Tajemnica Mary Celeste - recenzja

Dodane przez crouschynca dnia 14.10.2010 20:47

Można powiedzieć, że statek Mary Celeste zrobił małą karierę w świecie gier komputerowych. Jego historię wykorzystano bowiem w rodzimym Drzewie Życia (drugiej części serii Chronicles of Mystery) oraz w niemieckim Black Sails ze studia Deck13, odpowiedzialnego m. in. za Jacka Keane’a i trylogię Ankh. Jednakże nie tylko twórcy klasycznych przygodówek nie potrafili oprzeć się pokusie ukrojenia swojego kawałka tortu z niedoli owej brygantyny. Firma Merscom, mająca na swoim koncie produkcje typu hidden object (np. Blood Ties), również to zrobiła, serwując graczom Tajemnicę Mary Celeste.

Historia prawdziwa (?) a ta w grze

Trzeba przyznać, iż zagadka Marii Celestyny stanowi nie lada kąsek dla twórców wszelkiej maści – od literatów po scenarzystów filmowych i autorów fabuł w grach video. A o co w ogóle tyle krzyku? Nie ma sensu ukrywać, że ludzi od zawsze pociągało to, co niezwykłe i trudne do wyjaśnienia. Taka właśnie historia wiąże się z brygantyną Mary Celeste, która w grudniu 1872 r. została odnaleziona na Oceanie Atlantyckim przez załogę innego statku handlowego – Dei Gratia. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, iż na pokładzie MC nie znajdowała się ani jedna żywa duszyczka. Zainteresowanych dalszymi szczegółami zachęcam do zapoznania się z informacjami dostępnymi w licznych zasobach sieciowych, zarówno czysto encyklopedycznych, jak i tych, za które odpowiadają entuzjaści zjawisk paranormalnych. Ja dodam tylko, że jak to zwykle w takich przypadkach bywa, tajemnicze zaginięcie załogi stało się inspiracją dla autorów rozmaitych teorii, m.in. dla samego Sir Arthura Conan Doyle’a.

Wróćmy jednak do właściwego tematu, czyli komputerowej Tajemnicy Mary Celeste. Twórcy gry nie trzymali się ściśle faktów, o ile w przypadku tak zagadkowej sprawy w ogóle można mówić o prawdzie historycznej. Mimo wszystko udało się tu ładnie połączyć fikcję z autentycznymi postaciami takimi jak np. kapitan feralnej brygantyny Benjamin Briggs. Główną bohaterką produkcji ze studia Merscom jest Mary Morehouse, która wyrusza w dziewiczy rejs jachtem Mary Celeste II. Młoda kobieta oczywiście cieszy się z nadchodzącej podróży, tym bardziej, że nie musi za nią płacić, co zresztą zostało w grze przyzwoicie wytłumaczone. Abyśmy nie usnęli z nudów zagłębiając się w przedstawioną tu historię, twórcy postarali się o należyte skomplikowanie życia panny Morehouse. Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Oprócz czasów współczesnych nam i Mary, mamy jeszcze dziewiętnastowieczne realia. Dzieje się tak, ponieważ ledwo co jacht wyrusza w podróż, znikają wszyscy pasażerowie wraz z załogą. Na pokładzie pozostają tylko kapitan oraz sama Mary, która w dodatku od czasu do czasu przenosi się na pokład pierwszej Mary Celeste. Dziewczyna może więc sobie włożyć między bajki marzenia o udanym urlopie, a my gracze dostajemy za to krótką, ale miejscami w miarę ciekawą i klimatyczną opowiastkę wzbogaconą elementami rodem z tzw. historii o duchach.

