Harry Potter i Kamień Filozoficzny (mniej przygodowa) (AleX-Under)

Dodane przez Adventure-Zone dnia 12.04.2006 02:19

Pamiętam to dokładnie. Kilka lat temu mama jak zwykle po pracy wróciła do domu. Tym razem przyniosła książkę. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że ta książka o nigdy nie słyszanym przez nas tytule stanie bestsellerem i przełomem. Jak myślicie, jaka to książka? Zamiast oszczędzić wam ględzenia na temat robienia pieniędzy na znanym imidżu i nazwisku ulubionego bohatera dzieci młodszych i starszych, przejdę od razu do konkretów. Gra ukazała się w Polsce mniej więcej w lutym 2002 roku, więc od jej premierty minęło juz trochę czasu. Mimo to wiekszy kontakt z grą miałem względnie niedawno, więc postanowiłem grę opisać. Na początku klasycznie wita nas menu główne. I tu pierwsze niemiłe zaskoczenie. Nie ma "lołdgejmu". Każdą grę zaczynamy na wybranym slocie i następne sejwy nadpisują się ciągle na tym samym, który wybraliśmy - żadnego wyboru slotów i zapisywania ciągle na innym! Zapisywać trzeba ciągle na tym samym i nie ma mozliwości, żeby do etapu, który przeszliśjmy wrócić inaczej niż poprzez rozpoczęcie gry od nowa. Jest to potwornie irytujące, gdyż przez to nie mamy możliwości zebrania ukrytych fantów, które są na poprzednim poziomie - a które kiedy się zbierze wszystkie, dostaje się jakąś "super" nagrodę. W tej grze owymi fantami sa karty przedstawiające czarodziei. Zebranie ich wszystkich nie daje dodatkowych poziomów czy czegos takiego, tylko odblokowuje ukrytą kartę (która oczywiście sie nie przyda). Zapisywac grę można tylko wtedy, keidy natrafi się na księgę zapisu gry. Nie każda księge da sie tak łatwo ominąć, co daje dodatkowe utrudnienie i często zniechęca gracza, który stawia sobie zadaniem, żeby odnaleźć wszystkie karty. POdczas przechodzenia gry po raz pierwszy prawie w ogóle nie zawracałem sobie nimi głowy (znaczy sie, starałem sie ich znaleźć jak najwięcej, ale nie zniechęcałem się, gdy nie odnalazłem wszystkich), zaś kiedy drugi raz ja przechodziłem, nie chcący zapisałem stan gry (księga była akurat w drzwiach, więc nie sposób było ją ominąć), a że moim nadrzędnym celem było zebranie ich wszystkich, to odechciało mi się i już więcej gry nie przechodziłem. Autorzy gry najwidoczniej mysleli, że nagroda za zebranie wszystkich kart jest tak słaba, że nikt sobie nie bedzie zawracał nimi głowy. Nastepnym rozczarowaniem, które nas czeka po uruchomieniu gry, jest intro. Autorzy zamiast rzucić gracza do domu Dursleyów, żeby tam zaczął grę, postanowili, że gra rozpocznie się intrem bedącym streszczeniem pierwszych rozdziałów książki w postaci napisów ozdobionych mangowymi (sic!) rysunkami. Naprawdę, mogli by dac przynajmniej jakiś film czy cuś. I podczas intra od razu zauważamy coś, co dla jednych jest zaletą, innych wadą. Polonizacja gry jest kinowa. OK, lubię kinowe polonizacje. Gorzej, że częst zdarza się, że postacie wrzeszczą cos po angielsku (podczas meczy w Quidditchu - czy jak to się pisze), a napisów polskich nima. W końcy te wrzaski to tylko efekty dźwiekowe i dodanie do nich napisów byłoby możliwe tylko w przypadku zmiany fragmentu kodu gry. Kolejne rozczarowanie - postacie nie ruszają wargami. Za to sama grafika jest niezła. Nie najlepsza, ale może być - i dzięki temu gra nie ma (jak na dzisiejsze czasy) dużych wymagań sprzętowych. Natomiast kolejnego rozczarowania doznajemy, kiedy obracamy bohatera. Otóż obrót bohater wykonuje po prostu stojąc, nie ruszając nawet nogami. Wyglada to, jakby bohater był dwuwymiarowy (a wcale tak nie jest). Panowie, przypominam, że pierwszy Tomb Raider ukazał się chyba w '96 (albo i jeszcze wcześniej) roku, a już tam bohaterka podczas obracania się normalnie ruszała nogami. Na szczęście zgrzytania zębami