Jurassic Park: The Game - recenzja

Dodane przez Kami dnia 17.06.2012 21:42

Prawdziwy „hołd” oddany QTE. Tak określiłabym produkcję studia Telltale opierającą się na świecie filmowego Parku Jurajskiego z 1993 roku. Jak prezentuje się gra, która powstała 18 lat po premierze kinowej, w czasach kiedy gra jest częścią marketingu wielu hollywoodzkich produkcji? Nie dorasta do pięt pierwowzorowi.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o planach Telltale na egranizację monumentalnego świata stworzonego przez Stevena Spielberga nie ukrywam, że zaczęłam odliczać dni do premiery. Jestem wielką fanką tego filmu, przywołuje on u mnie wiele dobrych wspomnień i myślę, że nie tylko u mnie. Z resztą nie jest to tylko film dla geeków lubiących dinozaury. Jurassic Park dostał Oscara za dźwięk (oraz jego montaż) i efekty specjalne. Nieźle jak na początek lat 90.

Barbie i Ken: Jurassic Park Edition

Gra oparta jest na silniku Telltale, który lepiej sprawdza się w stylizowanych na komiksowe produkcje point & click. Dlatego jak twierdzą producenci, został on zmieniony na potrzeby produkcji. Jednak nie o wygląd postaci chodziło. Z biegiem czasu przygoda coraz bardziej zaczęła wychodzić ze swoich ram, przeradzając się bardziej w interaktywne filmy z elementami logicznymi, układankami, zagadkami lub innymi składnikami przygodówek, które normalnie stanowiły trzon produkcji. Czy jest to ewolucja, czy narodziny nowego gatunku? Pozostawiam wam do oceny.

Dlaczego poruszam ten wątek? Ponieważ mamy tu do czynienia z Telltale starającym się zrobić właśnie taką grę. Jednak interaktywne filmy także muszą spełniać pewne oczekiwania. Realizm wydaje się być constansem w produkcjach, które ukazały się do tej pory (Heavy Rain, LA Noire), a jest to też pierwsza rzecz, przy której Jurassic Park: The Game legnie z kretesem. Postacie choć wyraźnie stylizowane na realistyczne, okazują się być bardziej kreskówkowe niż powinny. Światło jest bardzo nienaturalne, a dobór kolorów często zastanawiający. Oprawie graficznej towarzyszy brak detali i przywiązania uwagi do szczegółów.

Niektórzy z was mogą stwierdzić, że zanadto się czepiam i tak też jest. Jak już wspomniałam, gra jest daleka od typowej przygodówki, a przez to mam względem niej inne wymagania. Jest jednak jeden wyjątek w tej ogólnie mało atrakcyjnej oprawie i są to same dinozaury. Twórcy chwalą się, że konsultowali się z prawdziwym paleontologiem i najwyraźniej go posłuchali. Dinozaury poruszają się bardzo naturalnie i mają bardziej szczegółowe tekstury, które w przypadku ludzi wyglądają niemal plastikowo. Za to wielki plus, ponieważ nie ukrywajmy – to o dinozaury tu chodzi.

Jurassic Park: The Game

Większość budżetu poszła na…

Ale! Grafika to jedno, a klimat to drugie. Czasami jesteśmy w stanie zapomnieć o wyglądzie, jeśli zostaniemy porwani przez fabułę, czego jaskrawym przykładem jest nie tak dawna produkcja Gemini Rue. Czy jednak przyjdzie nam doświadczyć niezapomnianej atmosfery z filmu? Częściowo można powiedzieć, że dostajemy to w postaci muzyki i udźwiękowienia. Telltale dorwał się do sampli ze studia Universal i wszystkie dinozaury brzmią tak samo jak w filmie. Podobnie odgłosy dżungli wydają się naturalne, a występujący motyw Johna Williamsa dodaje to dodatkowe „coś”.

Problem jednak pojawia się przy postaciach. Czasami przyjdzie nam doświadczyć zmieniającej się głośności i utraty na jakości, jakby kawałek wypowiedzi był dograny na domowym mikrofonie i doczepiony do czystej ścieżki ze studia. Co dziwne, nawet nie są to jednorazowe przypadki, a dość często zauważalne błędy jak na 5 godzin całkowitej rozgrywki.

