Neverhood - recenzja

Dodane przez korowiow dnia 12.04.2006 10:35

Niejedno ziarnko piasku przesypało się w klepsydrze, od kiedy Neverhood ujrzał świat dzienny. Spłodziła go w 1996 roku spielbergowska firma Dreamworks, autorka niedawnego hitu kinowego "Shrek". Nie ma chyba przygodówki, którą darzyłbym większą sympatią niż ta, którą niżej opisuję. Pomimo swoich kilku latek na karku wciąż zachwyca mnie swoim humorem i oryginalnością wykonania. Zacznijmy jednak od początku...

Król Hoborg był bardzo samotny. Postanowił więc stworzyć krainę. Krainę, w której wszyscy żyliby szczęśliwie i dostatnio. Tak oto powstał piękny Neverhood. Niestety, król zapomniał o najważniejszym: o stworzeniu mieszkańców. Przechadzając się po swojej krainie, wpadł na pomysł wyhodowania swego pierwszego podwładnego. Nadał mu na imię Klogg. Niestety, Hoborg szybko dowiedział się że jego stworzenia nie będą mu do końca posłuszne. Gdy Hoborg, siedząc na tronie, myślał, kogo by tu jeszcze stworzyć, Klogg porwał mu koronę i przeistoczył się w straszliwego potwora, który ogłosił się nowym władcą krainy. Wtedy z ręki byłego króla wypadło nasionko...

Jak się domyślacie (albo i nie:)) z tego nasienia powstanie nasz główny bohater - Clayman (lub, według innych źródeł - Klayman). Będzie on musiał stawić czoła okrutnemu Kloggowi i przywrócić ład i harmonię krainie Neverhood. To tyle na temat fabuły, przejdźmy do konkretów:).

Grafika. Tutaj twórcy odeszli od wszelkich stereotypów i dali ponieść się fantazji, tworząc niezwykle szczegółowy świat, wykonany z... plasteliny. Tak, tak moi drodzy. Do jego wykonania zużyto ponoć dwie tony tej substancji. Ciekawy jest również sposób poruszania się po świecie. Pomieszczenia widzimy standardowo, jak w grach 2D, ale gdy wędrujemy po świecie, tryb przełącza się na... FPP (sic!). Oczywiście w ogromnym stopniu wpływa to na atrakcyjność gry, tym bardziej, że naprawdę jest co podziwiać. Animacjom również nie można nic zarzucić, filmiki są piękne i dokładnie zrealizowane, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie technikę wykonania gry. Dziwi mnie jedynie, jak na jednej płycie mieści się tyle cut-scenek:).

Muzyka. Moim zdaniem jest cudowna i znakomicie pasuje do gry. Coś jakbyście połączyli muzykę Bregovića, z jazzem i co tam jeszcze macie pod ręką;). Straszna szkoda, że nie jest zapisana w formacie audio lub choćby wave.

Humor. Wylewa się z gry na każdym kroku, psychodeliczny i absurdalny. Wystarczy spojrzeć na głównego bohatera i sposób, w jaki się porusza, by twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. Świetne są również filmiki, podczas to których niejednokrotnie ryknąłem ze śmiechu (spodobała mi się szczególnie scena pościgu zielonego potwora za Claymanem:). Uwaga, wbrew pozorom, jakie gra stwarza na początku, nie jest ona przeznaczona dla dzieci. Czasami humor jest dość, hmm... niesmaczny.

Zagadki. Nie uświadczymy tutaj klasycznego point&click, czy używania przedmiotów. Podstawą są zagadki logiczne (jak w Myście czy Reah), od których w grze aż się roi. Niektóre potrafią przyprawić nawet starego wyjadacza o ból głowy (zagadka z myszką, ojojoj...;)). W grze nie znajdziemy też praktycznie żadnych dialogów (jedynym słowem, jakie Clayman wypowiada w grze jest swoje imię).

Wady. Jak wiemy, nie ma róży bez kolców. Podstawowym mankamentem jest długość gry. Co prawda za pierwszym razem musimy się pomęczyć kilka dni (czy nawet tygodni), ale za drugim podejściem ukończyłem ją w jeden (!) wieczór. Drugą jest mała (nawet bardzo) interaktywność gry. Nieźle wkurzył mnie także jeden moment. Do ukończenia gry trzeba zebrać około 20 dyskietek, porozrzucanych tu i ówdzie. Aby zdobyć jedną z nich, w pewnym momencie gry należy przejść przez 40 (słownie: czterdzieści) pustych pokoi z wypisaną na ścianach całą historią Neverhoodu. Od klikania aż ręka boli. (a może się czepiam:)). I ostatnia wada, która właściwie nie jest wadą:): Neverhood to gra nie dla wszystkich. Trzeba ją po prostu poczuć. Jeśli lubisz (tak jak ja:)) psychodeliczne klimaty, grafikę, muzykę i absurdalny humor, z pewnością pokochasz Neverhooda. Inni uznają tę grę za co najwyżej przeciętną.

Podsumowanie: Neverhood jest wspaniałą grą, ale żeby nie było: nie przeznaczoną dla wszystkich. Nie będę więcej przedłużał, gdyż w kilkudziesięciu linijkach tekstu i kilku (bądź mniej - to już zależy od daXa;)) [zależy, oj zależy:) - dop. daX] screenach nie da się zawrzeć całego jego geniuszu. A więc: granie albo i nie - wybór należy do Ciebie;).

9 PLUSY:
grafika + muzyka + dwa zakończenia do wyboru :) + humor
MINUSY:
długość - mała interaktywność

Oceny cząstkowe: Dźwięk - 10, Zagadki - 7, Długość - 5, Grafika - 9+
Uwagi: Hey, Clayman! Say: knock, knock!:)

autor: Korowiow

AZ10
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?