Dark Arcana: The Carnival - recenzja

Dodane przez Toddziak dnia 18.10.2012 22:26

recenzja Dark Arcana: The Carnival

Nasze rodzime studio Artifex Mundi powoli zyskuje światową renomę... i nic dziwnego, bo jego poprzednie casualowe produkcje z gatunku hidden object (czy jak same woli mówić - z gatunku Hidden Object Puzzle Adventure) stały na naprawdę wysokim poziomie, zaskarbiając sobie sympatię zarówno graczy, jak i recenzentów. Do sprzedaży parę dni temu trafiła kolejna gra developera - Dark Arcana: The Carnival, która łączy w sobie bieganie po wesołym miasteczku z wątkami paranormalnymi oraz eksploracją świata po drugiej stronie lustra. Dosłownie. Pragnę z przyjemnością donieść, że trend jakościowy studia w przypadku Dark Arcana: The Carnival zdołał się utrzymać i po raz kolejny mamy do czynienia z udaną i ciekawą grą. W grze wcielamy się w panią detektyw, która zostaje wezwana do pewnego lunaparku, aby odnaleźć zaginioną matkę małej dziewczynki. Dość szybko okazuje się, że kobieta została porwana, a zbrodnia ta ma związek z tragedią, która wydarzyła się wiele lat temu na festynie, a mianowicie ze śmiercią asystentki obecnego właściciela wesołego miasteczka. Ktoś najwyraźniej próbuje przywrócić ją do życia używając mrocznego rytuału...
Po takiej ekspozycji me usta wykrzywił złośliwy uśmieszek sugerujący, że podobną fabułę widziałam setki razy (na myśl przychodzi chociażby „Dracula” Coppoli) i po dziesięciu minutach w grze już wiem jak całość się skończy. Otóż jednak nie, przyszło mi odszczekać swoją butę. Byłam naprawdę miło zaskoczona, gdy okazało się, że historia wcale nie jest tak banalna i przewidywalna, jak się z początku wydawało. Bardzo ciekawym i dającym duże pole do popisu pomysłem jest tutaj alternatywna wersja wesołego miasteczka, do której dostajemy się przechodząc przez specjalne lustro. Fani serii Silent Hill wiedzą, o co chodzi, a dla pozostałych w skrócie: jest to wypaczona wersja rzeczywistości, w której dominuje brud, rozkład i makabra. Oczywiście nie spotkamy tutaj schiz podobnego kalibru, co w Cichym Wzgórzu, ale i tak klimacik jest bardzo przyjemny i jak znalazł nada się na Halloween. Wypatrywanie i kartowanie Ukończenie Dark Arcana: The Carnival zabierze nam z życiorysu około trzech godzin plus jeszcze jakieś czterdzieści pięć minut, które poświęcimy na dodatkowy rozdział po zakończeniu głównego wątku. Przez ten czas, jakkolwiek niezbyt długi, na pewno nie będziemy narzekać na nudę, gdyż produkcja ta jest wypełniona rozrywką po brzegi. Zacznijmy może od najważniejszej cechy gatunku, czyli poszukiwania wskazanych przedmiotów z listy, pośród sterty różnorakiego śmiecia. Element ten został wykonany wzorowo i wszyscy miłośnicy spostrzegawczości będą mieli co robić. Sam bystry wzrok jednak nie wystarczy, przyda się tu również odrobina pomyślunku. Dostęp do niektórych przedmiotów wymaga bowiem pewnych operacji na planszy. Na przykład gra każe nam zdobyć wypastowane buty, chociaż na obrazku znajdują się jedynie całkiem zwykle lakierki. Co wtedy? Bierzemy szczotkę, pastę i pastujemy je, aby spełnić wymóg! Albo bierzemy nóż i wycinamy w dynii buźkę, by zdobyć ozdobę na Halloween. Miło zobaczyć takie urozmaicenia.