tajemnica_mary_celeste_rec01

Szukajmy, a(ż) znajdziemy

Tajemnica Mary Celeste reprezentuje gatunek casualowych gier hidden object, często równie mylnie, co uporczywie kwalifikowanych jako przygodówki. Zabawa w tego typu produkcjach polega na wyszukiwaniu ukrytych na planszy przedmiotów, co na dłuższą metę bywa mocno nużące. Gracze, którzy zdecydują się na skakanie od jednej Maryśki C. do drugiej, mają te rzeczy wyszczególnione u dołu ekranu pod postacią obrazków. Teoretycznie stoi przed nimi łatwiejsze zadanie niż przeczesywanie wzrokiem lokacji w oparciu o listę z wypisanymi nazwami przedmiotów, ponieważ widzą jak wyglądają wypatrywane przez nich obiekty. Z przykrością muszę jednak przyznać, że malutkie obrazeczki na dole ekranu nie są szczególnie wyraźne. Czasami więc po prostu nawet zbytnio nie widać czego dokładnie należy szukać. Potrafię natomiast zrozumieć maskowanie się pożądanych przedmiotów w różnych zakamarkach na poszczególnych planszach, bo w końcu cała zabawa polega na testowaniu i rozwijaniu spostrzegawczości gracza, chociaż według mnie w ćwiczeniu tej umiejętności lepiej sprawdzają się np. strzelanki. Jednak to, iż w paru przypadkach musiałam się domyślić czego powinnam szukać na podstawie konturów małego i niewyraźnego obrazka, w najmniejszym stopniu nie sprawiło mi satysfakcji. W każdym razie, jeśli chodzi o moje osobiste odczucia, zabawa wydała mi się niekiedy zbyt męcząca dla oczu. Za plus w całej tej szukaninie mogę z kolei uznać opcję przybliżenia danego przedmiotu z planszy w celu odnalezienia ukrytych w nim innych rzeczy. Wprowadzenie takiej możliwości nie wpływa szczególnie na ożywienie akcji, ale zawsze jest to jakieś urozmaicenie.

tajemnica_mary_celeste_rec02

Mimo wszystko gra cechuje się niskim poziomem trudności, gdyż nikt nas z niczym nie pogania. Można sobie nawet uciąć błogą drzemkę w trakcie wyszukiwania którejś z kolei igły w stogu siana i nie spotka nas za to żadna kara. Zaliczanie poszczególnych plansz nie jest ograniczone limitem czasowym, dzięki czemu zwiększa się walor odstresowujący Tajemnicy Mary Celeste. Ponadto twórcy podeszli do gracza z uprzejmością godną przystojnego masażysty nadskakującego stałej klientce i wprowadzili system pomocy ukryty pod postacią kompasu, a jakby ktoś nie mógł trafić, dodatkowo umieścili pod nim dobitny napis – „podpowiedź”. Jak to się sprawdza w praktyce? Ano patrzymy, szukamy i nic nie widzimy. Zamiast więc wyrywać kolejny włos z głowy, można sięgnąć po wskazówkę. Kompas pokazuje nam wówczas kierunek, w którym powinniśmy podążać, czyli po prostu podświetla się jeden z szukanych przedmiotów. Jedynym utrudnieniem, o ile w ogóle można to tak nazwać, jest tymczasowe zablokowanie opcji podpowiedzi po każdym jej wykorzystaniu. Znalazłszy jakiś przedmiot niesamodzielnie, przez około 20 sekund trzeba polegać wyłącznie na własnym zmyśle wzroku albo po prostu cierpliwie poczekać, a potem wolno dalej cwaniakować. Chociaż sama wolę sobie radzić bez korzystania z takich ułatwień, nie będę się wykrzywiać na ich obecność w grze, bo nikt mnie nie zmusza do ich używania poza przypadkiem, który się nie liczy, gdyż chodzi o wprowadzenie do zabawy będące formą samouczka.

Nie tylko samym HO Mary Celeste żyje

Ludzie z Merscom pokusili się o dodanie elementów, dzięki którym owoc ich pracy próbuje udawać tradycyjną przygodówkę. Tak więc często musimy odnaleźć konkretne przedmioty, a następnie je wykorzystać (np. klucz posłuży nam do otwarcia drzwi). Czasami konieczne jest użycie kilku rzeczy w jednym miejscu, ale bez paniki! W niczym się nie pogubimy, bo od razu dowiemy się, ile znalezisk trzeba będzie wyjąć z naszego ekwipunku, czyli owej listy z dolnej części ekranu. Jak wiadomo, każdy kij ma dwa końce, a co za tym idzie – prędzej czy później odzywa się prawdziwa natura Tajemnicy Mary Celeste wymuszająca odszukanie wszystkich ukrytych w danej lokacji obiektów. Nawet jeśli już na samym początku znajdziemy przedmiot, według standardów point’n’click niezbędny do popchnięcia fabuły do przodu, nie ruszymy się dalej póki nie zdobędziemy wszystkich wymienionych w liście przedmiotów.

