Zegarmistrz - The Watchmaker - recenzja

Dodane przez Adventure-Zone dnia 15.04.2006 20:20

Kiedy w mieszkaniu Darrela Boone'a, o trzeciej w nocy, rozdzwonił się telefon, Victoria Conroy czekała już w gabinecie londyńskiej kancelarii prawniczej. Darrel, ze względu na swoją fascynację wszelkimi tajemnicami, opanował senność i już po chwili uczestniczył w sekretnym spotkaniu, na którym poznał właśnie Victorię, a także powód całego zamieszania. Nie dość, że został wciągnięty w pogmatwaną intrygę, to dodatkowo już rankiem, wraz ze swoją nową towarzyszką, zawitał do austriackiego zamku, aby rozwiązać zagadkę.

To co wyróżnia "Zegarmistrza" od innych gier przygodowych, to na pewno możliwość kierowania dwoma postaciami. Twórcy z Trecision najwyraźniej stwierdzili, że doza oryginalności jest niezbędna przy tego typu projekcie. I oto mamy detektywa - specjalistę od zjawisk paranormalnych i elegancką panią prawnik. Oboje inteligentni, dociekliwi. Wiele ich różni, dzięki czemu rozgrywka kreuje iluzję nieliniowości. Iluzję, bo tak naprawdę gracz przeskakuje do kolejnych kluczowych wydarzeń, które rozwijają fabułę. Indywidualność postaci niestety nie ma tu nic do rzeczy. Oczywiście, są zadania, które może wykonać tylko Darrel, jak również te należące do Victorii, a nawet takie wymagające współpracy. Gracz musi nauczyć się wykorzystywać ich charakterystyczne zdolności, co na pewno stanowi urozmaicenie.

Dystrybutor gry zapewnia, że fabuła emanuje niesamowitościami i jest bardzo wciągająca. Szkoda, że mnie jakoś nie wciągnęła. Problematyczne wydaje się połączenie czasów współczesnych z gotykiem i parapsychologią, ponieważ nie tworzy to spójnej całości. W rozgrywce brakuje mi suspensa. Właśnie gdy coś ciekawego zaczynało się dziać, co wzbudzało moje zainteresowanie, sprawa cichła i pozostawało kombinowanie, jak popchnąć akcję do przodu. Chociaż muszę przyznać, że im bliżej końca, tym lepiej. Przypuszczalnie, w zamku należącym obecnie do koncernu farmaceutycznego "Wielonarodowcy", ukryte zostało przez grupę fanatyków religijnych, nietypowe urządzenie, wahadło, umożliwiające zwiększenie energii linii przepływowych. To oczywiście ogromne zagrożenie dla ludzkości i oto po raz kolejny ratujemy świat. Dodatkowo czasu jest mało - 24 godziny, chociaż to dla gracza nie ma jakiegoś większego znaczenia. Upływ czasu jest uwarunkowany przez nasze postępy. Jak dla mnie cały ten pomysł jest mocno naciągany, głównie ze względu na wmieszanie do intrygi losów naszego globu. Takie kłopoty gracze znają na pamięć, toteż sądzę, że lepszym rozwiązaniem byłoby zawężenie problemu do organizacji lub po prostu do głównych bohaterów. Z początku nie wiemy, kto tak naprawdę za tym wszystkim stoi, również kto z personelu zamku współpracuje z sektą.

