Hitman II: Silent Assassin (mniej przygodowa) (Qler)

Dodane przez Adventure-Zone dnia 12.04.2006 02:29

Tobias Repier - genetycznie zmodyfikowany klon był doskonałym zabójcą. Jego atrybuty to kamuflaż, niezwykła precyzja i sprawność działania. Słowem, człowiek stworzony do zabijania. W pierwszej części jego przygód mieliśmy okazję pracować dla Agencji, od której nasz bohater przyjmował bardzo interesujące zlecenia. Nie ma co tu kryć, iż prawie wszystkie misje (lub jak wolicie zlecenia) polegały na eliminacji żywego celu. Zdawać się może, że ciągłe strzelanie do ludzi jest nudne, otóż nic bardziej mylnego. Geniusz misji w Hitmanie polegał na tym, iż każde z zadań było wyjątkowe, a gracz przechodząc kolejne plansze nie miał wrażenia deja-vu. Dodajmy do tego w miarę ładną grafikę i dość wysokie... wymagania sprzętowe, a otrzymamy produkt na bardzo dobrym poziomie, tyle, że dla właścicieli mocnych układów graficznych (niestety wtedy nie mogłem się cieszyć radością płynącą z gry, ponieważ byłem nieszczęśliwym posiadaczem Celafona 333Mhz i Voodoo2). Kilerów dwóch To tyle tytułem wstępu, przejdźmy do meritum. Tobias Repier po zakończeniu wydarzeń z części pierwszej nawrócił się, a w akcie pokuty postanowił zostać klasztornym kmieciem. Życie płynęło mu beztrosko na modlitwie, kontemplacji, sadzeniu pomidorków i zajmowaniu się zwierzętami. Mieszkał sobie ubogo pozbawiony dóbr materialnych, a ptaszki codziennie budziły go ze snu. Pomyśleć, że z takiego na pozór wyzutego z uczuć kilera stał się św. Franciszkiem z Asyżu. Jednak klasztorna sielanka nie trwała długo. Ojciec Vittorio, mentor naszego grzesznego bohatera, został porwany, a co gorsza dla okupu w wysokości pół miliona dolarów. Taką kasę nie jest łatwo jest zdobyć, a jeszcze trudniej zarobić ją legalnie. Cóż, więc pozostało czynić? Wrócić do zawodu? Powrót Supermana Tobias przeczuwając, iż może jeszcze wróci do dawnego fachu odłożył w czeluściach szafy stary czarny garnitur, gnaty i laptop. Od razu skomunikował się z Agencją, gdzie przywitał go ciepły głos Diany. Pierwsze zadanie zdawało się ostatnie. Złapanie i ukaranie porywaczy, uwolnienie księdza - bułka z masłem, jednak niespodziewanie sprawy się skomplikowały. Takim to sposobem, Agent 47 wrócił w łaski dawnych pracodawców oraz mordowania, ale z tą różnicą, że teraz przyświeca mu wyższy cel. "Gramy" nie znaczy "zabijamy tylko dla pieniędzy". Chodzi tu życie człowieka, ojca Vittorio. Wolność i swoboda W grze mamy całkowitą dowolność wyboru, tzn. misje (a jest ich aż 21) można przejść na kilka sposobów. Nie czujemy się ograniczeni, a sposobów na uśmiercenie danego celu jest więcej niż dużo. Żeby nie być gołosłownym, możemy na przykład wyjść na wierzę i tam przy pomocy snajperskiego karabinku zdjąć target'a. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie by dany cel niespodziewanie zasztyletować, pociągnąć z pistoletu, a w ostateczności podłożyć bombę pod jego pojazd. W Hitmanie możemy również prowadzić działania taktyczne śledząc np. drogi przemarszu strażników, którzy z resztą poruszają się dość schematycznie. Najlepiej dla nas, gdy wszystkich wyeliminujemy po cichu, tak, że nikt z wrogów się nie skapnie, co się właściwie dzieje. Otrzymujemy za to bonusowe punkty, które przekładają się na nowe pukawki w naszej kolekcji. Największym burakiem sztucznej inteligencji w Hitmanie jest fakt, iż czasami zachowują się po prostu tępo, tak jak ma to miejsce, gdy dajmy na to strażnik wchodzi np. na plamę krwi denata, którego wcześniej zręcznie ukryłem w krzakach. Wiecie, jaka jest jego reakcja? Gościu sobie stoi jakby nigdy nic i guzik robi sobie z tego, że ma juchę na butach. Wygląda to strasznie nienaturalnie, sztucznie i ogólnie głupio. Portret zabójcy... Jedną z najmocniejszych stron gry Hitman jest jego ogólny wygląd. Składa się na to grafika i muzyka (o której za chwilę). Wizualnie program bija na głowę Hitmana 1, który to (jak wiecie z recenzji w CDA) bazuje na tym samym silniku, co dwójka. Świat, jaki nas otacza jest wspaniały i raduje oczy swoją różnorodnością detali. Postacie tez nie są gorsze. Widać choćby, jak na wietrze powiewa czerwony krawat Agenta 47. Twórcy gry odwalili kawał fachowej roboty, która się opłacała, ponieważ grafika idealnie współgra z całością. Z muzą też jest idealnie. Ogromne wrażenie robi orkiestra symfoniczna, która wita nas już menu! W czasie grania jest jeszcze lepiej, a muza zmienia się w zależności, w jakiej sytuacji właśnie się znajdujemy. Po prostu audio i wideo w tej grze powalają na kolana. Jednak coś za coś. Gra, tak samo jak poprzedniczka, wymaga mocnego sprzętu, na którym chodziłaby płynnie na maksymalnych ustawieniach. Sądzę jednak, że sam wygląd najnowszej odsłony Hitamna w całości tłumaczy jej potrzeby:). Wyrok śmierci... Grając w Hitmana 2 czułem, że gram w wielką grę. Nie tylko ładną, ale ciekawą i dobrze zrobioną. I nawet pomimo kilku błędów i niedociągnięć, spokojnie zasługuje na 9, a według mnie na 9+. Niewątpliwie gra jest udaną kontynuacją przygód Agenta 47. Dla fanów poprzedniej części pozycja obowiązkowa. Tytuł: Hitman 2: Silent Assassin Gatunek: akcja; Wymagania zalecane: procek co najmniej 800 Mhz, 256 Mb RAM i karta 32 Mb; Grałem na: Duronie 700, 160 Mb RAM 64 megowy GeForce 4 i... czasem bardzo wolno; Największa wada: realne wymagania sprzętowe, małe niedopracowania, czasem głupie AI; Największa zaleta: wszystko poza wadami :). Posłowie: fajna, emocjonująca, ale brutalna zabawa, świetna grafika i muzyka; Ocena: 9+/10 Autor: Qler

AZ24
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?