Gilbert Goodmate: Fangoryjskie Dziwy - recenzja

Dodane przez drozda dnia 11.04.2006 21:25

W poprzednim numerze w GameWalker poddany testowi wytrzymałości został m.in. Gilbert Goodmate, gra raczej kiepsko oceniania przez brać redaktorską (przeze mnie również. ;) Ja także opisałem, że jest to gra raczej niewarta większej uwagi i aby nie być gołosłownym, w tym artykule postaram się wykazać wszystkie wady (zalety również ;) tego tytułu. Więc zaczynamy.

Jak przystało na porządną recenzję zaczniemy od fabuły. Dawno, dawno temu, niedaleko miasteczka Fungoria mieszkał zły czarownik noszący miano Karn. Jak piszą autorzy był on strasznie zły i pragnął władzy nad całym światem. Jak zawsze w takich historiach był on dopiero w trakcie spełniania swoich marzeń. Oczywiście wszyscy uwzięli się na tego biedaczka i za wszelką cenę chcieli go zniszczyć. W tym celu całe zastępy bohaterów ruszały w kierunku jego wieży. Nikomu jednak nie udało się zakończyć żywota czarownika. Działo się tak do czasu, gdy pewien młodzian, z braku innych opcji, został wysłany przeciw złemu. Miał on na imię Marvin. I znowu jak zwykle w tego typu opowieściach udało mu się pokonać czarownika, tyle że za pomocą, i tu uwaga: grzyba. No nie wiem jak wam, ale mi to trochę dziwnie pachnie, muchomor to był czy co? A może grzyb stalowy? Bo taki potężny czarownik nie powinien raczej paść po uderzeniu takim (raczej miękkim) przedmiotem, no chyba że z szoku :). Ale przemilczmy to dziwne rozwiązanie, bo najwyraźniej twórcy uznali je za zabawne (ja nie ;). Od tego czasu grzyb stał się obiektem kultu i co roku wybierano nowego opiekuna grzyba. W tym miejscu znowu wchodzi zdrowy rozsądek (wiem to gra bajkowa, ale czemu nie?) i pyta: ile taki grzyb może przeżyć, dwa, trzy miesiące? Może pół roku i zgnije. A tu? Ten sam grzyb stojący na dworze trwa przez wiele pokoleń i przeżywa kolejnych opiekunów. Ale wróćmy do historii, grzyb miał wielu opiekunów, aż w końcu został nim dziadek głównego bohatera Gilberta, Abraham Goodmate. Niestety w czasie, gdy on pilnował grzyba, tajemnicza postać ukradła go. W ten sposób dziadek Gilberta został oskarżony o niedopilnowanie obowiązków i wsadzony do więzienia. Grozi mu nawet kara śmierci (kolejna paranoja). Aby nie dopuścić do śmierci dziadka główny bohater gry, Gilbert Goodmate postanawia znaleźć złodzieja, tym samym oczyszczając z zarzutów swego dziadka. W tym momencie przejmujemy kontrolę nad grą.

Wypada wspomnieć, że Gilbert Goodmate to gra przygodowa wzorcowana najwyraźniej na dawnych produktach Sierry. Jest to typowa gra typu point&click, czyli klasyka gatunku. Tyle, że w tej produkcji całość nie przedstawia się tak ciekawie jak w dawnych produktach Sierry.

Jako, że mamy już za sobą opis fabuły możemy przejść dalej. Teraz weźmiemy w obroty grafikę. Nie wygląda ona źle, tła są nawet ładne. Ręcznie rysowana grafika może się podobać. Lokacje są raczej przemyślane, ogólnie grafika nie jest za szczegółowa, ale trzyma poziom. Jednak w porównaniu do tytułów, które ukazują się aktualnie (np. Syberia II), ta gra odpada jeszcze przed startem, choć wiadomo że gra ta ukazała się już jakiś czas temu. Brak oprawie również klimatu, czyli tego „czegoś” co można wyczuć w niektórych przygodówkach (np. Broken Sword, Monkey Island, Runaway). Animacji postaci również nie mogę pochwalić. Już w tytułach, które ukazywały się kilka lat temu, była ona lepiej zrealizowana niż w Gilbert Goodmate. Nasz bohater porusza się tak jakby za chwilę miał się przewrócić. Do tego wygląda raczej kiepsko, pasuje tutaj wypowiedź Arlin, która określiła go mianem „zniewieściałego”. Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami, odnóżami, płetwami itp. itd., gdyż chyba naprawdę brakuje mu porządnego chło... tzn porządnej kobiety ;).

