The Legend of Beowulf - recenzja

Dodane przez Evillady dnia 09.10.2012 01:03

Humor. Tym ta gra stoi, na tym się opiera, to jest jej główną zaletą i czymś, co ma przyciągnąć fanów przygodówek do monitorów. Zatem, jeśli jesteś zwolennikiem rozwiązywania mrocznych spraw o morderstwo, zawiesistego klimatu, skomplikowanych łamigłówek i poważnej fabuły poruszającej ważkie problemy, to zdecydowanie nie jest gra dla Ciebie. Jeśli jednak po całym dniu w szkole, na uczelni czy w pracy nie masz siły na poważniejsze łamanie głowy i szukasz tylko przyjemnej gierki na 2-3 godziny, która pozwoli Ci się trochę pośmiać i zapomnieć o problemach codzienności, powinieneś sięgnąć po The Legend of Beowulf.

Dawno, dawno temu był sobie wiking...

Zaczyna się niewinnie. Ot kolejny dzień w Twojej wiosce, który spędzasz obijając się od ściany do ściany w swojej chacie i dłubiąc w nosie. Cisza, spokój, sielanka, nic się nie dzieje i nie ma zapotrzebowania na bohaterów. Jednym słowem nuda Panie jak u babci na wsi. Aż tu nagle pierzastą pocztą lotniczą otrzymujesz wiadomość. Potwór napadł sąsiednią wioskę i zagroził Twojej ukochanej przyprawiając ją o spazmy. Jak każdy mężczyzna nie możesz znieść widoku płaczącej kobiety (spuchnięta i zasmarkana, jakoś tak dramatycznie traci na uroku) więc dziarsko wkładasz na głowę swój rogaty hełm i ruszasz z odsieczą.

Strzelając śmiechem

Tak mniej więcej zaczyna się fabuła The Legend of Beowulf przygodówki luźno opartej na bardzo popularnym staro angielskim poemacie. Niektórzy z czytelników mogą kojarzyć film amerykański z 2007 roku, albo towarzyszącą mu grę akcji wydaną przez Ubi w tym samym roku, również oparte na tej historii. Jakkolwiek spośród tych trzech, to właśnie recenzowana przygodówka jest najdalsza od oryginału. Zarówno, jeśli chodzi o treść opowiadanej historii jak i klimat całości. I trzeba przyznać, że było to chyba najlepsze rozwiązanie, jakie twórcy gry mogli przyjąć. Produkcja trąci budżetowością na odległość i wcale nie stara się tego ukryć. A zatem rozmaite żarty, gagi, częste odniesienia do pop kultury oraz innych produkcji, a przy tym bezustanne mruganie okiem do gracza są tu na porządku dziennym. I dobrze. Dzięki temu grze wiele się wybacza w tym liczne niedoróbki techniczne i rozwiązania jasno wskazujące na to, że autorom zwyczajnie zabrakło kasy na stworzenie pełnoprawnej gry.

Prosto nie znaczy źle

A wspomnianych niedoróbek i rozwiązań zastosowanych tylko dlatego, że są tanie, jest w tej grze mrowie. Autorzy niestety szarpnęli się na 3D, co przy braku funduszy zaskutkowało przenikającymi się teksturami, słabym modelowaniem postaci, niewłaściwym wykrywaniem kolizji i innymi tego rodzaju błędami. Jednocześnie jednak nawet w tym elemencie twórcy nie przestają się śmiać sami z siebie. Nie od dziś wiadomo, że każda szanująca się produkcja AAA, albo taka z aspiracjami powinna nie tylko być wykonana w pełnym 3D, ale i koniecznie mieć cykl dobowy oraz zmienne warunki pogodowe. Zatem i w naszej przygodówce tych elementów nie mogło zabraknąć. Z tą różnicą, że dzień przechodzi w noc, a słoneczna pogoda w pochmurne niebo z niebywałą prędkością. W efekcie czasem zanim zdążymy przejść z jednego końca planszy na drugi, zaliczymy po drodze przynajmniej ze cztery wschody słońca, jedno rozgwieżdżone niebo i ze dwa stany zachmurzenia. Co poza oczywistym walorem humorystycznym ma jeszcze tę zaletę, że każdej porze dnia towarzyszy inna ścieżka dźwiękowa. A to z kolei sprawia, że mimo iż nie jest ona zbyt zróżnicowana, to nie nuży.

W sferze dialogowej twórcy przyjęli sprawdzone rozwiązanie znane choćby z Machinarium. A zatem postaci nie posługują się, żadnym konkretnym językiem, nie brniemy przez setki linii dialogowych, ani nie dokonujemy skomplikowanych wyborów wpływających na dalszy tok fabuły. Zamiast tego obserwujemy komiksowe dymki na ekranie, które w uproszczony sposób przedstawiają nam przebieg wydarzeń, problemy postaci, które napotykamy na swojej drodze oraz kolejno stawiane przed nami zadania. Rozwiązanie to jest dość czytelne, choć jest kilka sytuacji, w których potencjalnie może sprawić problem.

Klikanie na czas

Dla mnie na przykład nie zawsze do końca czytelne było przedstawienie w ten sposób zasad występujących w grze zadań zręcznościowych. A tych jest całkiem sporo. W efekcie kilka razy zdarzyło się, że po obejrzeniu obrazka przedstawiającego zasady, który pojawiał się na ekranie na kilka sekund, nie do końca wiedziałam, co tak naprawdę mam robić. Co skutkowało rzecz jasna porażką. Na szczęście zręcznościówki są w zasadzie dosyć proste, a dodatkowo przegrana nie skutkuje końcem gry, a jedynie cofnięciem do początku etapu.

Poza zadaniami zręcznościowymi nie zetkniemy się w tej grze ani z łamigłówkami logicznymi, ani z puzzlami, ani z szaradami słownymi. Do dyspozycji będziemy mieć tylko klasyczne zadania pokroju pomóż komuś rozwiązać problem, znajdź dany przedmiot, przynieś, wynieś, zrób coś za coś itp. Przy czym z uwagi na przyjętą konwencję gry czyli śmiejemy się ze wszystkiego, będziemy zmuszeni do stosowania wariackich przedmiotów w jeszcze bardziej wariacki sposób.

I żyli długo i szczęśliwie

Jak na grę praktycznie pozbawioną intro i outro, opierającą się na prostych rozwiązaniach i nie wnoszącą do gatunku nic nowego The Legend of Beowulf ma do zaoferowania bezpretensjonalną rozgrywkę pozwalającą spędzić kilka miłych chwil przed monitorem. A to w czasach wielkich tytułów, napompowanych jeszcze większymi budżetami i karmiących graczy śmiertelnie poważną w założeniach rozgrywką, jest całkiem miłą odmianą.

6 PLUSY:
humor + odpręża + brak hollywoodzkiego zadęcia
MINUSY:
wszechobecna budżetowość - chwilami nieczytelne instrukcje mini gierek - króciutka

Autorka: Evillady

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?