Standardowa rozgrywka hidden object została ponadto wzbogacona logicznymi mini-gierkami. Takie rozwiązanie należy oczywiście uznać za małą, aczkolwiek podnoszącą ogólną wartość gry zaletę. Nie znajdziemy tu wprawdzie wielu owych dodatkowych zadań i są one banalnie proste, ale tak czy inaczej, rzeczywiście stanowią ciekawą odskocznię od monotonnego wyszukiwania przedmiotów na poszczególnych planszach. Musimy m.in. odpowiednio poprzestawiać kawałki rur czy też dostroić fale radiowe, a zatem nie ma nic, co mogłoby zaskoczyć zwolenników tradycyjnych przygodówek. Jednak i tu przygotowano furtkę dla graczy, którzy np. mają w sobie naturę leniwca. Otóż możemy skorzystać z „magicznego” przycisku o jakże mało tajemniczej nazwie „Rozwiąż”. Jak już wspomniałam przy okazji pomocy w wyszukiwaniu przedmiotów, niech sobie taka opcja będzie, ale ja zachęcam do samodzielnego „pomęczenia się” z tymi dziecinnie prostymi łamigłówkami.

tajemnica_mary_celeste_rec03

Wypada wspomnieć, iż ducha klasycznej przygodówki podkreślają też obecne w grze dialogi, które zapoznają gracza ze szczegółami fabuły oraz zadaniami do wykonania, mimo że w gruncie rzeczy mają one czysto kosmetyczne znaczenie i nie napotkamy w nich opcji wyboru poruszanych kwestii itp. Większość czasu Mary spędza na statku w samotności, dlatego przeważnie są to jej monologi. Najlepiej uznajmy to za jej przemyślenia, aby nie robić z biednej dziewczyny kompletnej wariatki, która bez przerwy gada sama do siebie. Oprócz tego, w czasie gry możemy zajrzeć do prowadzonego przez pannę Morehouse dziennika. Zawiodą się jednak ci, którzy spodziewają się pamiętnika z prawdziwego zdarzenia (takiego, jaki np. posiadała znana z serii Chronicles of Mystery Sylvie Leroux). Nie ma w nim niestety ładnie zanotowanych wspomnień bohaterki, lecz suchy zapis wszystkich dialogów i monologów. W sumie nic by się więc nie stało, gdyby twórcy po prostu darowali sobie ten pomysł.

Coś dla oka, coś dla ucha

Lokacje w Tajemnicy Mary Celeste dzielą się na 2 zasadnicze typy. Nikogo nie powinien zaskoczyć fakt, że podział ten wiąże się z podróżami pomiędzy współczesnym jachtem a dziewiętnastowieczną brygantyną. Kiedy towarzyszymy Mary na pokładzie MC II, dane jest nam oglądać plansze utrzymane w żywych, lecz nie pstrokatych kolorach. Natomiast przenosząc się w czasie do pierwszej Mary Celeste, twórcy uraczyli nas lokacjami pełnymi różnych odcieni brązu, dzięki czemu można czasem wręcz odczuć, iż znajdujemy się w brudnym i zatęchłym miejscu. Mówiąc krótko, brygantyna to typowa stara łajba. Wyjątek stanowią wizje z dziewiętnastego wieku, które rozgrywają się poza statkiem. Tu znów wracają pogodniejsze barwy tyle, że nie będziemy wynajdywać przedmiotów charakterystycznych dla czasów współczesnych.


