Resident Evil I (mniej przygodowa) (Korowiow)

Dodane przez Adventure-Zone dnia 12.04.2006 12:04

W 1996 roku na konsolach Playstation pojawił się produkt, który okrzyknięty został najbardziej przerażającym horrorem wszech czasów. Rok później pojawiła się jego pecetowa konwersja. Czy naprawdę diabeł jest taki straszny, jak go malują, postaram się odpowiedzieć w dalszej części recenzji. Resident Evil należy do popularnego obecnie nurtu 3D action adventure. Muszę przyznać, że nie lubię tej nazwy, bo jak można mówić o adventure w grze, w której najtrudniejszym z zadań logicznych jest znalezienie kilku kluczy otwierających drzwi czy porozmawianie z kilkoma postaciami? No dobra, niech będzie, że to zręcznościówka TPP z elementami przygodówki (tak już lepiej:)). Jeśli ktoś grał w Alone in the Dark, już wie, o co chodzi. Mamy postaci 3D nałożone na statyczne tła. O fabule słów parę (parę tylko, bo jest nieskomplikowana i przypomina horrory klasy B). Miasteczko Racoon City zostało zaatakowane przez hordy zombich i innego plugastwa. Na ratunek zostaje wysłany oddział specjalny Bravo Stars. Niestety, kontakt z nimi się urywa, a członkowie ekspedycji giną w tajemniczych okolicznościach. Wtedy władze postanawiają wysłać tam kolejną grupę - Alpha Team, która ma na celu odnaleźć zaginiony team i zniszczyć miasteczko... taa, ile razy już to słyszeliśmy: zabij - zniszcz - uratuj (dokładnie w takiej kolejności). Fabuła nie jest zbyt zachęcająca, prawda? Zobaczmy więc, co z resztą. W składzie Alpha team są między innymi Chris Redfield i Jill Valentine (po drodze spotkamy również gościa, który wygląda jak połączenie Johnny'ego Bravo z Duke'iem!!!). To właśnie między tymi postaciami możemy wybierać i to determinuje przebieg całej gry. Wybierając faceta, będziemy musieli się nieźle namachać tonami żelastwa w celu utorowania sobie drogi przez niegościnne miasteczko, zaś jeśli zdecydujemy się na łatwiejszy wariant animowania postaci Jill, będziemy musieli bardzie pogłówkować. Dodam, że obie gry znacznie różnią się od siebie (mają nawet różne zakończenia). W grze (której tytuł można przetłumaczyć jako "Siedlisko Zła") napotkamy na masę zombich, krwiożerczych psów, gigatycznych pająków, zmutowanych węży etc, czyli standardowy bestiariusz z niskobudżetowych horrorków. Eksterminować je będziemy za pomocą nie mniej standardowych narzędzi, począwszy od noża (który nadaje się najwyżej do obierania kartofli), przez Berettę, shotguna, colta, aż po miotacz płomieni czy wyrzutnię rakiet. Muszę przyznać, że trupy rozpadają się malowniczo, a odgłos strzału z shotguna czy colta, po którym głowa nieumarłego rozpryskuje się na miliony kawałeczków, śni się po nocach. Muzyka jest całkiem niezła i swoim budowaniem nastroju grozy pasuje do ogółu gry. Nie inaczej ma się kwestia dźwięków, których można się wystraszyć (szczególnie pamiętam scenę, kiedy idę spokojnie przez korytarz, a tu nagle szyba pęka z wielkim hukiem i na mój kark rzuca się wyrośnięty doberman). Niewesoło przedstawia się kwestia zagadek. Ograniczają się one najczęściej do znalezienia klucza otwierającego odpowiednie drzwi, czy wpisania gdzieś tam znalezionego wcześniej kodu (oczywiście jest kilka pozytywnych wyjątków, tak jak nieśmiertelne używanie przedmiotów czy zabawa w laboratorium). Resident Evil wymaga akceleratora 3D obsługującego OpenGL (co na dzisiejsze czasy nie jest chyba niczym dziwnym). Niestety, nawet chociażbyście mieli najbardziej wypasiony sprzęt na świecie, nic nie poradzicie na tła. Wspominałem wcześniej, że gra jest konwersją z konsoli. Oznacza to, że tła wyświetlane są w rozdzielczości około... 320x240. Dziwny wydaje się przy tym fakt, że postaci i elementy 3D to już 640x480. Rozpikselowane tła i niepasujące do nich osoby to jeden z najpoważniejszych mankamentów gry. Nie muszę chyba wspominać o jakości filmików, tóre są po prostu odpychające (nie mówiąc już o sposobie realizacji - marni aktorzy nałożeni na komputerowo wygenerowane tła). Następną z wad jest też znany z konsol system zapisu gry. Grając Jill, to jeszcze pół biedy. Wystarczy znaleźć maszynę do pisania, by potem od tego miejsca kontynuować grę. Gorzej ma się rzecz z Chrisem. Otóż ten dodatkowo musi jeszczę znaleźć... szpulkę z atramentem do maszyny i potem dopiero zrobić upragniony save. Nie muszę chyba dodawać, że błądzenie po raz dziesiąty po tych samych korytarzach i wybijanie tych samych zombie do najprzyjemniejszych nie należy. Kolejna niemiła rzecz to interfejs, a w szególności system noszenia przedmiotów przez naszych bohaterów. Otóż mają oni tylko kilka slotów na przedmioty, a żeby wziąć inne muszą się najpierw pozbyć tych niesionych. Pół biedy, gdyby można było przedmioty wyrzucać, gdzie się chce. Otóż autorzy gry wpadli na "wspaniały pomysł" umieszczania obok maszyn do pisania skrzyń, w których możemy (czyt. musimy) chować nasze skarby. Nikomu chyba nie uśmiecha się latanie przez pół mapy jak kot z pełnym pęcherzem, by znaleźć skrzynię i włożyć do niej cokolwiek. No i ostatnia z wad (już nie będę bił;)) - długość gry. Otóż na zakończenie komputer podaje czas, jaki spędziliśmy przy Resident Evil. W moim przypadku były to... nieco ponad 4 godziny (toż to mniej niż jeden wieczór!). Co prawda gra się dłużej, ale wynika to tylko z faktu ograniczonej liczby save'ów. Czas napisać podsumowanie. Mimo wszystkich wymienionych wad, gra się nieźle, można by rzec nawet, że bardzo dobrze. Nie ma co na to poradzić - gra cholernie wciąga i nie chce puścić! Mimo kiepskiej fabuły, marnej grafiki, systemu save'ów i inwentarza gra się w nią i ma się ochotę nawet po jej skończeniu! I to chyba właśnie świadczy o klasie gry. Przymknijcie więc oko na nedoróbki i zanurzcie się w cuchnący stęchlizną i rozkładem świat Racoon City...

plusy
minusy
ocena
+ klimacik
+ niezła muzyka
+ wciąga jak diabli
- grafika
- save'y
- filmiki
- inwentarz
- za krótka
6
Oceny cząstkowe: Dźwięk: 7, Zagadki: 4, Grafika: 3, Długość: 3 autor: Korowiow
AZ21
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?