Paranormal State: Poison Spring - recenzja

Dodane przez crouschynca dnia 26.07.2014 22:56

Ludzie różnie reagują na miejsca, w których ponoć straszy. Jedni unikają ich niczym wampiry wody święconej, podczas gdy inni lgną do nawiedzonych okolic, ekscytując się na samą myśl o spotkaniu z duchem. Potencjalni goście muzeum, które położone jest na terenie parku stanowego Poison Spring, należą raczej do tych bardziej bojaźliwych osób. Tamtejszy personel woli z kolei nie narażać nikogo na niebezpieczeństwo. W takiej sytuacji trzeba zatem sięgnąć po pomoc ekspertów, aby zlikwidowali problem związany z działalnością istot niematerialnych. Ekipo z Paranormal Research Society, Poison Spring liczy na was!

Gra Paranormal State: Poison Spring powstała na bazie amerykańskiego serialu paradokumentalnego, pozwalającego śledzić pracę badaczy zjawisk nadprzyrodzonych. Chociaż nie miałam do czynienia z telewizyjnym pierwowzorem, fakt ten nie przeszkodził mi w zrozumieniu fabuły. Zaraz po uruchomieniu produkcji, zostałam uraczona scenką, w której Ryan Buell, założyciel grupy Paranormal Research Society, przedstawia pokrótce siebie i resztę zespołu. Nieco bardziej szczegółowe informacje na temat członków ekipy można ponadto przeczytać w menu gry, a także w dzienniku naszej postaci. Kim jest zaś osoba, której poczynaniami pokierujemy w trakcie rozgrywki? Na próżno szukać jej wśród oryginalnej obsady, a to za sprawą zabiegu, wykorzystanego wcześniej w przygodówkach na podstawie serialu „CSI”. Graczowi przypada bowiem rola nowego nabytku, który stawia swoje pierwsze kroki w zespole PRS.

Paranormal State: Poison Spring

Duchy wśród drzew

Akcja produkcji została osadzona we wspomnianym wcześniej parku stanowym Poison Spring, gdzie bohaterowie meldują się na życzenie Iris Ramirez, kustoszki lokalnego muzeum. Lesistym terenom nie można odmówić uroku ani bogatych walorów historycznych. Niemniej jednak nie widać tam turystów, którzy podziwialiby przyrodę tudzież muzealne eksponaty. Przyczyniły się do tego różne dziwne zjawiska, jakie nawiedzają ostatnio okolicę. Co ciekawe, w czasach wojny secesyjnej malowniczy rejon stał się areną krwawych wydarzeń. Ekipa PRS podejrzewa, że to właśnie smutna przeszłość wpłynęła na obecną sytuację. Protagoniści przystępują więc do skrupulatnego badania otoczenia w celu odkrycia wszelkich śladów aktywności paranormalnej, a tym samym znalezienia i odprawienia zbłąkanych duchów. Jak łatwo przewidzieć, nie czeka ich robota, z którą uporają się w kilka minut. Na domiar złego, ktoś lub coś usiłuje przeszkodzić grupie w wykonaniu zadania.

Chociaż lubię opowieści o duchach, scenariusz Paranormal State nie rzucił mnie na kolana. Przedstawiona w grze historia okazała się do bólu naiwna i przewidywalna, przez co nie potrafiłam zaangażować się w perypetie PRS. A szkoda, bo ciekawa tematyka dawała nadzieję na w miarę solidną fabułę. Tymczasem odniosłam wrażenie, że praktycznie wszystko już gdzieś widziałam i to w lepszym wydaniu. Rozczarowuje również klimat, który w opowieściach z dreszczykiem zazwyczaj gra pierwszorzędne skrzypce. W Poison Spring odnajdziemy zaledwie śladowe ilości odpowiedniego nastroju, zaś pewne elementy zupełnie wybijają z atmosfery zamiast ją podkreślać. Najdobitniejszy przykład stanowią momenty, w których pojawia się nagle jakaś postać z rozczapierzonymi palcami. Widząc takiego delikwenta na monitorze, pomyślałam, że powinien jeszcze założyć na siebie białe prześcieradło i krzyczeć „Buu!”, niczym duch z bajek dla dzieci.

