Sołtys - recenzja

Dodane przez Adventure-Zone dnia 12.04.2006 12:20

Są takie dni w życiu człowieka, kiedy ma ochotę pozabijać rodzinę, zwierzaki (chciałbym w tym momencie przywitać Czisburgera ;)), [Czisburger żując liść sałaty poszedł na dziewczyny:) - dop. daX] powybijać szyby w samochodzie i wyrzucić komputer przez okno. Zanim jednak popełnisz czyn, którego będziesz żałował, zasiądź przed monitorem i uruchom dowolną grę FPP lub tak jak ja - napisz recenzję dennej gry, a już po chwili na twojej twarzy pojawi się uśmiech!

Sołtys to jedna z polskich przygodówek, której autorami są panowie z firmy LK Avalon. Serwowali oni nam niegdyś przygodówki średniej jakości, zdarzały się też totalne gnioty. Wydaje mi się, że nie okłamię Was mówiąc, że jednym z nich jest tytułowy Sołtys.

Otwórzmy pudełko i wyjmijmy zawartość. Oprócz dyskietki znajdziemy tu również instrukcję, która jest według mnie dosyć ciekawa. Znajdziemy tam opowiadanie (około 30-stronicowe), które łączy dowcipy o Wąchocku w jedną całość. Nie o instrukcji jednak ma być ta recenzja, więc przejdźmy do gry.

Historia dzieje się w jednej z najbardziej znanych polskich wsi - Wąchocku (obecnie już nie wsi, gdyż jakiś czas temu Wąchock uzyskał prawa miejskie). Któż z nas nie słyszał choćby jednego dowcipu o tym kultowym miejscu? Podczas gry przyjdzie nam wcielić się w tamtejszego sołtysa. Problemy zaczną się, gdy bohater wraz z żoną postanowi znaleźć męża dla swej córki, która całe życie spędza przed komputerem, nie muszę chyba mówić, że nie przypomina winnej latorośli i nie pachnie fiołkami. Atrybutami, na które zwracają uwagę mężczyźni, również nie grzeszy (no, chyba, że ktoś zwraca uwagę na tuszę). Po kilku ciosach wałkiem otrzymanych od żony, sołtys szczęśliwie odnajduje wybranka dla swej córeczki. Śmiałek znika jednak z ołtarza w dniu ślubu. Cóż pozostaje naszemu biednemu bohaterowi, jeżeli nie odnalezienie chłopa (do wyboru ma jeszcze dożywotnie guzy od wałka na łbie)?

Pierwszym minusem jest fabuła - bardziej trywialnej historii nawet ja bym nie wymyślił. Jedynym powodem, dla którego powstała tylko jedna gra z taką historią jest jej prostota, bo nie wydaje mi się, żeby powodem tym było zbyt wiele koniecznych godzin do zwieńczenia takiego "dzieła" (tfu!). Przymknijmy oko na fabułę (tfu!) i przejdźmy do właściwej gry, która zaczyna się po obejrzeniu intra.

Od razu zauważalnym minusem jest interfejs - tak trywialnego tworu jeszcze nie widziałem. Rozumiem, że człowiek uczy się na błędach, ale żeby aż na takich?! Aby podnieść przedmiot lub go użyć, trzeba najpierw do niego podejść - z tym się zgodzę. Ale dlaczego, do jasnej Genowefy, musimy to zrobić sami! Zrozumcie moje zirytowanie, kiedy po raz setny szanowny pan sołtys wymawiał inteligentne słowa "E-e", bo nie stałem wystarczająco blisko żądanego przedmiotu! Dla kogoś, kto pierwszy raz widzi przygodówkę na oczy nie robi to różnicy, ja byłem przyzwyczajony do lepszego rozwiązania i za chorobę nie mogłem przyzwyczaić się do tego zaserwowanego mi przez programistów Avalonu!

To jednak nie koniec - wystarczy spojrzeć na grafikę, żeby zauważyć, że nawet w swoich czasach zbyt piękna nie była. To nie wszystko - animacje! Koszmar nad koszmarami - istny horror! Tak poruszającego się bohatera nie było mi dane zobaczyć aż do dzisiaj (czyli przez 3 lata!) - wygląda to mniej więcej jak krok defiladowy wojaka ze szczotką zamiast kręgosłupa i gorsetem na plecach. Już w Police Quest 1 bohater poruszał się zgrabniej!

Muzyka i dźwięk - powiem tak: jeżeli popatrzymy na grafikę, to dźwięk wypada wprost idealnie. Jeżeli porównamy go jednak z konkurencją, to dźwiękowcy mają się czego wstydzić. Rozumiem, że to tylko dyskietka i zabójczej jakości nie da się osiągnąć. Dlaczego jednak muzyka jest tak trywialna - wszystkie kawałki kojarzyły mi się ze "Stokrotką". Wiem, wiem - zabawna gra, cieplutki klimat. Słuchając jednak tego, co tu słyszymy, robi się chłodno jak w... chłodni :). Ta muzyka nie trzymałaby klimatu nawet w grze takiej jak "Zabójcze kwadraty", a co dopiero mówić o przedstawicielu gatunku przeznaczonego dla ścisłego kręgu odbiorców, jakim są przygodówki. Porównajcie gry o mniej więcej takim samym klimacie - Sołtysa i Głupków z kosmosu, nie zwracając uwagi na jakość. Co wypada lepiej? O głosie bohaterów nie będę wspominał, gdyż zwyczajnie go nie ma. Ech... Zostaje więc jeszcze dźwięk ogólny - powiem tylko trzy słowa: gorszy niż muzyka.

Jedyną zaletą gry jest umiejętne umieszczenie w niej dowcipów o Wąchocku. Żeby przejść koło dzwonnicy będziemy musieli założyć kask (Dlaczego ludzie chodzą do kościoła w kaskach? - Bo lina się urwała i kościelny rzuca w dzwon cegłówkami). Przykłady można by mnożyć; smaczki takie jak ten wyżej przedstawiony, są jedynym powodem, dla którego grę minęła zaszczytna ocena: 1.

P.S. Jeżeli nadal planujecie zakupić tego gniota, to weźcie pod uwagę słowa producenta, który pisze, że gdy przymkniemy oko, gra okazuje się być znośna. Pomyślcie teraz jak żałosna musi być gra, którą usprawiedliwia twórca!

2 PLUSY:
Wąchock
MINUSY:
całkokształt

Komentarz: Jeżeli ktoś kiedyś będzie chciał Ci wcisnąć Sołtysa, to szczerze Ci radzę - naucz się programować, a już po kilku latach praktyki stworzysz zespół, który napisze grę 30 razy lepszą.

autor: Corran Horn

AZ08-09
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?