Pora zająć się teraz nielicznymi bohaterami gry. Zacznę od tego, że w czasie wyświetlania się dialogów, obok tekstu zawsze widnieje twarz autora danych słów. Poza tym, jeśli chodzi o ludzi z XIX wieku, w scenach rozgrywających się na pokładzie brygantyny są oni zilustrowani pod postacią duchów. Uważam taki zabieg za bardzo ciekawy, gdyż w dużym stopniu przyczynia się do pogłębienia wrażenia podróży statkiem widmo. Z takiego przedstawienia ludzi zrezygnowano natomiast we fragmentach mających miejsce w przeszłości, lecz nie na pokładzie pierwszej MC. Z jednej strony, dziwić może taka niekonsekwencja, z drugiej żywsze barwy tych lokacji wykluczają wprowadzenie widmowych postaci. Z kolei w przypadku współczesnych bohaterów czuję się zobowiązana wspomnieć o pewnym, poważnym moim zdaniem, zgrzycie. Nie będę jednak zdradzać, w którym momencie udało mi się go wychwycić. Mocno zaskoczyła mnie obecność w grze osobnika bliźniaczo podobnego do pewnego hollywoodzkiego aktora, a mianowicie Ashtona Kutchera, najbardziej znanego nie ze swoich filmowych ról, tylko z bycia mężem Demi Moore. W pierwszej chwili zastanawiałam się czy to tylko przypadkowe podobieństwo, lecz ostatecznie nie mogłam pozostawić tej sprawy nierozwiązanej. Przy weryfikacji mojej małej „teorii spiskowej” wsparł mnie tak bliski niemalże wszystkim internautom wujaszek Google. Strój domniemanego Ashtona skojarzyłam z filmem pt. Patrol (w oryginale: The Guardian). Wpisałam więc w wyszukiwarkę pożądane imię i nazwisko, a także angielski tytuł owego obrazu. Kochany wujek od razu znalazł mi stos fotek samego Kutchera, jego oblubienicy oraz ujęcia z tego konkretnego filmu, a wśród nich udało mi się odnaleźć dokładnie to, czego szukałam! Być może się mylę, ale sprawa wydaje się być trochę podejrzana, skoro postać ta wygląda jak Ashton, sprawia wrażenie wyciętej z kadru ze wspomnianego wyżej filmu, a ja coś nie przypominam sobie, aby na napisach końcowych przewinęło się imię i nazwisko tego aktora. Czyżby twórcy poszli więc na łatwiznę?

O muzyce w grze niewiele da się powiedzieć z bardzo prostego powodu. Przygrywające w tle dźwięki są nijakie i nie zapadają w pamięć. Najbardziej z nich wszystkich wyróżnia się temat przewodni, zapewne dlatego, że mamy okazję go posłuchać w menu gry. Sam w sobie nie drażni uszu i brzmi odpowiednio mrocznie, podkreślając nastrój tajemniczości, ale nie jest to nic oszałamiającego. Wśród innych melodii zdarzają się również pogodniejsze tematy muzyczne. Wypadają one jednak słabiej niż te smutniejsze, a niektóre zaczynają nawet nieco denerwować. Mówiąc najogólniej, muzykę dobrano w miarę odpowiednio do przedstawionych w grze wydarzeń, lecz należy ona do takich, które wpadają jednym uchem, a wypadają drugim.

Polonizacja

Gra ukazała się u nas za sprawą City Interactive w polskiej wersji kinowej. Prawdę mówiąc, możemy tu zaryzykować stwierdzenie, iż jest to niemalże pełna polonizacja, ponieważ w grze nie uświadczymy dialogów mówionych (nie liczę sytuacji, kiedy słychać szmer rozmów zagłuszany przez odgłosy iskier pryskających z kominka). Niestety, boli widoczne w paru miejscach niechlujstwo w rodzimych napisach pomijając moment, w którym pojawia się postać kalecząca język. Do przetłumaczenia było mało tekstu, więc tym bardziej nie powinno być problemem jego sprawdzenie. Nie znajduję zatem usprawiedliwienia wprawdzie dla niewielu, ale za to bijących po oczach literówek, wśród których nie zabrakło jednej zmieniającej... płeć postaci! A może Mary kiedyś Marianem była i przez przypadek zdradziła swój mały sekrecik? Żarty żartami, lecz nie można zaprzeczyć, że takie literówki doprowadzają czasami do dziwnych skojarzeń.