Jeśli jednak nie mamy ochoty wytężać wzroku, wcale nie musimy tego robić. W każdej chwili możemy przełączyć się na wyzwanie alternatywne, czyli Monaco. Ta minigra polega na zbieraniu kart z takimi samymi obrazkami sąsiadujących ze sobą pionowo, poziomo albo ukośnie. Karty z kolorową obwódką odblokowują „moce” (np. wymianę rzędu kart), a zebranie obrazka na kolorowym tle usuwa jeden obiekt z listy do odnalezienia na planszy. Nasze wysiłki czy to przy kartach, czy przy szukaniu obiektów zostają wynagrodzone specjalnym przedmiotem, który przyda nam się w dalszej części gry. Mechanizm ten przypomina bardziej tradycyjne gry przygodowe, gdzie w odpowiednim miejscu należy użyć zebranych rzeczy, aby popchnąć akcję do przodu (np. otworzyć drzwi kluczem). W Dark Arcana: The Carnival jest to jednak zazwyczaj jedynie wstęp do jednej z kolejnych minigierek. Są one bardzo różnorodne i kreatywne, co stanowi jedną z największych zalet gry. Znajdziemy tutaj puzzle, łamigłówki i całe mnóstwo różnych przekładajek. Nie są one trudne, ale rozwiązanie ich mimo wszystko daje sporą satysfakcję.
To jednak nie koniec atrakcji, jakie The Carnival ma do zaoferowania. W pewnym momencie dostajemy w swe ręce tresowaną małpkę. Nie jest ona jednak tylko maskotką do towarzystwa, o nie. Bywa całkiem przydatna. Kiedy nie możemy gdzieś dosięgnąć, warto wtedy wysłać zwierzaka z misją przyniesienia niedostępnego nam przedmiotu. Małpka zawsze zaczyna wydawać charakterystyczne dźwięki, gdy w pobliżu jest dla niej coś do roboty, więc niczego nie przegapimy. Wspomnieć można jeszcze o dość bogatym dzienniku, w którym znajdują się notatki na temat śledztwa sporządzone przez naszą bohaterkę oraz obecne cele do zrealizowania. W ogarnięciu wszystkiego, co dzieje się na terenie obu wesołych miasteczek, pomaga nam mapa. Szkoda tylko, że nie ma tu opcji szybkiej podróży. Latanie z jednego końca obszaru na drugi bywa dość nużące. Na mapie zostają też odpowiednio zaznaczone miejsca, gdzie wciąż pozostało nam coś do zrobienia. Oczywiście, jeśli gramy na odpowiednim poziomie trudności. Mamy tutaj trzy do wyboru, które różnią się ilością podpowiedzi jakie otrzymamy w grze. Na najłatwiejszym poziomie gra przechodzi się niemal sama i nawet nasza małpka-pomocnica nie napotkałaby żadnych problemów na swojej drodze.
Cukierek dla oka Oprawa graficzna, jak zawsze u Artifex Mundi, jest naprawdę śliczna. Tła są bogate w detale, barwne i generalnie przyjemne dla oka. Dwie odrębne płaszczyzny, które przyjdzie nam zwiedzać, różnią się stylistyką oraz kolorami. W świecie rzeczywistym atakują nas neony i przepych wesołego miasteczka, natomiast w świecie koszmarów dominuje zielonkawa paleta barw, a wszędzie walają się szkielety, budynki są w stanie rozkładu i tak dalej. Nieco gorzej wypadają cut-scenki, które rażą sztucznością i sztywną animacją. Za voice-acting nikt Oscara także nie dostanie, ale generalnie daje radę. Muzyka jest w porządku, brzmi trochę jak cyrkowe melodie wygrywane przez Upiora z opery, co daje ciekawy, lekko (nomen omen) upiorny efekt. Za sprawą Dark Arcana: The Carnival studio Artifex Mundi po raz kolejny udowodniło, że w produkcji sympatycznych i wciągających casualowych gier nie mają sobie równych. To idealny tytuł, by miło i niezobowiązująco spędzić parę godzin. Jeśli szukacie dla siebie prezentu na Halloween (bo każda okazja jest dobra, by kupić sobie coś fajnego), to warto zainwestować w tę grę.
plusy
minusy
ocena
+ Wciągająca fabuła, lepsza niż się z początku wydaje
+ Zatrzęsienie udanych minigierek
+ Bardzo ładna grafika
- Brak opcji szybkiej podróży
-Sztywność i sztuczna animacja cut-scenek
8
autorka: Toddziak
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?