Sama historia w grze zaczyna się bardzo sprytnie. Twórcy odnaleźli lukę, która umożliwiła im pokazanie innej perspektywy wypadków z pierwszej części sagi filmowej. Pamiętacie może jak Dennis Nedry nigdy nie dowiózł embrionów do portu? My zaczniemy właśnie od człowieka czekającego w porcie, który miał też swoją rolę w filmie. Postaramy się odszukać puszkę Barbasolu, która filmowo została pogrzebana w błocie.

Co dzieje się dalej? QTE, trochę klikania na wyraźnie zaznaczone hotspoty, rozmowy które równie dobrze mogłyby być cut-scenką, bo zawsze mają tylko jedną dobrą odpowiedź i dosłownie trzy zagadki, które mogłyby mieć swoje miejsce w przygodówce. A zapowiadało się tak dobrze…

Jurassic Park: The Game

QTE – bestia poskromiona?

Przyjęło się już mówić w świecie przygodówek, że QTE jest „be”. Prawdopodobnie jest tak dlatego, że bardzo rzadko można uświadczyć dobrej jego implementacji. Trzeba jednak przyznać, że zrobione dobrze może podnieść adrenalinę i być dobrym rozwiązaniem na wprowadzenie żywszej akcji do rozgrywki. Szczególnie w cut-scenkach, które przeważnie nie angażują gracza i są jedynie do biernego oglądania. W Jurassic Park: The Game niestety nie uświadczymy tej lepszej strony. W wersji na PC możemy używać strzałek lub klawiszy WSAD (istnieje też możliwość podłączenia pada) i tak mierzyć się z około czterema rodzajami sekwencji. Narzekam tak na ten element, bo grając przez wszystkie cztery epizody nie zauważyłam żadnej prawidłowości w pojawianiu się którejś z sekwencji. Po prostu ot tak pojawiają się w różnej mieszaninie i raz mamy trochę czasu, aby zorientować się co mamy zrobić, a raz nie. Szczególnie na końcu przy scenie kulminacyjnej, kiedy możemy zginąć na każdym kroku trudno nie wciskać już wszystkiego jak popadnie byle tylko przepchnąć się dalej. Gra rzuca w nas co najmniej kilkanaście różnych sekwencji w jednym ciągu i naprawdę ledwo można się zorientować co tak właściwie się dzieje. Bardzo to niefortunne, bo na końcu przyjdzie nam dokonać decyzji, o której sama dowiedziałam się już po panicznym wciskaniu kolejnych klawiszy. Może jestem powolna, może nie przyzwyczajona do aż takiego poziomu adrenaliny zmieszanego z frustracją, ale takich rzeczy po prostu w przygodówkach nie ma.

W grze można zginąć, co cofa nas do początku danej sekwencji, którą trzeba powtarzać od nowa. Po trzech nieudanych zaliczeniach jednego momentu, zostaje on uproszczony, przy czym nie cała sekwencja, a tylko ten jeden jej kawałek. Niby w grze jest wprowadzony jakiś system motywacji w postaci medali za ukończenie danej części gry, ale z tego co mogłam się zorientować nic z tych medali później nie wynika. Złoty medal można dostać przy bezbłędnym przejściu. Po jednym omsknięciu mamy już srebrny, który daje nam jeszcze jedną szansę na utrzymanie go, a po trzeciej pomyłce dostajemy brązowy, który utrzyma się przed dwa kolejne potknięcia. Ostatecznie medal zostaje nam odebrany i jedyne co tak naprawdę się zmienia to symbol przy ikonie danej części gry w menu. Może to wszystko wyglądałoby lepiej, gdyby rzeczywiście można było uśmiercać postacie przy nieudanym zaliczeniu sekwencji. Wtedy mielibyśmy motywację do przyłożenia się, aby nie uszczuplać naszej już skromnej drużyny i móc przetrwać do końca gry. Podejrzewam jednak, że taki system byłby poza budżetem, bo przewidywałby bardzo wiele zakończeń i różnic w dalszej rozgrywce. Szkoda, bo bardzo chętnie uśmierciłabym jedną z postaci. Jak zagracie, będziecie wiedzieć którą...

