Grim Legends 1: The Forsaken Bride - recenzja

Dodane przez crouschynca dnia 06.04.2014 13:28

To miało być wspaniałe wesele, którego z niecierpliwością wypatrywali wszyscy mieszkańcy wioski Ravenbrook. Młoda para nie mogła doczekać się złożenia przysięgi małżeńskiej, podczas gdy goście liczyli na dobrą zabawę i picie bimbru do białego rana. Niestety, impreza została brutalnie przerwana zanim zdążyła się oficjalnie rozpocząć. Do Ravenbrook wpadł bowiem rozzłoszczony niedźwiedź, który nie omieszkał staranować w pocie czoła przygotowanych dekoracji. Na domiar złego, zabrał ze sobą trofeum w postaci panny młodej.

Choć ojcem uprowadzonej nie jest Liam Neeson, nie oznacza to, że brakuje innych chętnych do natychmiastowej odsieczy. Do takich osób należy bliźniacza siostra dziewczyny, czyli główna bohaterka gry pt. Grim Legends: The Forsaken Bride, której fabuła została osadzona w wyżej wspomnianej wiosce oraz jej okolicach. Wprawdzie kobieta wyrusza na poszukiwania razem z narzeczonym zaginionej, lecz zaistniałe po drodze komplikacje rozdzielają członków tej niewielkiej ekipy ratunkowej. Trudności nie załamują naszej protagonistki, która okazuje się dzielną i zdeterminowaną niewiastą. Na szczęście nie musi też wędrować w zupełnej samotności, gdyż towarzystwa dotrzymuje jej przeurocze kociątko. Przemierzając leśne ostępy, dziewczyna zagłębi się w świat czarów, klątw i legend. Ponadto owa podróż pozwoli jej doświadczyć nie tylko zjawisk o nadnaturalnym podłożu. Próby odnalezienia siostry zaowocują również odkryciem niezwykle istotnych tajemnic z przeszłości.

Grim Legends: The Forsaken Bride

W świecie baśni

Odpowiedzialnemu za Grim Legends studiu Artifex Mundi udało się opowiedzieć wciągającą historię, co nie dziwi zważywszy na poziom większości projektów krakowsko-zabrzańskiego zespołu. Tym razem deweloperzy zaserwowali odbiorcom stuprocentową baśń, w której czuć inspirację twórczością braci Grimm. Gatunkowa przynależność scenariusza usprawiedliwia sięgnięcie po popularne wątki, które zostały zresztą bardzo sprawnie poprowadzone. Mimo że można domyślić się przebiegu pewnych wydarzeń, fabuła zawiera kilka interesujących zwrotów akcji. Co najważniejsze, The Forsaken Bride urzeka swym baśniowym klimatem od pierwszej do ostatniej minuty. Mroczno-romantyczny nastrój buduje już samo intro, cofające nas 25 lat przed właściwą akcją gry. Widzimy wtedy na ekranie kobietę, która płacze nad przepaścią, nie zważając na szalejącą burzę. Wypowiedziane przez nią słowa wraz z paroma innymi detalami umiejętnie przygotowują na kolejne, nie mniej emocjonujące momenty.

Wyzwania magicznego uniwersum

Pod względem rozgrywki, losy bliźniaczek kontynuują obraną przez rodzimą ekipę drogę. Grim Legends stanowi zatem połączenie klasycznej przygodówki z elementami hidden object, które nie występują z taką częstotliwością jak w pierwszych tytułach studia. Tendencję do ograniczania liczby scen HO zauważyłam wcześniej w Nightmares from the Deep 2, a także w sequelu Enigmatis. Osobiście cieszy mnie konsekwencja twórców w coraz silniejszym akcentowaniu czysto przygodowych partii produkcji, tym bardziej że zostały one dobrze zrealizowane. Na fragmenty rodem z point and click składają się przede wszystkim inwentarzówki oraz łamigłówki, wśród których natkniemy się na przeróżne układanki, przyrządzanie magicznego proszku, a nawet… robienie makijażu. Co ciekawe, przyjdzie nam raz chwycić za kuszę, ale nie musimy mieć do tego certyfikatu strzelca wyborowego. Stopień skomplikowania napotkanych wyzwań waha się od prostego do umiarkowanego, przy czym odbiorcom nie grozi utknięcie na amen, a to za sprawą przycisku pominięcia danej zagadki.

