Duke Nukem: Manhattan Project (mniej przygodowa) (Qler)

Dodane przez Adventure-Zone dnia 10.04.2006 00:44

Duke Nukem - na dźwięk tego nazwiska każdy mutant przy zdrowych zmysłach ucieka w popłochu, a wszyscy niegodziwcy tego świata dostają ze strachu zbiorowej histerii ewentualnie biegunki. Tak czy inaczej nasz kochany Duke powraca i nie pozwoli żadnemu ,,świńskiemu ścierwu" spać spokojnie. Jedno mnie tylko martwi: czy forma w jakiej do nas przybył z zaświatów przemawia do wszystkich tak dobrze, jak trójwymiarowa strzelanka z 1996 roku? Trochę historii... Kto grał w Duka 1 lub 2, ten wie, iż pierwsze przygody Księcia były nie wyróżniającymi się platformówkami z grafiką, w której piksele można było policzyć na palcach jednej ręki (takie małe pikselowate ludziki jak ja znają się na tym - pozdrowienia dla Arlin :)). Obie gry powstały gdzieś na początku lat 90. i równie szybko znikły, tak jak się pojawiły w otchłani rynku komputerowej rozrywki. Przez pewien czas o Duke'u było cicho, aż do wiekopomnego 1996 roku, kiedy to powstał Duke Nukem 3D - trzecia i jak na razie najlepsza odsłona przygód sterydowego facia z blond szczeciną na głowie. Trójeczka powstała w konwersji FPP, czyli lekkiej i przyjemnej strzelanki z dość ciekawą grafiką, jednak najważniejsza była postać Księcia, który swoim lekkim stylem bycia i nietypowymi gadkami zjednał sobie spore grono fanów. Gracze tworzyli mody, mapy. Zabawa z Dukem zdawała się nie mieć końca nawet, gdy domowe blaszaki nawiedził Quake, czyli pierwszy (przynajmniej tak się przyjęło) całkowicie trójwymiarowy shooter. Niestety czas panowania Księcia, choć długi, skończył się i gracze zapragnęli coś nowego. 3DRealms - twórcy Duke'a, od razu zareagowali i zadeklarowali, że prace nad nowym Dukem - Duke Nukem Forever ruszyły pełną parą. I tak jest do dziś. Co rok na targach E3 jest głośno od przechwałek, ale gry jak nie ma tak nie ma. Kiedy już wszyscy stracili nadzieję, że gra w ogóle się pokaże, pojawiła się na rynku niewyczekiwana platformówka z Księciem w tytule. Duke Nukem Manhattan Project jest dobrym przykładem na to, iż powrót do korzeni bywa niekiedy potrzebny, ale nie uprzedzajmy faktów :). Do rzeczy panowie. Kiedy burmistrz Nowego Jorku wręczał właśnie klucz honorowego obywatela miasta Duke'owi Nukemowi, nikt nie przypuszczał, że obcy zepsują tak ładnie zapowiadająca się imprezkę. Jednak mutanty wybrały sobie zły moment na inwazję. Ta zniewaga krwi wymaga! Żaden ufok czy inny potwór nie będzie niszczył Duke'owi miasta, które jest takim symbolem USA jak i on. Jakby tego było mało, zmutowane ,,ścierwojady" porywają Bogu ducha winne laski (tzw. babes), a wiadomo, że owe dziewice (tak brzmi bardziej poetycko:)) działają na Duka jak lep na muchy. O rany, autorzy gry znowu popisali się weną twórczą i stworzyli w końcu oryginalna fabułę, sux! He, he, tak oto prezentuje się nowa historia Nuklearnego Księcia, a konkretnie jej początek, która mówiąc bez ogródek jest prymitywna i sztampowa. Jednakże za co kochamy takie przeboje filmowe jak James Bond? Zawsze wiemy, że agent Jej Królewskiej Mości zwycięży, choćby Kreml wysłał przeciw niemu całą swoją armię. Przez 30 lat Agent 007 jest jak ciągle odmrażany hamburger. Oglądałeś jeden film z Bondem, oglądałeś wszystkie. Z Dukem jest podobna sprawa. W grze chodzi tylko o to, by jak najszybciej wziąć guny w swe ręce i eksterminować wroga. To jest słuszna filozofia gry. Fabuła? A po co to komu. (Od autora: lepiej nie mieć fabuły, niż mieć głupią fabułę, dobrym przykładem na to jest Grouch [az24], głupia fabuła - głupia gra :)). Jak w to się gra? DN: MP to gra platformowa z tzw. widokiem z boku. Jak w to się