Broken Age, akt 1 - recenzja

Dodane przez Kami dnia 05.02.2014 12:35

Tim Schafer zapytał się graczy czy chcą przygodówki starej szkoły, przytaczając takie tytuły jak Grim Fandango, Monkey Island i Day of the Tentacle. Niemal dziewięćdziesiąt tysięcy ludzi chwycił sentyment i rzucili w studio Double Fine ponad 3,3 miliona dolarów. Gra odniosła komercyjny sukces jeszcze przed ukończeniem. Niemal dwa lata później, wielce oczekiwana produkcja w końcu trafiła do odbiorców (przynajmniej w połowie). Czy jest jak te wszystkie tytuły wspomniane wcześniej? Nie.

Broken Age, akt 1

Aczkolwiek biorąc pod uwagę, że Double Fine przyniosło fortunę już na początku, miło z ich strony, że to co ostatecznie wylądowało w naszych rękach jest całkiem dobre.

Zerwanie ze stereotypem

Broken Age przedstawia historię dwóch postaci. Vella jest mieszkanką Sugar Bunting, miasta specjalizującego się w wypiekach (szczególnie tych słodkich), które w regularnych odstępach czasu jest nawiedzane przez Lovecraftowego (choć nie naprawdę) potwora Mog Chothra. Mieszkańcy wzorem prawdziwych ofiar syndromu sztokholmskiego „bronią się” przed nim, składając mu ofiary z najbardziej utalentowanych dziewic obecnie dostępnych i nie pytajcie jak je wybierają. Wydaje się, że jedynie dziadek młodej Velli pamięta zamierzchłe czasy, w których po ulicach miasteczka przechadzali się dzieli wojownicy zamiast cukierników. Jak przystało na prawdziwą filozofię New Age (której można doświadczyć w grze całkiem sporo), nasza bohaterka bierze moc sprawczą w swoje ręce i postanawia zaszlachtować potwora. Jak? Z pewnością nie bagietką z kapelusza babci.

Broken Age, akt 1

Shay jest rówieśnikiem Velli uwięzionym na statku kosmicznym, którego nie powstydziłoby się Fisher Price. Komputer matka, który uważa się za jego prawdziwą matkę, traktuje go jak bobasa, który nic tylko wkłada sobie klocki do nosa. Już chyba czujecie, że jego wątek jest tym naprawdę zabawnym, a nie tylko starającym się wypaść dobrze, ale do tego powrócę jeszcze później. Shay jeździ na fejkowe misje, które mogłyby być fabułą jednego z odcinków Star Treka, gdyby nie fakt, że każda planeta jest zrobiona z pluszu lub słodyczy (do tego stopnia, że nie wiem jak chłopak ma jeszcze jakiekolwiek zęby… chociaż może to protezy, czort wie). Podstawowa reakcja każdego nastolatka na nadopiekuńczość rodziców – bunt i pakowanie się w kłopoty. Tak więc Shay buntuje się i pakuje w kłopoty.

Broken Age, akt 1 Broken Age, akt 1 Broken Age, akt 1

Mamy dziewczynę, która nie zgadza się na zostanie kolejną kobietą w lodówce i chłopaka, który jest bardzo zdeterminowany, aby nie słuchać się matki. Łamanie stereotypów to przeważnie bardzo dobra podstawa do świetnej fabuły.

Przeszłość, a teraźniejszość

Jak wyglądały przygodówki w złotych latach? Mieliśmy pieczołowicie stworzony świat, w którym osadzona była niesamowita historia, co chwilę przerywana przez kłody pod nogami zwane zagadkami. Czasami tak trudnymi, że miesiącami czekało się na solucje w jakimś czasopiśmie, bo była na to cierpliwość (i nie było innej możliwości). W międzyczasie próbowaliśmy „polizać” miotłę w kącie i „użyć” rybek w akwarium, bo może akurat coś zadziała. Pomiędzy lokacjami porozmieszczane były różnorodne i charakterystyczne postacie, z którymi przeprowadzało się godzinne, lecz całkiem zabawne dialogi, a coś takiego jak „akcja” praktycznie nie istniało albo trwało ekscytujące kilka sekund od właśnie rozwiązanej zagadki do trafienia na kolejną. Zbieraliśmy śmiecie z ulicy, a potem łączyliśmy je w inwentarzu i nagle posiadaliśmy międzyplanetarne radio, bo nie wymyślono jeszcze implementacji logiki przyczynowo skutkowej w grach. I wszyscy to kochali.