Grim Legends: The Forsaken Bride

Pomimo zmniejszenia udziału scen HO, Artifex Mundi nie zrezygnowało z różnorodności w tej dziedzinie. Deweloperzy ponownie uraczyli graczy trzema rodzajami plansz. Jeden z nich to standardowe wypatrywanie przedmiotów, wymienionych w liście u dołu ekranu. Nazwy niektórych rekwizytów oznaczone są innym kolorem, a co za tym idzie – ich znalezienie wymaga dodatkowej czynności. Przykładowo kleks pojawi się na ekranie dopiero wtedy, gdy wyjmiemy pióro z kałamarza i chlapniemy atramentem na kartkę. Drugi typ obejmuje fragmentaryczne sceny HO, w trakcie których rozglądamy się za częściami potrzebnymi do złożenia danego obiektu w całość. Ostatni polega zaś na wyszukiwaniu przedmiotów i używaniu ich do zdobycia następnych szpargałów, co lekko przypomina zagadki ekwipunkowe z gier point and click. Rozłupany orzech nie będzie więc nam zbyt długo zalegał w kieszeni, ponieważ wymienimy się z wiewiórką na klucz, niezbędny do otwarcia schowka z kolejną rzeczą itd. Oprócz tego, wart odnotowania jest również fakt, iż klasyczne i fragmentaryczne plansze hidden object można zastąpić partyjką domino.

Coś dla kociarzy

Osobny akapit chciałabym poświęcić kociemu kompanowi, wspomnianemu przy okazji omawiania fabuły. Zwierzak pełni praktyczną funkcję pomocnika, którego wyślemy w niedostępne dla głównej bohaterki miejsca. Ponadto „zlecimy” mu zlikwidowanie pewnych przeszkód, np. odstraszenie gryzoni. Tego rodzaju wsparcie nie jest nowością w twórczości polskiego dewelopera. Ów pomysł wykorzystano już w grach Mroczne Arkana: Carnival oraz W Trybach Tajemnic: Panna Glass i Doktor Ink, gdzie do dyspozycji otrzymywaliśmy odpowiednio małpkę i mechanicznego ptaka. Chociaż towarzysze z tamtych produkcji generalnie nie wzbudzali zastrzeżeń, rudy kotek bije ich na głowę. Mały czworonóg jest wprost prześliczny i prezentuje się całkiem realistycznie, nawet jeśli tylko grzecznie siedzi w prawym dolnym rogu ekranu. Co więcej, pokuszono się o zagadkę opartą na popularnej kociej zabawie w łapanie światełka.

Grim Legends: The Forsaken Bride

Estetyczne przyjemności

Jeśli chodzi o wizualną stronę produkcji, Artifex Mundi tradycyjnie pieści oczy graczy pięknymi tłami, w których widać przywiązanie do najdrobniejszych szczegółów. W The Forsaken Bride postawiono na ciepłe, intensywne kolory, lecz mocne nasycenie barw w ogóle nie męczy wzroku. Wręcz przeciwnie, zastosowana kolorystyka ma w sobie coś fascynującego, sprawiając, że niejednokrotnie zatrzymywałam się w danej lokacji na dłużej i podziwiałam każdy centymetr planszy. Poza tym, żywe barwy wraz z widniejącą na niebie pełnią perfekcyjnie podkreślają nastrój niezwykłości, który spowija historię bliźniaczek. Wygląd postaci nie dorównuje urokliwym lokacjom, ale nie dostarczają powodów do większych utyskiwań. Mimo że czasami wkradają się nieco sztuczne animacje, odnoszę wrażenie, iż ów aspekt grafiki ulega stopniowej poprawie.

Jak wypadają głosy, którymi przemawiają bohaterowie Grim Legends? Nieźle, aczkolwiek nie uświadczymy tu wybitnych aktorskich kreacji. Zdecydowanie jaśniej od angielskiego dubbingu błyszczą pozostałe elementy udźwiękowienia. Realistyczne odgłosy otoczenia w stylu grzmotów czy pohukującej sowy pozwalają jeszcze silniej zanurzyć się w sugestywnym klimacie, podobnie jak skomponowane na potrzeby gry melodie. W moim osobistym odczuciu produkcja może poszczycić się najładniejszym soundtrackiem ze wszystkich tytułów autorstwa Artifex Mundi, które miałam okazję przetestować. Najbardziej do gustu przypadły mi utwory ze smutną wokalizą w tle oraz skoczny kawałek, przygrywający w wiosce przed atakiem niedźwiedzia.

Grim Legends: The Forsaken Bride

Ukończenie podstawowego wątku fabularnego zajęło mi około 4,5 godziny, co jest przyzwoitym wynikiem jak na casualową pozycję. Dodatkowe 50 minut zabrało mi z kolei przejście bonusowego rozdziału, który jest dostępny w edycji kolekcjonerskiej i rozgrywa się tuż po wydarzeniach z głównego scenariusza. Zadowalający czas rozgrywki wespół z szeregiem zalet produkcji dowodzi zatem, iż studio Artifex Mundi ponownie stanęło na wysokości zadania. Grim Legends: The Forsaken Bride to nastrojowa baśń, która spodoba się zarówno zwolennikom tego typu historii, jak i fanom niedzielnej rozrywki czy spragnionym odpoczynku od bardziej wymagających tytułów.


8 PLUSY:
wciągająca fabuła + baśniowy klimat + satysfakcjonująca rozgrywka + położenie nacisku na elementy point and click + rozkoszny kotek + przepiękne tła + klimatyczna ścieżka dźwiękowa
MINUSY:
animacje niekiedy szwankują - brak większych nowości

Autorka: crouschynca

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?