Personel, główny zarządca i jego żona, stanowią oparcie dla śledztwa. Rozmowy z kolejnymi postaciami o nich samych czy o pozostałych, dostarczają nam ważkich informacji i naprowadzają na właściwe rozwiązanie. Główne tematy dialogów kręcą się wokół ogrodnika, stróża, gospodyni itp. Dopiero po pewnym czasie dochodzą inne podtematy. Szczerze powiedziawszy, konwersacje czasem brzmią niczym przesłuchanie - mają niewiele wspólnego z realizmem. Jak przypominam sobie świetne dialogi z takich tytułów jak "Najdłuższa podróż", "Syberia" czy "Atlantis 2", to aż złość bierze, że w każdej przygodówce nie mogą takie się znaleźć. Już widzę jak gość przyjeżdża, po czym wypytuje każdego o wszystko, łącznie z życiem prywatnym, a ci potulnie zdają relację. Gdzie tu naturalność? Mam także zastrzeżenia do spolszczenia. Kiedy Darrel po raz piąty zaczynał pytanie od "czemu, do diabła.." zastanawiałam się czy ten brak erudycji to wina producentów, czy tłumacza. Czasem zdarzały się sympatyczne zdania, takie jak przy barze, kiedy Darrel stwierdza, że najbardziej lubi Jacka Danielsa lub gdy za nic nie porozmawia o miłostkach pokojówki, Carli. W końcu prawdziwy mężczyzna nie wdaje się w jakieś babskie plotkowanie - to już misja Victorii. Z kolei urok osobisty pana Boone'a pozwala na wyciągnięcie większej liczby szczegółów od zmanierowanej żony nadzorcy, którą najwyraźniej pociągają faceci z klasą. Postacie pozostają graczowi raczej obojętne, największą sympatię mogą wzbudzać najstarsi: wymagająca i dokładna gospodyni Greta Snyder (kobieta - marzenie dla Qlera:)) czy sędziwy stróż Henry, wieloletni mieszkaniec zamku, jeszcze przed modernizacją (zamku, nie Henry'ego).

Znaczną zaletą "The Watchmaker" jest opracowanie audiowizualne. Szczegółowa grafika robi bardzo dobre wrażenie, zwłaszcza architektura zamku. Pomieszczenia są wypełnione różnymi sprzętami, na szczęście nie kanciastymi, co uwiarygodnia sytuację. W niektórych częściach budowli czuć powiew nowoczesności, gdy w innych atmosfera pełna jest tajemniczości, tak jak w starym zamku powinno być. Od strony wizualnej programiści nie popisali się jedynie przy twarzach postaci. O ile główni bohaterowie wyglądają nieźle, to już inni zaledwie średnio. Najgorzej wypada stróż Henry ze względu na krechy na teksturze, imitujące zmarszczki. Straszne. Zrobili z dziadka maszkarę. Mimo tego, generalnie grafika prezentuje się bardzo dobrze. Podobnie jest ze ścieżką dźwiękową, chociaż niektóre głosy wydały mi się nieco źle dobrane.

W czasie gry trochę zamieszania wprowadza możliwość obejrzenia większości przedmiotów czy otworzenia każdej szafki. Zajmuje to czas, a i tak rzadko kiedy znajdujemy tam coś przydatnego. Z kolei gdyby gracz z tego zrezygnował, to poczucie, że może coś ważnego zostało za nim, nie dawałoby spokoju. Dobrym rozwiązaniem jest rejestr, w którym pojawiają się dane o personelu czy interesujących niedomówieniach, mogących naprowadzić na rozwiązanie. Każdy przedmiot można poobracać w każdym kierunku, a także z łatwością połączyć z innym. Dzięki temu zagadki nie są zbyt wielkim wyzwaniem, jakkolwiek kilka może sprawić kłopot, głównie ze względu na fałszywe tropy.

Absolutnie odradzam grę w "Zegarmistrza" jedynie za pomocą myszki. Okazuje się to męczarnią, ponieważ nasi bohaterowie obierają zupełnie niechciane kierunki. Poruszanie należy do klawiatury. Przyzwyczajona do myszy już chciałam zakląć na beznadziejne sterowanie, które tak naprawdę jest całkiem niezłe.

Miałam nadzieję, że "Watchmaker" dostarczy mi ciekawszej rozrywki. Z obietnic twórców można było wyłonić informacje o nieco innej przygodówce niż wszystkie. Ale, ku mojemu rozczarowaniu, prócz świetnej grafiki i pary głównych bohaterów, gra ta nie oferuje wiele. Chociaż, z pewnością znajdzie swoich amatorów.

6 PLUSY:
grafika + para głównych bohaterów + niezłe zagadki
MINUSY:
sztuczne dialogi - mało przyjazny interface i system sterowania - mało wciągająca fabuła

autorka: Arlin

AZ32-33
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?