Broken Age, akt 1

A jak prezentują się popularne przygodówki teraz? Nacisk jest położony na kreację świata i fabułę. Zagadki jeśli w ogóle istnieją, są bardzo uproszczone, bo nikt już nie ma cierpliwości, nawet do przełączenia się na przeglądarkę, wpisania kilku słów i przeczytania akapitu solucji, co zabiera ok. minutę. Za kliknięcie na postać dostaje się osiągnięcie, bo to niesamowite, że gracz ma ochotę poświęcić trochę czasu na przeklikanie przez dialog. Plus nie ma już właściwie czegoś takiego jak „gra” na PC (na konsolach jest trochę inaczej, bo tam jeszcze używa się płyt). Teraz są części i epizody, a twoim obowiązkiem jest zapłacić pełną cenę za połowę lub ćwiartkę produktu bez jakiejkolwiek gwarancji, że dostaniesz resztę jeszcze w tym roku… albo w ogóle. I to normalne, że zastanawiasz się kiedy będzie ten pierwszy raz, gdy pójdziesz na grę do kina.

Broken Age, akt 1 Broken Age, akt 1 Broken Age, akt 1

Łatwo więc zrozumieć dlaczego „stara, dobra przygodówka” byłaby dzisiaj kompletną klapą. Wystarczy popatrzeć na definicję przygodówki Ragnara Tornquista. W 20061 była to eksploracja, fabuła, charakterystyczne postaci, dialogi i zagadki. W 20122 lista zmieniła się na możliwość poznania interpretacji przedmiotów przez bohatera (czyli opcja obejrzenia ich) oraz zdolność rozmowy z postaciami jak również interakcji z nimi i tyle.

Double Fine starało się zrobić grę, która wyglądałaby jak coś, co spełnia ich obietnice. Dlatego kursorem jest krzyżyk, który bardziej utrudnia rozgrywkę, niż ją ułatwia. Jest możliwość przełączania się pomiędzy postaciami, ale ich historie podczas rozgrywki są zupełnie od siebie oddzielone. Można by powiedzieć „ach, no ale jak utknę, to będzie można kontynuować grę z inną postacią”, tyle że zagadki są tak proste, że większość rozwiązuje się przez zwyczajną interakcję z otoczeniem.

Broken Age, akt 1

Nie ma możliwości szybkiego przełączania się pomiędzy obiektami z inwentarza, więc jeśli nie wiesz czego użyć to naciągniesz sobie palec. Przy czym ten okropny los cię nie spotka, jeśli nie będziesz zbytnio deliberować nad tym co robisz. Hardcorowym graczom polecam napisanie sobie na post-it „tak, to naprawdę jest takie proste” i przyklejenie do ramy monitora. To samo tyczy się UI. W chwili kiedy zboczyłam ze ścieżki i chciałam dokładniej obejrzeć lokacje, nagle okaże się, że w sumie nie widać co można obejrzeć, a czego nie.

Jest opcja manualnego zapisu gry, ale działa również autosave. No i przede wszystkim – gra jest podzielona na części. Wszystko to przez nieumiejętne rozdysponowanie 3,3 miliona dolarów przez Double Fine, ale kto w latach 90’ wydawał gry po kawałku?

Broken Age, akt 1 Broken Age, akt 1 Broken Age, akt 1

Ta gra nie ma nic wspólnego z obiecywanym powrotem do korzeni. Jest to dalej przygodówka, ale nacisk jest położony na fabułę i jej bezproblemowe poznawanie. Mamy inwentarz, a większość zagadek opiera się na dobrze znanym weź – przynieś – użyj i możemy rozmawiać z innymi postaciami. To jest w każdym calu przygodówka, ale nowego formatu. Cała ta gadka o przeszłości tylko utrudnia odbiór tego co naprawdę przed sobą mamy.

Dwie strony medalu

Można by pomyśleć, że jedyną różnicą pomiędzy częścią Velli, a Shaya będzie ich historia. W rzeczywistości jednak oba fragmenty wydają się stworzone przez dwa różne zespoły. Shay ma przed sobą dobrze określone zadanie, które posiada związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy tym co później robi. Vella natomiast ma swoje zadanie, które od początku wydaje się porwaniem z motyką na słońce, a jej rozwiązaniem jest plątanie się z miejsca na miejsce, licząc że odpowiedź na swoje kłopoty znajdzie gdzieś w magiczny sposób pod krzakiem za rogiem.

Broken Age, akt 1

To nie wszystko. Połowa Shaya jest bardziej nastawiona na akcję i wykonywanie czynności, podczas gdy Vella głównie skupia się na rozmowach z innymi, co tylko pogłębia wrażenie jej błądzenia po omacku. Poza tym, mimo że dziewczyna chce zabić kochane i poważane w społeczności stworzenie, nikt jej nie powstrzymuje.

Wspólne prysznice i kosmiczne chwasty

Broken Age jest grą 2D utrzymaną w stylistyce niedopracowanego obrazu. Nie ma tam mocnych kresek, jak w grach Daedalica. Mimo zupełnie różnych światów, obie części są spójne wizualnie, a charakterystyczna muzyka dobrze zlewa się z odwiedzanymi lokacjami.

