The Raven - Legacy of a Master Thief: A Murder of Ravens - recenzja

Dodane przez Kami dnia 13.10.2013 12:02

Po uroczym początku i słabym środku przyszedł czas na ostatni epizod The Raven. Znamy już tożsamość złodzieja, jedyne co nam teraz zostaje to dokończenie wątków z drugiej strony, aby zobaczyć jak doszło do wypadków na statku i w muzeum.

The Raven - Legacy of a Master Thief: A Murder of Ravens

Tak jak poprzednia część, tak i trzecia nie zajmie nikomu dużo czasu. 3 godziny, maksymalnie 4, dlatego po raz drugi przyjdzie nam się zastanowić dlaczego środkowa część została wypuszczona jako osobny epizod, skoro pierwszy zajmował dwa razy tyle czasu.

Po co te zagadki

Na początku przejmiemy sterowanie nad trzecią grywalną postacią, która – trzeba przyznać – była dla mnie zaskoczeniem. Tym większym, że poznając ową postać na nowo, prezentuje zupełnie inne oblicze, niż to przedstawione w pierwszej odsłonie. Wszystko byłoby jednak ok, gdyby nie fakt, iż rozwiązywana przez nas na początku zagadka (skądinąd bardzo przyjemna) okazała się niemożliwa do dokończenia. Całe nasze poszukiwanie na nic.

The Raven - Legacy of a Master Thief: A Murder of Ravens

Z kolei po następnej zmianie postaci, ostatecznie zostajemy teleportowani czarnym ekranem do kolejnych wydarzeń. Tak więc gra zmusza nas do rozwiązywania zagadki, odpowiedzi do której nigdy nie użyjemy, aby następnie przenieść nas dalej przez bardziej istotny wątek. Kolejny epizod, w którym zagadki są dodane na siłę i stanowią tylko kłody pod nogami przed poznaniem dalszej fabuły.

Światełko w tunelu

Jest jednak kilka elementów, dzięki którym zakończenie opowieści jest lepsze od nieudanego środka. W końcu dzieje się to, co powinno przy przejmowaniu steru z drugiej strony, czyli lepsze poznawanie pozostałych postaci. Jak to mówią, wszystko zależy od perspektywy i miło było zobaczyć, że autorzy poświęcili temu aspektowi trochę uwagi.

The Raven - Legacy of a Master Thief: A Murder of Ravens The Raven - Legacy of a Master Thief: A Murder of Ravens The Raven - Legacy of a Master Thief: A Murder of Ravens

Zobaczymy też w końcu nowe wydarzenia, które nie wydadzą nam się odhaczaną listą niewyjaśnionych elementów, co miało miejsce poprzednio. Dodatkowo mamy możliwość zabawy ze zwierzakiem. Chyba żadna gra, która ma podobny element nie może być do końca zła.

Mantra kruka

Niestety kolejny raz przyjdzie podać w wątpliwość stopień dopracowania gry. Powtarzam to już jak zdarta płyta, ale naprawdę nie rozumiem tak wygórowanej ceny produkcji, ani tłumaczeń o możliwości lepszego dokończenia reszty przez wypuszczanie gry w epizodach.

Przykładowo w pierwszej połowie, postać miała spore problemy z podchodzeniem do innych bohaterów i przedmiotów. Jeden czy dwa piruety nie byłyby takie złe, ale nie w takiej ilości. Chociaż może powinnam się cieszyć, że po dłuższym czasie moja primabalerina w końcu teleportowała się we właściwe miejsce, a nie zatrzymywała się już na stałe.

The Raven - Legacy of a Master Thief: A Murder of Ravens

Nie zabrakło też odrobiny absurdu. W muzeum nasza postać zauważając lady Westmacott, stwierdzi że lepiej będzie trzymać się od niej z daleka ze względu na jej niezaprzeczalną bystrość. Tyle, że sama lady siedzi w zupełnie innym miejscu, ponieważ hotspot jest zaczepiony przy jej pustym wózku stojącym trochę dalej. Mało tego, wracając nasza postać zwyczajnie przejdzie przez uroczą staruszkę. Bliżej już się chyba nie da.

EndGame

Ostatecznie jednak trzeba zadać jedno pytanie – skoro w połowie gry poznajemy głównego sprawcę, to właściwie jaki cel ma dalsza rozgrywka? Nie mogę odeprzeć wrażenia, że większość wydarzeń z drugiego i trzeciego epizodu mogła być zmieszczona do jednej cut-scenki na koniec.

The Raven - Legacy of a Master Thief: A Murder of Ravens The Raven - Legacy of a Master Thief: A Murder of Ravens The Raven - Legacy of a Master Thief: A Murder of Ravens

Każdy kolejny epizod nieustannie goni pierwszy, najlepszy i ciągle legnie z kretesem. Niestety pozostałe prowadzone postaci nie dorównują charyzmatycznemu Zellnerowi, a koniec… koniec jest łatwym wyjściem z zagmatwanej historii i tanim wytłumaczeniem wszystkich wydarzeń. Twórcy nawet nie osłodzą nam napisów końcowych odrobiną muzyki, która jest jednym z najlepszych elementów całej gry. Powinnam też wspomnieć, że fani serialu Sherlock dostrzegą pewien znajomy motyw. King ART Games czerpał „inspiracje” nie tylko z A. Christie.

The Raven - Legacy of a Master Thief można opisać dwoma słowami – zmarnowany potencjał.


5 PLUSY:
poznawanie postaci z innej perspektywy + oprawa wizualno-muzyczna znana z poprzednich epizodów
MINUSY:
krótka - niesatysfakcjonujące zagadki - za droga - problemy techniczne - zakończenie... meh

Autorka: Kami

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?