważna wada (BARDZO!). Ponieważ do orłów przygodówkowych nie należę, na pewno znajdą się tacy, co Atlantis 3 ukończą szybciej. Zastanawiam się czy grze nie brakuje trochę klimatu dlatego, że gracz w ogóle nie zdążył go poczuć. Pewnie tak jest, bo wczoraj odpaliłem sobie stare save'y i zauważyłem, że ta gra coś jednak ma. Jednak mnogość różnorodnych lokacji w tak małym odstępie czasu i to, że wszystko skończyło się, zanim się tak naprawdę zaczęło, było równoznaczne ze zniszczeniem klimatu.

O rany, ale zjechałem tę grę. Potraktowałem ją bardzo surowo, a gra na pewno jest ponadprzeciętna. Jednak do znakomitych produkcji się nie zalicza. Na szczęście siedzę od kilku lat w światku gier i zdałem sobie sprawę, że rzadko która kontynuacja utrzymuje jakość i klimat "jedynek". Dlatego też przygotowałem się na najgorsze i nawet tak bardzo mi nie żal, bo mimo, że się trochę rozczarowałem, to też się miło rozczarowałem, ponieważ sądziłem, że będzie jeszcze gorzej :). No więc ostatecznie jest jak jest, czyli 7,5. Postanowiłem oceniać gry surowo, więc ta ocena ma sporą wartość. Być może nota jest za wysoka, ale z sentymentu robi się różne rzeczy (wspominałem już o surowości?). W czasach, gdy przygodówek wychodzi tyle, co kot napłakał, zastanawia się człowiek, czy jeszcze będzie mu dane poczuć tak niesamowity klimat i zagrać w tak świetną grę jak Atlantis 1... Ech... kończę już, bo się zaraz do reszty rozkleję...

7,5 PLUSY:
wciąga + fajne zagadki + cudowna oprawa wizualna + bardzo dobra lokalizacja + Chiara Mastroianni + no i to w końcu Atlantis
MINUSY:
fabuła z chorą ilością niedopowiedzeń i chaosu - strasznie krótkie - tragiczna jakość techniczna muzyki - sama muza też ma dużo wad - tylko czasami czuć ten stary, atlantisowy klimat :(

autor: Foreth

AZ14
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?