tajemnica_mary_celeste_rec05

Werdykt

Odkrywanie Tajemnicy Mary Celeste zajęło mi raptem 2 godziny z minutami. Oczywiście nie liczyłam na nie wiadomo jak długi maraton, ale mimo wszystko zabawa okazała się krótsza niż się spodziewałam. Czy stanowi to zatem wadę owej produkcji? Otóż nie. Paradoksalnie krótka przygoda u boku panny Morehouse jest w tym przypadku zaletą ze względu na monotonię rozgrywki, którą dane mi było odczuć przy przechodzeniu gry od razu w całości. Uczucie znużenia da się częściowo zlikwidować poprzez rozłożenie zwiedzania nawiedzonego statku na kilka sesyjek, ale wtedy trzeba się liczyć z tym, iż ucieknie porcja wytwarzanego przez historię nastroju. Wybór należy więc do gracza, o ile w ogóle zdecyduje się zainwestować w ten produkt kwotę równą niecałym 20 złotym. Na pierwszy rzut oka cena nie wydaje się być zbyt wygórowana, ale niestety nie wypada już tak korzystnie biorąc pod uwagę jej stosunek do jakości gry, która oferuje nam krótką i nieszczególnie emocjonującą zabawę. Lepiej więc przeznaczyć owe 20 złotych na zakup czegoś bardziej wartościowego. Mnie osobiście nie porwała specyfika rozgrywki w Tajemnicy Mary Celeste, ale wiem, że gry tego typu mają swoją grupę wiernych wielbicieli, co potwierdzają premiery kolejnych tytułów z rodziny HO.


4 PLUSY:
fabuła + mini-gierki + staranne lokacje + krótki czas rozgrywki (nie grozi nam śmierć z nudów)
MINUSY:
monotonia - niekiedy niewyraźne obrazki w ekwipunku - stosunek ceny do jakości - chybiony pomysł z dziennikiem Mary - konflikt między HO a przygodówką w trakcie wyszukiwania przedmiotów - parę literówek w tłumaczeniu

Autorka: crouschynca

   

Komentarze


1323 #1 moomphas
dnia 14.10.2010 22:11
Taka długa recenzja tak prostej gierki:omg:
1269 #2 crouschynca
dnia 14.10.2010 22:43
No cóż moomphas, rozpisałam się "troszkę".Wink2
1323 #3 moomphas
dnia 15.10.2010 08:00
Może chciałabyś zostać politykiem? :lol3:
1269 #4 crouschynca
dnia 15.10.2010 20:47
Całkiem niezły pomysł. SuperBad
729 #5 Evillady
dnia 16.10.2010 18:13
To też jest sztuka. To znaczy napisać długi, wyczerpujący tekst, o grze, która nie jest TLC czy inną Syberią. Gratuluję!
1269 #6 crouschynca
dnia 16.10.2010 18:39
A ja jeszcze raz dziękuję Ci Evil za gratulacje, a także za ciepłe słowa i docenienie mojej pracy. :)
729 #7 Evillady
dnia 16.10.2010 18:45
No. To teraz zgodnie z redakcyjną tradycją zabieraj się za poradnik. Wink2
660 #8 Madzius888
dnia 16.10.2010 19:47
Poradnik do HO? o0
xD
1269 #9 crouschynca
dnia 16.10.2010 20:05
Za coś się wezmę, ale nie wiem jeszcze jaką grą się zajmę. Spokojnie. Peace
729 #10 Evillady
dnia 17.10.2010 23:31
A co z HO nie można mieć problemów?
1269 #11 crouschynca
dnia 18.10.2010 17:34
Oj, oj, Evil, chyba dokładnie nie przeczytałaś tekstu. Whaat Wink2 Napisałam jak sobie poradzić w razie problemów (jeżeli naprawdę by się takie pojawiły). Teraz będzie mi smutno. VerySad
729 #12 Evillady
dnia 19.10.2010 17:44
Przeczytałam, przeczytałam i dalej nie rozumiem tak naprawdę. Nie widzę problemu w napisaniu poradnika ze screenami i zaznaczeniem wszystkich znajdziek. Wink2
660 #13 Madzius888
dnia 20.10.2010 21:06
No i problemu nie ma.. ale czy sens jest? Wink2
210 #14 mertruve
dnia 23.10.2010 18:59
sens jest zawsze;P
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?