Dracula 5: The Blood Legacy - recenzja

Dodane przez Toddziak dnia 02.01.2014 16:37

Boom na wampiry zdaje się być już za nami, lecz nie odstrasza to Koalabs od kontynuowania historii dzielnej Ellen, która nieustraszenie podróżuje po Europie i nie tylko, wpadając w coraz to większe tarapaty. Poprzednia część, czyli Dracula 4, nie zachwycała, jak mogliście zresztą poczytać w naszej recenzji, więc może chociaż piątka pokaże kły? Cóż... Plusem jest przynajmniej to, że Dracula nie łazi po słońcu, błyskając karatami na skórze. To już coś. Tak się pocieszam, płacząc rzewnie nad zmarnowanym potencjałem.

Dracula 5 to bezpośrednia kontynuacja poprzedniczki i chociaż na początku mamy krótkie streszczenie wydarzeń, to na dobrą sprawę nie ma większego sensu zabierać się za granie bez znajomości czwórki. Inaczej ciężko będzie się wam odnaleźć w fabule i przejąć losem bohaterów. Czy będziecie się nimi specjalnie przejmować po zagraniu, to już jednak zupełnie inna kwestia...

Ciąg dalszy nastąpił

Gra rozpoczyna się niemal w tym samym momencie, gdzie skończyła się poprzedniczka. Emocjonujące wydarzenia z zakończenia Draculi 4 okazują się być tylko snem (hip hip hurra dla scenarzysty). Tak czy siak, Ellen, nasza bohaterka, znajduje się w posiadaniu jednego z obrazów z kolekcji Vambery'ego, których poszukiwała w poprzedniej części. Przywozi go do Nowego Jorku w celu dokonania weryfikacji oraz, jak się okazuje, renowacji, gdyż poprzedni właściciel nabazgrał na płótnie smołą krzyż. Cóż, łatwo się domyśleć, iż nie oznacza się tak sielskich pejzaży z pasącymi się kucykami Pony. Śledztwo w sprawie obrazu sprawia, że Ellen wpada na trop mrocznej historii. Związana jest ona z Draculą *dramatyczny akord* oraz z jego bratem, który rzekomo nakłonił ukochaną żonę Vlada do samobójstwa *dramatyczne ziewnięcie*. Stąd już niedaleka droga do różnych konspiracji toczących współczesność, mrocznych kultów oraz sekretów, dla których źli ludzie nie zawahają się popełnić morderstwa, a nawet dwóch lub ewentualnie stu dwudziestu czterech.

Co tu dużo mówić, widziałam w grach gorsze fabuły, widziałam sporo lepszych. Ta część również jest bardzo krótka i przejście jej nie zajmuje dłużej niż trzy-cztery godziny. Przede wszystkim jednak brakuje jej ciekawego klimatu. W Draculę 5 gra się całkiem beznamiętnie. Zapomnijcie o ponurej i przygnębiającej atmosferze Draculi 3. To zupełnie nie ta klasa. Boli również kilka dennych zwrotów akcji, a interakcje między postaciami sprawiają, że jeżą się nam nawet i naczynia włosowate. Wątki pojawiają się, potem znikają i nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Zwłaszcza gracz, któremu zaczyna być w pewnym momencie wszystko jedno. Nie sądzę, by powstała kolejna część serii, a przynajmniej nie taka, co opowiada o przygodach Ellen, więc tym razem dostaliśmy chociaż zakończenie z prawdziwego zdarzenia, gdzie możemy nawet dokonać wyboru, decydując o losie naszej protagonistki. Nie zaciera to jednak wcale złego wrażenia, jakie pozostawia cała reszta. Na otarcie łez powiem, że przynajmniej tym razem spotykamy Draculę, który jest odpowiednio mroczny. Nazwa serii w końcu zobowiązuje.

Powtórka z rozgrywki

Dracula 5 mógłby spokojnie nazywać się „Dracula cztery-i-pół”, jako że pod względem mechaniki mamy do czynienia z dokładnie tą samą grą. Nie ma tu żadnych zmian w interfejsie ani w samej konstrukcji gameplayu. Pojawia się nawet jedna zrecyclingowana lokacja w Turcji, a także zagadka z teatrzykiem kukiełkowym, choć, oddając jej sprawiedliwość, nie jest przeniesiona kropka w kropkę z poprzedniczki. Podobnie jednak jak właśnie w czwórce, zagadki stanowią bodaj najmocniejszy punkt tej produkcji. Wciąż nie powalają trudnością, ale przynajmniej są na ogół dość ciekawie pomyślane. Inwentarzówki nie sprawiają żadnego problemu, ale przy kilku zagadkach logicznych, których jest naprawdę sporo, trzeba się lekko wysilić. Z drugiej jednak strony gdzieś w 3/4 gry natrafiłam na buga, przez którego już myślałam, że czeka mnie granie od nowa. Na szczęście problem udało się jakoś rozwiązać. Gdyby nie to, ocena poleciałaby w dół z siłą komety niszczącej dinozaury.

Po raz kolejny również zmagamy się z chorobą Ellen i koniecznością dokarmiania jej tabletkami, i po raz kolejny nie ma to zbyt wiele sensu. Ot bajer, by wydłużyć nieco grę, no bo po co tworzyć nowe lokacje czy wyzwania, pffft.

Zmianom nie uległa również grafika. Jeśli odrzuciła cię w poprzedniej części, tutaj raczej nie ujrzysz nic, co pozwoli ci zmienić zdanie. Najgorzej z całej menażerii wypada Adam, którego wygląd wywołuje u mnie odruch wymiotny, gdyż dysponuje on wdziękiem i ekspresją Kena. Niektóre lokacje na szczęście nieco nadrabiają liczbą detali, lecz nigdy grafika nie wybija się ponad przeciętność. Muzyka raczej też nie wyróżnia się ani na plus, ani na minus. Jest sobie po prostu i tyle. Całkiem nieźle wypada za to voice-acting, szczególnie Ellen. Przynajmniej słychać, że aktorka się stara, a nie robi łaskę, że wpadła do studia.

Ocena mówi sama za siebie. Ani Dracula 4, ani Dracula 5, nie są dobrymi grami. Zacznijmy od tego, że nie powinny być w ogóle podzielone na dwie części. Może gdyby twórcy połączyli je w jedno i skupili się bardziej na fabule, mógłby z tego wyjść ciekawy projekt. Niestety, nie tym razem. Zagrać można, ale po co? Lepiej odświeżyć sobie „trójkę”.


3 PLUSY:
Niezłe zagadki + Voice-acting daje radę
MINUSY:
Absolutny brak klimatu - Nudna fabuła, która się rozłazi - Słaba grafika i animacja - Autosave w miejsce tradycyjnych zapisów gry - Brak podpowiedzi dla casuali - Mechanizm z chorobą Ellen, który nic nie wnosi - Bugi uprzykrzające życie

Autorka: Toddziak

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?