Jako że opisałem już grafikę to pora wspomnieć co nieco o oprawie dźwiękowej. Najpierw parę słów o muzyce. Wbrew moim oczekiwaniom nie jest taka zła, nawet nie zwraca się na nią większej uwagi, co można zaliczyć niewątpliwie do plusów. Również w sprawie dźwięków nie ma się czego czepić, bo po prostu są normalne i nie odpychają. Jak już wspomniałem o postaci Gilberta, to trzeba wspomnieć, że spotkamy podczas gry wiele różnych osób. Będą to postacie zamieszkujące miasto, jego okolice oraz inne miejsca, na które natkniemy się podczas podróży. Wśród tych postaci ciężko jest znaleźć kogoś, kogo można by określić mianem całkowicie normalnego. To znaczy, że większość z napotykanych osób to niezwykłe indywidualności. Najczęściej są to postacie ze swego rodzaju manią, np. Pete Fedurski wyposażony w ogromną armatę, który nieustannie wypatruje z wieży wrogo nastawionych Wikingów, mimo że już 50 lat temu podpisany został z nimi traktat pokojowy. Z każdą napotkaną postacią możemy porozmawiać, ale choć normalnie rozmowy w przygodówkach to czysta przyjemność, w Gilbert Goodmate jest inaczej. Dialogi są strasznie długie, wielkość na dodatek nie pokrywa się z jakością i czuje się, że pisane były na siłę. Autorzy starali się stworzyć dialogi śmieszne, jednakże często natykałem się na żarty, które mnie nie śmieszyły, a nawet były żenujące, co powodowało bardzo intensywne naciskanie klawisza Esc. Nie twierdzę, że żarty w Gilbert Goodmate są kompletnie głupie, ale po prostu nie zawsze mnie bawiły...

O poziomie przygodówki niewątpliwie wiele mówią również stawiane przed graczem zadania umysłowe, czyli po prostu zagadki. W Gilbert Goodmate niestety są one, podobnie jak dialogi, niedopracowane. Wg mnie idealne zagadki powinny być logiczne, a do tego nie powinny być za trudne, aby nie zniechęcać. W Gilbert Goodmate są one dalekie od ideału. Po pierwsze brak im logiki, już pierwsze zadanie jest trochę dziwne, gdyż wymaga nie tyle myślenia, co dobrych oczu i przeszukiwania lokacji metodą skanowania :). W ogóle sama idea klejenia korby jest odrobinę dziwna i raczej w życiu bym jej nie polecał. Często napotkamy również na sytuacje, w których wymagane jest od nas kilkakrotne powtarzanie tych samych czynności (np. gdy pierwszy raz wchodzimy do laboratorium Eltona). To również nie świadczy o inicjatywie i pomysłowości twórców. A przecież wystarczy trochę chęci, aby zagadki były ciekawe i wciągające.

Interfejs gry również nie zachwyca, już początkowe menu jest odpychające. Mój młodszy brat określił je mianem „rozbabranego radia”. Kompletnie brak mu klimatu, mechaniczne elementy zupełnie nie pasują do przygodówki rozgrywającej się raczej w bajkowym otoczeniu. Sterowanie, które odbywa się za pomocą myszki, również zostało niepotrzebnie skomplikowane. Gdy chcemy cokolwiek zrobić, np. z kimś porozmawiać, rozwija się menu w kształcie grzyba, które niestety nie jest za bardzo przejrzyste. Łatwo o pomyłkę gdy wybiera się czynność za jego pomocą. Na szczęście można się do tego rozwiązania przyzwyczaić, co nie znaczy, że jest ono wygodne. Warto wspomnieć, że grę można w dowolnym momencie zapisać bądź wczytać (choć menu niczego nam nie ułatwia).

Chciałbym również wspomnieć, że gra została całkowicie spolszczona, tzn. że uległy mu nie tylko napisy (których jest możliwość wyświetlania), ale również głosy. Niestety także tutaj sprawa nie wygląda różowo. O ile do części pisemnej nie mam zastrzeżeń, to już część mówiona naprawdę mnie zawiodła. Słychać, że aktorzy, którzy podkładają głosy starają się, choć nie zawsze im to wychodzi. Ale najgorzej podłożony został wg mnie głos Gilberta, którego aktor na siłę starał się być zabawny. Do tego ten głosik jest taki... hmm „zniewieściały”, używając ponownie określenia redakcyjnej koleżanki. Na okładce polskiej wersji Gilberta odnaleźć można m.in. takie zdania: „polski dubbing w stylu SHREKA!”, „niesamowity humor i wyrafinowany dowcip”, „ekscytujące zagadki”, „wspaniały podkład muzyczny”, na co ja lepiej pomilczę, bo komentarz jaki wylęgł się w moim umyśle niegodny jest druku.

Podsumowując, Gilbert Goodmate to gra, która nie warta jest nawet tych parunastu złociszy, które teraz kosztuje. Jest to wg mnie produkt niedopracowany i mimo paru zalet, jako całość jest grą, której nie poleciłbym nawet wygłodzonemu fanowi przygodówek, gdyż za łatwo można się nią zirytować.

P.S. pewnie zwróciliście uwagę na zbieżność wymagań polskiej wersji językowej z innymi rozpowszechnianymi wersjami. Poniższe dane zaczerpnąłem z oryginalnego polskiego opakowania polskiej wersji oraz z strony producenta. Czyżby spolszczenie podwyższyło wymagania gry? Ciekawe, nie?

4 PLUSY:
znośna grafika + nieprzeszkadzająca muzyka + dźwięki
MINUSY:
fabuła - zagadki - dialogi - animacja postaci - kiepski humor - menu - polski głos Gilberta - brak tego "czegoś"

autor: drozda

AZ44
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?