In Cold Blood (Korowiow)

Dodane przez Adventure-Zone dnia 12.04.2006 02:44

Producenci kultowych gier mają przechlapane. Kiedy tylko "popełnią" coś słabszego, oburzeni fani nie wahają się zmieszać z ich z błotem i porównywać taki "badziew" z ich kultową gierką. Jest w tym oczywiście nieraz dużo niesprawiedliwości, no ale marka zobowiązuje. W takiej sytuacji znalazła się Revolution, autor słynnej w przygodówkowym świecie serii Broken Sword, Lure of The Temptress czy Beneath a Steel Sky. Ich najnowsze (choć wcale już niemłode) dziecko nosi tytuł In Cold Blood i, powiedzmy sobie otwarcie na początku, do udanych to ono nie należy. Historia przenosi nas do Wołgii - małego, fikcyjnego państewka leżącego gdzieś między ZSRR i Chinami. Żyjemy w okresie zimnej wojny. Nazywasz się John Cord i jako angielski agent zostałeś wysłany do zinfiltrowania tamtejszej kopalni uranu. Jednak twoim głównym zadaniem jest odnalezienie Kiefera, zaginionego tajniaka, który był tam przed tobą. Oczywiście w trakcie gry twoje zadania będą zmieniać się jak w kalejdoskopie, ale tak naprawdę chodzi o to, że od ciebie zależy przyszłość (bądź też nie) trzeciej wojny światowej (tja, a świstak siedzi...). Ciekawostką w grze jest to, że hisorię poznajemy z ust Johna Corda siedzącego na krześle tortur. Taka oklepana i kulawa fabuła nie służy dobrze żadnej grze, a już szczególnie jeśli pochodzi ona ze stajni Revolution. Również i stawiane przed graczem zadania są rodem filmów sensacyjnych klasy B - rozbrój bombę przed upływem czasu, zbadaj bazę wroga przebrany za mechanika, odbij zakładniczkę, etc. In Cold Blood należy do nurtu gier zwanych action-adventure (zdrada! Ostatni klasycznoprzygodówkowy "dinozaur" na jakiego liczyłem!). Zawsze podchodzę ostrożnie do takich tytułów, bo zwykle "adventure" jest w nich tyle, co marmolady w naszych pączkach :). Tutaj jednak, moim zdaniem, autorom udało się doskonale dobrać proporcje. Ale o tym później. Hmm. Oprawa graficzna w grze przezentuje się... nie będę uciekał się do eufemizmów, nieźle. Renderowane tła w wysokiej rozdzielczości są bardzo ładne, choć na dłuższą metę nieco monotonne. Bez przerwy oglądamy futurystyczne wnętrza fabryk, kopalń i zakładów. Niezbyt dobrze pasują też do teł trójwymiarowe postaci, które wyglądają trochę nienaturalnie (oczywiście jest to kwestia gustu i pewnie większości czytelnikom takie błahostki zwisają nacią od kalafiora, ale gwoli ścisłości należy o tym wspomnieć). Ładne są filmki w wysokiej rozdzielczości którymi gra jest naszpikowana (w końcu zajmuje 3 CD). Ci, którzy grali w "Drogę do Eldorado" z pewnością zauważyli, że twórcy zastosowali w niej engine i interfejs In Cold Blood. Kurczę, nawet menusów nie chciało im się zmienić! Nie dziwi ponadto fakt, że Revolution od dłuższego czasu trzyma się jak rzep psiego ogona tej jakże charakterystycznej dla ich gier orkiestry symfonicznej (o, zrymowało się!). Ten, kto ją raz usłyszał, rozpozna ją wszędzie. Są na tym świecie rzeczy niezmienne i jak do tej pory podkład dźwiękowy w grach "rewolucjonistów" to potwierdza (nie wspominając o McDonaldzie i Coca-Coli). Plusik. Muzyka raz podczas gry Was zdziwi... ale, sza! Niestety, interfejs co bardziej hardcore'owych miłośników przygodówek może przyprawić o migotanie komór (i nie mam tu na myśli telefonów). Otóż, by sobie pograć będą oni musieli wyciągnąć nie używany od wieków klawikord i przypomnieć sobie zasady jego używania. Będzie to dodatkowo utrudnione tym, że ten w ICB jest przyjazny jak bulterier po tygodniowej głodówce. Często, by wykonać jakąś akcję, będziemy musieli użyć i trzech klawiszy naraz, a ten kto wpadnie bez opisu na sposób obszukiwania strażnika i włączenie podręcznego komputerka może uważać się za proroka. Skoro gra reprezentuje w połowie gatunek "action", przyjrzyjmy się więc temu, co nasz bohater będzie nosił w kieszeniach aby szybko i bezgłośnie likwidować wrogów. Otóż do wyboru mamy pistolet, ee... pistolet, no i... pistolet. Służyć on nam będzie do likwidowania strażników, ehem, większej ilości strażników, no i w ogóle... Oprócz tego John może użyć do ogłuszania "odtylcowego" pięści, ale jaka to radość. Przyznacie chyba, że wybijanie identycznych jak bliźniacy z "Matrixa" ochroniarzy, bądź też bezustanne skradanie się za ich plecami do fascynujących nie należy (tym bardziej, iż myślę, że za nimi mógłby przebiec niepostrzeżenie po stalowej podłodze hipopotam w szpilkach). Inteligencja naszych przeciwników ogranicza się do chowania za przeszkodami (łał!) i wszczynania alarmu. Dobra, zostawmy tę kwestię. Zagadki, jakie stawia przed nami gra, nie są za łatwe. Często będziemy musieli szperać po komputerach, używając REMORY - małego urządzonka, dzięki któremu Cord włamuje się do komputerów. Będziemy również musieli dokładnie wypytywać wszystkich o wszystko, gdyż uzyskamy w ten sposób informacje niezbędne do ukończenia gry. Czasem skorzystamy też z pomocy NPC-ów. Wspomnę też nieco o spolszczeniu. Wyszło ono bardzo dobrze (jak większość zresztą ostatnich spolszczeń), rosyjskie postaci mówią niemal jak rodowite, a głos Corda jest naprawdę twardy. Zlokalizowano nawet filmik w tle menusów. Również w napisach nie dostrzegłem większych błędów. Dobra, solidna robota. Co mi się więc w tej grze tak nie podoba? Otóż przez swoje ograne schematy gra szybko nuży i nie trzyma w napięciu. Autorzy tak chcieli naszpikować grę emocjami, że zacząłem szybko... ziewać. Jak widać ładna oprawa nie wystarczy, jeśli fabuła i napięcie kuleje. A w grach "action" to ostatnie jest nie do przyjęcia. In Cold Blood jest przeciętna i taką ocenę też dostanie. I plusik z sentymentu do Revolution, w które ciągle wierzę (choć moja wiara jeszcze bardziej opadła po ujrzeniu trailera Broken Sword 3). NAZWA: IN COLD BLOOD PRODUCENT: Revolution CENA: 19.90 (w czasopiśmie Play DVD) GRAFIKA: 8 MUZYKA: 8 GRYWALNOŚĆ: 3 OGÓLNA OCENA: 5+ Plusy: Niezgorsza grafika, muzyka, zagadki Minusy: Szybko nuży, kulawa fabuła Autor: Korowiow

AZ32-33
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?