Broken Age, akt 1

To jest gra, w którą po prostu miło się gra. Oba światy są urocze, a postaci w nienachalny sposób zachęcają do dalszej rozgrywki, która łącznie zajmuje 3 godziny. Chociaż nie obyło się bez kilku zgrzytów, jak to, że wątek Velli potrafi trochę nużyć przez zbytnią ilość dialogów. Jest też moment, w którym brak odpowiedniego nakierowania na to co należy zrobić, co w efekcie przysporzyło mi kilka nieudanych prób wyplenienia kosmicznych chwastów, co jak się okazało nie miało żadnego związku z moim prawdziwym celem. No i cóż… myślę, że nikomu by się krzywda nie stała, gdyby zagadki były jednak trochę trudniejsze, dzięki czemu można by je rzeczywiście rozwiązywać, a nie tylko przejść przypadkiem.

Humor to spory kawałek Broken Age, ale tylko wątek Shaya naprawdę rozbawia. W przypadku Velli wydaje się raczej niezręczną próbą bycia zabawnym. Właściwie nie ma się co dziwić, jeśli jej połowa jest w większości oparta na poznawaniu osobliwych postaci. Dużym plusem tej produkcji jest dubbing i chociaż Masasa Moyo (Vella) wypadła bardzo dobrze, to Elijah Wood w roli zblazowanego Shaya naprawdę zabłysnął. Chociaż może mi się tylko wydawać. Może to tylko to, że jego wątek jest po prostu lepiej skonstruowany… w każdym razie żałowałam, że nie było więcej scen pod prysznicem.

Broken Age, akt 1 Broken Age, akt 1 Broken Age, akt 1

Galeria >  

Gra kończy się naprawdę niesamowitym cliffhangerem i może dziwnie to zabrzmi, ale to chyba najlepsze urwane zakończenie z jakim się spotkałam. Pomimo iż krótka, gra oferuje poczucie całości, więc nie odejdziemy od komputera ze ssącym wrażeniem niedosytu. Broken Age może nie jest grą wybitną i pewnie nie zapamiętacie jej na całe życie. Jednak jest solidną, choć niewymagającą przygodówką, z którą spędzicie miłe kilka godzin. Polecam tak samo młodszym, jak i starszym.

1 - gamasutra.com
2 - eurogamer.net


7 PLUSY:
świetny wątek Shaya + czarująca stylistyka + humor sytuacyjny + dubbing + bardzo dobrze skonstruowany cliffhanger
MINUSY:
pozory przygodówki w starym stylu - tym trudniejsza, im więcej się myśli o tym co zrobić (zbyt prosta) - dość toporne UI - rozgardiasz w wątku Velli

Autorka: Kami

Na podstawie wersji Steam. Wszystkie screeny autorstwa własnego.

   

Komentarze


292 #1 Przemo
dnia 05.02.2014 18:50
Przeczytałem po raz drugi i poza ciekawie napisaną recenzją, z którą się całkowicie zgadzam, muszę pochwalić za trafną analizę współczesnej gry przygodowej. Ogólne omówienie różnic jak wyglądała przygodówka w latach 90'tych, a jak wygląda w chwili obecnej.

Recenzja w dobry sposób wyjaśnia dlaczego Broken Age nie jest klasyczną przygodówką, jeżeli nie liczyć kwestii technicznych.

Co do samej gry, to średnio interesował mnie ten projekt. Po przejściu nie żałuje jednak czasu spędzonego przy nim, a mi akurat wątek Vell podobał się bardziej, niż Shaya. Wink2 Zakończenie pierwszego aktu rzeczywiście intrygujące.
165 #2 Kami
dnia 05.02.2014 19:07
Dzięks. Smile2
a mi akurat wątek Vell podobał się bardziej, niż Shaya

Naprawdę? Dlaczego? Detektyw
292 #3 Przemo
dnia 05.02.2014 22:13
Być może to moja wrodzona niechęć do motywu science-fiction i gustowanie w bardziej fantastycznych tematach. :) Łażenie po kolejnych lokacjach statku sprawiało mi trochę nudy.
165 #4 Kami
dnia 06.02.2014 12:49
Pewnie masz na myśli zagadkę
Spoiler :: Pokaż
ze zmniejszaniem głowy

gdzie trzeba było trochę połazić, fakt. Jakiekolwiek masz jednak preferencje, wątek Velli odbywał się na zasadzie tego żartu z facetem modlącym się codziennie o wygraną na loterii, aż moce z góry odpowiadają mu żeby kupił w końcu los. Tyle, że w przypadku Velli - los leży na ulicy. Wink2
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?