chyba na tym się kończą. Zaraz po rozpoczęciu gry czeka nas trening, w którym dowaidyjemy się wszystkiego, co jest potrzebne, żeby grać. Następnie zaś idziemy na pierwszą naukę czaru. Uczenie się odbywa się w nastepujący sposób: pojawia się nam symbol czaru, którego właśnie się uczymy, naszym zadaniem jest jak najszybsze i jak najdokładniejsze przejechanie po nim myszką. Nie jest to takie łatwe, jak się wydaje, ale w gruncie rzeczy czarów uczymy się łatwo. Po poprawnym wykonaniu czaru idziemy na sprawdzian, który jest treningiem w jego wykonywaniu. Za kazdym razem, kiedy Harry używa czaru, wrzeszcy jego nazwę, co po niedługim czasie potwornie irytuje - tak, jak stęki Lary Croft podczas wspinania sie na kamień. Wyłączyć sie tego oczywiście nie da. W czym jak w czym, ale w tworzeniu muzyki do gry nie odwalili kaszanki i się postarali. Muzyka jest świetna, pasuje do gry, jest - cóż, "magiczna". Za muzykę dla autorów - duży kawał kasza... eee, ciasta. Powróćmy jednak do Quidditcha. Przechodzenie turniejów w tej grze jest niesłychana mordengą. Chodźbyśmy 2 tygodnie przechodzili ten turniej non stop, przeciwna druzyna i tak nie wygra, naszym zaś zadaniem jest zbliżenie sie do Znicza na taką odległość, żeby pjawł się na dle ekranu pasek z ręką Harrego i ze zniczem, następnie złapac znicz wtedy, kiedy zbliży do ręki tak, że bedzie to możliwe. Zastanawiam się, czy danie do tej gry takiego podtytułu, jaki jest w książce, miało większy sens. W książce mineło sporo czasu, zanim czytelnik dowiedział się o kamieniu filozoficznym - w grze jednak dowiadyjemy się o tym w finałowym etapie. I to w beznadzieny sposób - widzimy Harryego, Rona i Hermionę siedzących w biblitece, zas lektor mówi nam "Harry i jego przyjeciele dowiedzieli sie prawdy o Kamieniu Filozoficznym" (cytat z pamięci). Tragedia. Te wszystkie wady jednak nie odbierają grze wysokiej grywalności. Jest to w sumie typowa platwormówka, ale ma porządny klimat i niezłe etapy. Szczególnie przypadł mi poziom we wielkiej bibliotece. Jeszcze co do akcji warto dodać, że poszczególne etapy są wypełnianiem zadań, jakie nasz bohater miał w książce - tylko, że w inny sposób. Do wyklucia się smoka z jajka nie były potrzebne ogniste nasiona, żeby dostac się do szklarni, gdzie młodzi czarodzieje uczą się botaniki (oczywiście magii nie wyłączjąc) w książce bohater nie musial się użerać z krwiożerczymi roslinami i ślimakami zostawiającymi za soba płonący śluz. Jednak bez takich elementów gra była by nudna jak lekcja geometrii, więc nie ma co sie czepiać. Aha, zapomniałem o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Podczas gry bohater prawie nic nie mówi - podczas rozmów z innymi uczniami czy też z nauczycielami Harry nie mówi nic, co wyglada idiotycznie. Przypomina to mówienie do stracha na wróble. Podsumowując - ta gra została jednak zrobiona tylko dla kasy. Jest cholernie krótka - przeszedłem ją w 2 dni, a i tak tylko dla tego, że w graniu jednak czasem się robi przerwy oraz dlatego, że mistrzem w takie gry nie jestem. Mimo to jednak gra przez te kilka(nascie?) godzin dostarcza niezłej i nieskomplikowanej rozrywki. Postanowiłem poszczególnym elementom gry przyznać oceny: Grafika - 6 Muzyka - 9 Grywalność - 8 Długość - 4 Oryginalność - 5 Polonoizacja - 7 Frajda - 7 Ocena ogólna - 7. O czyms zapomniałem? Na pewno, tylko teraz nie wiem o czym. Najlepiej sami to sprawdźcie, kupumąc grę, ale kiedy stanieje - 60 zł (chyba teraz ta gra tyle kosztuje) to na nią zdecydowanie za dużo. I tak to taniej niż w pierwsze dni premiery, gdy za gre musieliśmy wybulić 130 zł. Producent: Electronic Arts (...chyba?) Dystrybutor: ...eeeeeee... nie pamiętam :P Polonizacja: tak, niezła. Autor: AleX-Under

AZ50
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?