Jurassic Park: The Game

Historia jak z bajki

Trzeba przyznać, że twórcom zdecydowanie zabrakło pomysłu. Jest dobry początek i postać szalonej pani doktor, która została przedstawiona bardzo oryginalnie i miło zaskakuje brak stereotypu. Jednak na tym zamykają się pozytywy, cała reszta fabuły jest zwyczajnie miałka. W większości wyraźnie robiona już na siłę, aby tylko dodać nową lokację, gdzie można przeprowadzić kolejną sekwencję QTE. Co jednak gorsze, scenariusz jest tak poprowadzony, aby wyjaśnić niektóre zagadki przetrwania dinozaurów na wyspie, jak np. uzależnienie od lizyny, przy której braku dinozaury miały zginąć po siedmiu dniach. Nie podoba mi się to, ich przetrwanie było wyjaśnione na początku Zaginionego Świata. Fabuła gry za bardzo ingeruje w oryginalną historię. Zapożycza też elementy dalszych części – strzałki, których używa doktor Gerry Harding (który był postacią pierwszej części filmu) to te same, które zostały przedstawione dopiero w części drugiej. Podobnie jego córka - w grze nazywa się Jessica, podczas gdy w filmie jest to Sara, która odgrywa jedną z głównych roli w Zaginionym Świecie.

Wprowadzony zostaje też nowy gatunek dinozaurów, który był tylko przelotnie wspomniany w drugiej książce. Nazywa się Troodon, czyli „raniący ząb” i z przyczyn mi nieznanych zyskuje w grze jad, który nieleczony powoduje śmierć mózgową. W czasach kiedy kręcono filmy mało jeszcze było wiadomo o tym gatunku, teraz uważa się go za jeden z najinteligentniejszych, więc w sumie rozumiem umieszczenie go w grze. Problem tylko w tym, że Troodon został znacznie zmieniony na potrzeby produkcji. Ma wielkie, wyłupiaste, świecące oczy i jest tak kolorowy, że kamuflaż mógłby uzyskać jedynie w cyrku. Z jednej strony twórcy pod nadzorem paleontologa naprawdę przyłożyli się do modeli dinozaurów, zadbali o ich udźwiękowienie i ogólny wygląd, a potem stworzyli coś tak oderwanego od rzeczywistości jak Troodon. Po co? „Zwykłe” dinozaury były niewystarczające? To nie jedyna rzecz, przez którą stracimy poczucie realizmu, bo w grze doświadczymy walki z Velociraptorem gołymi rękoma. W dodatku walki wygranej. Szkoda, że twórcy sami zamienili bardzo dobrze zapowiadającą się historię w bajkę. Takie połączenia zdecydowanie do siebie nie pasują.

Jurassic Park: The Game

„65 million years in the making”

Podsumowując grę – to nie jest przygodówka której oczekiwałam. Nie wiem nawet czy można to nazwać przygodówką, bo są tam tylko trzy zagadki. W grze mamy możliwość sterowania chyba każdą z przedstawionych postaci i w efekcie nie identyfikujemy się z żadną z nich. Fabuła początkowo obiecująca, szybko zaczyna zawodzić. Ogólnie mimo początkowej ciekawości luką w oryginalnej historii i spotkaniach oko w oko z dinozaurami (które są najlepszym elementem gry), mam negatywne odczucia. Gra wymęczyła mnie nieustannym QTE, sprawiła że wywracałam oczami przy coraz większym absurdzie, a dwa ostatnie epizody przechodziłam już na siłę żeby skończyć. Po prostu odebrano mi całą przyjemność z Jurassic Parku. Zwykłym ludziom radzę unikać, a fanom poczekać na promocję. Nie dziwię się, że studio wypuściło od razu wszystkie epizody, bo prócz recenzentów raczej mało kto zagrałby w późniejsze epizody.

3 PLUSY:
dinozaury! + muzyka od Universal + postać niestereotypowego szalonego naukowca + sprytnie odnaleziona luka w fabule filmu
MINUSY:
plastikowość reszty świata - bardzo nieumiejętne wykorzystanie QTE - błędy dźwiękowe w dubbingu postaci - zawodząca, bo zapowiadająca się dobrze fabuła - wyraźnie liniowe dialogi - realizm zamieniony w bajkę - hotspoty świecące po oczach - zagadki w liczbie minimalnej

autorka: Kami

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?