gra chyba każdy wie, po prostu chodzimy od lewej do prawej strony ekranu, przy czym posyłamy różnego rodzaju ,,świnioludzi" na tamten świat. Aż łezka się w oku kręci, kiedy to grywało się na kochanej Amisi w taki hity jak Super Frog, czy wiecznie żywą Giana Sisters (obie gry z typu "jump&run"). Myślałem, że od czasu pecetowego Rayman'a nic nie zdoła mnie zaciekawić, a tu proszę, proszę, takie coś. Mówiąc ściślej, DN:MP jest tym, na co czekałem. To produkt nawiązujący do początku komputerowej rozrywki, a zarazem gra akcji, która powinna zaciekawić każdego fana action, bo w końcu taki Super Mario to niejako prekursor takich projektów jak Max Pyne czy Tomb Raider. Chyba się tu nie mylę? A teraz coś na poprawienie samopoczucia. Chociaż trudno w to uwierzyć, przeczytałem w pewnym zinie internetowym traktującym o grach, wypowiedz pewnego radykała, który uważał DN:MP za długo wyczekiwany Duke Nukem Forever, tyle że ze zmienioną nazwą. Tak się uśmiałem, że aż spadłem z krzesła i amylazą ślinową upaprałem wykładzinę (od tej pory gościu wisi mi nową wykładzinę :)) (A ja przy tobie nigdy już nie opowiem dowcipu - For.). Wrażenia w trakcie spacerku... DN:MP składa się z ośmiu etapów, a każdy z nich ma po trzy poziomy. W trakcie przechadzki po NY naszymi przeciwnikami będą w większości znane z DN3D świniogliny (to jest moje określenie) w różnych odmianach. Wprowadzono również nowych wrogów, np.: muta-facetki z biczem czy samonaprowadzane kamery z TNT na pokładzie. Oczywiście na końcu każdego z etapów jest tzw. boss, przy eksterminowaniu którego trzeba się wykazać większym niż zwykle zaangażowaniem. W DN:MP jest zaledwie kilka pukawek: pistolet, obrzyn, laser. Moim zdaniem to stanowczo za mało, jak na możliwości DUKE'A, oczekiwałem czegoś więcej, ale cóż to nie shooter, tylko platformówka. Podniety wizualne i głosowe, rzecz o audio-video. Nowy Książę jest teraz w całości w 3D i jak na taki gatunek prezentuje się bardzo dobrze. Model Duka jest bardzo szczegółowy i cieszy oko. Animacje takie jak skakanie, kucanie czy bieg są bardzo realistyczne (jeśli w ogóle można tu mówić o realizmie). Tła gry, czyli np. slumsy czy dachy wieżowców nie zostały zróżnicowane i nie ma tu znanej z DN3D interakcji z otoczeniem. Muzyka i dźwięki utrzymane na poziomie. Gadki Duke'a jak zwykle śmieszne i sarkastyczne zarazem, w tej dziedzinie czuć polot rodem z 1996 roku. Tło muzyczne również nie odstaje od normy. Główny motyw muzyczny w DN:MP stanowi dobrze znany kawałek ze starego DN 3D, jednakże nie jest to już tylko midik, lecz jakiś format audio. Ogólnie rzecz ujmując technikalia nowego Duka są w normie, czyli ani to rewelacja ani shit. Szkolna ocena 4 :). Kupić czy kpić? Oto jest pytanie. DN:MP zaciekawił mnie. Nie wiem, czy spowodowało to moje zainteresowanie Dukem czy platformówkami, ale popieram recenzenta CDA, któremu również spodobało się nowe wcielenie Atomowego Mięśniaka. Swoją drogą Smg nie potrafił zrozumieć miłości do przypakowanego księcia i ową recenzję potraktował jako nieporozumienie. Ciekawe, jak na to zareaguje Foreth? (pewno zaraz znajdzie się tu odpowiedni przypis w jego wydaniu :))(Masz rację - For.) Metryczka Tytuł: Duke Nukem Manhattan Project; Gatunek: gra platformowa; Spolszczenie: jest dobre; Wymagania: Pentium III 550 Mhz, 128 MB RAM, karta graficzna 16 MB (zalecana 32MB); Największa zaleta: Duke, grafika, Duke, rozgrywka, Duke, zróżnicowani bossowie; Duke...; Największa wada: czasem monotonne plansze, kilka nieznaczących buraków; Posłowie: Ta recenzja nie była testowana na zwierzętach i podlega recyklingowi. Ocena: 8/10 Autor: Qler

AZ26
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?