Indiana Jones & Last Crusade - recenzja

Dodane przez korowiow dnia 12.04.2006 02:50

Klasyka kina akcji. Moim skromnym zdaniem, najlepszy film przygodowy wszech czasów. George Lucas. Harrison Ford. Słynny archeolog. Jeśli jeszcze nie załapaliście, o co biega, to oznacza, że właśnie wróciliście z dłuższego urlopu w kurorcie na Syberii ;). Jeżeli nie, to witamy na Ziemi! :) Film powstał kilkanaście lat temu i natychmiast stał się kasowym przebojem. Nakręcono trzy filmy i serial TV z udziałem dzielnego Indiany (w tym bardzo niedoceniona "Świątynia Zagłady"), ale żaden z nich nie odniósł takiego sukcesu jak "Ostatnia Krucjata" (no, może jeszcze "Poszukiwacze zaginionej War... ups, Arki"). Postaram się Wam teraz przybliżyć nieco samą grę, dość ściśle opartą na dziele Lucasa. Nie muszę chyba mówić, że stworzono ją pod szyldem LucasArts? Aha, jeszcze jedno - z tego co wiem, gierka ostała wydana w wersji EGA i VGA. Ja na szczęście dysponowałem tą drugą.

Fabuła jest baardzo podobna do filmowego pierwowzoru. Naszego archeologa poznajemy jako wykładowcę na Barnett College mniej więcej w czasie II wojny światowej. Tam dowiadujemy się od pewnego zaprzyjaźnionego z nim miłośnika archeologii, Marcusa, że ojciec Indiany zaginął podczas poszukiwań legendarnego świętego Graala (miłośnicy Monty Pythona już się pewnie uśmiechają). Jako że niedaleko pada jabłko od jabłoni, Indiana podejmuje błyskawiczną decyzję o rozpoczęciu poszukiwań. Sytuacje komplikuje dodatkowo fakt, że na kielich mają olbrzymią chrapkę Naziści, którzy, jak nietrudno się domyślić, są odpowiedzialni za zniknięcie ojca Henry'ego. Jones trafi do wielu zakątków świata. W Wenecji będzie penetrował starą bibliotekę i podziemia, potem trafi do faszystowskiego zamku, jako żywo przypominającego ten z Wolfensteina; w Berlinie pozna pewną bardzo znaną osobistość, a na Bliskim Wschodzie... ale nie, nie będę Wam zdradzał wszystkiego.

Grając w Indianę Jonesa, dość leciwą już gierkę (13 latek to w historii gier archaik), nie sposób się nudzić. Tutaj akcja goni akcję, a lokacje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Nieraz będziemy musieli wykazać się wiedzą z różnych dziedzin, których nie powstydziłby się i James Bond.

Grafika w Indiana Jones może już razić młodszych graczy 256 kolorami i niską rozdzielczością 320x200, ale jak na swoje czasy prezentowała się wspaniale. Gorzej pewnie ma się sprawa z EGA i 16 kolorami. Poza tym grafa ma swój fajny, komiksowy klimat, tak lubiany przez miłośników gier typu Broken Sword. Wybornie zaś prezentuje się animacja, która wygląda na przygotowaną przez prawdziwych animatorów-profesjonalistów.

Ciężko za to chwalić muzykę, która składa się z kilku marniutkich midów i paru badziewnych efektów dźwiękowych. Cóż, gra mieściła się na kilku dyskietkach i ciężko wymagać orkiestry symfonicznej i digitalizowanych dialogów.

Pochwalić muszę twórców za zagadki, jakie postawili przed swymi odbiorcami. Nie są one nazbyt skomplikowane, ale potrafią przyprawić czasem o kłopot, który najczęściej udaje się szybko rozwiązać. Podczas gry będziemy musieli też wywiązać się z dość nietypowych zadań, jak odpalenie dwupłatowca (zobaczycie, że to wcale nie takie proste) czy granie na ludzkich czaszkach korzystając jedynie z zapisu nutowego. W grze spotkamy także moim zdaniem kompletnie chybione momenty bójek z nazistami. Są one wyjątkowo ciężkie i trzeba się nieźle napocić i nastukać, żeby jakiś faszysta runął na ziemię. Nie muszę chyba mówić, że przegrana walka oznacza niezbyt miłe Game Over? Na szczęście zwykle udaje się ominąć te "atrakcje" podstępem.

Wiecie pewnie, że prawie każda z gier LucasArts robiona jest "z jajem", choćby traktowała o najpoważniejszych rzeczach na świecie. Nie inaczej jest w tym wypadku. Indiana nieraz zaskakuje nas tekstami przedniej klasy, a i komizmu sytuacyjnego nie zabraknie. Najlepiej pamiętam motyw, w którym Indiana stawał przed kimś cały ociekający wodą i na pytanie: "Dlaczego jesteś cały mokry?" odpowiadał: "Lepiej nie pytaj". Powtarzało się to w grze w rozmaitych sytuacjach i uwierzcie mi, wiele bym dał za to, żeby znać na to odpowiedź :). W grze zobaczymy dużo cut-scenek (oczywiście nie filmików!), które popychają i tak wartką akcję do przodu. Oczywiście można zapisać IJ w dowolnym momencie, co też jest dużym plusem.

Chciałbym teraz przejść do największej wady gry: jest straszliwie krótka!! Ludziom, którzy oglądali film, na jej ukończenie wystarczą dwa wieczory. Reszta pewnie rozgryzie ją w niewiele dłuższym czasie. Czasami też mamy wrażenie, że "przechodzi się sama". Wiem, że jej objętość nie pozwala na epickie proporcje, ale to już lekka przesada.

Czas na podsumowanie: Indiana Jones and the last Crusade to bardzo dobra przygodówka, która nie dorasta jednak do pięt sequelowi - Fate of Atlantis (dobra, wiem, że nie można oceniać gier przez pryzmat kolejnych części:)). Ale skoro zabawy starcza na co najwyżej kilka dni, może być miłą odskocznią od gier typu Syberia czy TLJ.

6 PLUSY:
akcja!! + zagadki + humorek
MINUSY:
długość! - dźwięk

Oceny cząstkowe: Dźwięk - 2, Zagadki - 9, Długość - 2, Grafika - 6

autor: Korowiow

AZ24
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?