Paranormal State: Poison Spring

Gatunkowy standard

Pod względem mechanizmów rozgrywki, pozycja autorstwa polskiego studia Teyon jest standardową grą typu HOPA, w której elementy hidden object mieszają się z cechami przygodówki point and click. Jeśli chodzi o zabawę w wyszukiwanie ukrytych obiektów, twórcy przyszykowali nam tylko jeden rodzaj takich plansz, a konkretnie podstawowe wypatrywanie przedmiotów wymienionych w liście u dołu ekranu. Niektóre z poszukiwanych rekwizytów wymagają dodatkowej interakcji, np. włożenia zapałek do pudełka czy dokończenia rysunku przy pomocy kredek. Mówiąc krótko, zwolennicy casualowego grania nie będą niczym zaskoczeni. Niestety, czasami daje się we znaki mała tolerancja kursora. Parę razy najechałam wskaźnikiem na właściwy obiekt, lecz moja czynność została zaakceptowana dopiero po trafieniu w konkretny jego punkt.

Okazjonalne humory kursora wystąpiły też w stricte przygodowych partiach gry, na którą składają się zadania ekwipunkowe oraz łamigłówki. Paranormal State: Poison Spring zawiera charakterystyczne dla HOPEK wyzwania, obejmujące m.in. wszelkiego sortu układanki, zaznaczanie różnic pomiędzy obrazkami czy przeczesywanie terenu przy użyciu wykrywacza metalu. Małym urozmaiceniem są tu jednak fragmenty, gdzie należy sięgnąć po sprzęt do badania zjawisk nadprzyrodzonych. Wprawdzie sprowadzają się one do rozwiązywania kolejnych minigierek, ale miło, że deweloperzy pamiętali o nadaniu pracy bohaterów odrobiny realizmu.

Paranormal State: Poison Spring

W trakcie rozgrywki będziemy mogli zajrzeć do mapy, dostępnej w podręcznym dzienniku. Sprawdzimy tam nasze bieżące położenie, a także miejsca, gdzie trzeba wykonać jakieś czynności. Zabrakło natomiast opcji automatycznego przeniesienia do wybranej lokacji, przez co musimy liczyć się z częstą wędrówką po oddalonych od siebie planszach. W ramach niewielkiego pocieszenia otrzymamy jeszcze jedną mapę, którą znajdziemy dla odmiany w lesie. W przeciwieństwie do planu z dziennika, zawiera ona funkcję szybkiej podróży, lecz tylko do kilku plansz, reprezentujących poszczególne regiony (np. obozowisko archeologów czy muzeum). Tak więc w tym wypadku również czeka nas krótszy bądź dłuższy spacer.

Brzuchomówcy w nawiedzonym lesie

Co do audio-wizualnej strony produkcji, odwiedzane lokacje nie wzbudzają zastrzeżeń. Twórcy postarali się o szczegółowe wykonanie oraz bogatą i przyjemną dla oka kolorystykę. Najbardziej przypadły mi do gustu leśne ścieżki oraz parking z zabytkowym budynkiem, wyłaniającym się w oddali pośród drzew. Dobre wrażenie psują za to szczątkowe animacje bohaterów, którzy nawet nie raczą otworzyć ust podczas swoich przemów. O ile w przypadku duchów takie brzuchomówstwo zbytnio nie razi, o tyle u żywych ludzi bywa irytujące, zwłaszcza że zdarzy im się zamrugać. Angielski dubbing też zresztą nie zachwyca, gdyż zatrudnieni aktorzy nad wyraz oszczędnie okazują emocje. Nieco lepiej wypada muzyka, która posiada lekko niepokojący klimat.

Paranormal State: Poison Spring

Ukończenie głównego wątku fabularnego zajęło mi ok. 4,5 godziny, a dodatkowe 50 minut poświęciłam na bonusowy rozdział z edycji kolekcjonerskiej, odblokowywany po zaliczeniu podstawowej historii. Taki wynik jest jak najbardziej zadowalający przy produkcji dla niedzielnych graczy, ale czy warto w ogóle poświęcać czas sprawie duchów z Poison Spring? Mimo że Paranomal State można łyknąć bez bólu, nic nie stracicie, odpuszczając sobie ów tytuł. Wasza znajomość gatunku HOPA na pewno nie stanie się przez to uboższa.


5 PLUSY:
sprzęt do wykrywania aktywności paranormalnej + ładnie i starannie wykonane lokacje + przyzwoity czas rozgrywki
MINUSY:
nudnawa i mało klimatyczna fabuła - okazjonalne problemy z precyzją kursora - niezbyt praktyczne mapy - bardzo ubogie animacje - mało emocji w angielskim dubbingu

Autorka: crouschynca

   

Komentarze


1323 #1 moomphas
dnia 29.07.2014 22:55
Dostałem za darmo i jak zacząłem grać, to stwierdziłem, że muszę zdobyć wszystkie achievementy. Bynajmniej nie dlatego, że ta gra była tak dobra. Po prostu achievementy uzależniają Grin Jak najbardziej zgadzam się z oceną.
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?