Machinarium - recenzja

Dodane przez Evillady dnia 22.02.2010 18:19

Gry dzielą się na dobre, w które gra się chętnie, średnie, o których szybko się zapomina i kiepskie, których lepiej w ogóle nie wyciągać z pudełka. O tym wie każdy, kto określa siebie mianem gracza. Czasem trafić można na grę bardzo dobrą. Taką, od której nie można się oderwać i, do której chętnie się wraca. Hitami stają się zwykle mega produkcje znanych firm, nad którymi pracują armie ludzi i, za którymi stoi duży kapitał nakręcający jeszcze większą akcję marketingową. Raz na jakiś czas pojawia się gra, która wyznacza nowe standardy w danym gatunku, szybko staje się jego symbolem, w końcu zaczyna być określana mianem klasyki, a gracze sięgają po nią jeszcze wiele lat po premierze. Ale prawie nigdy nie zdarza się, żeby taką grę stworzyło niezależne studio, którego największym dotychczasowym osiągnięciem jest ciesząca się sporą popularnością darmowa gra przeglądarkowa...

Od zera do bohatera

Mowa oczywiście o czeskim studiu Amanita Design znanym do tej pory głównie za sprawą flaszowej gry point’n’click „Samorost”. Autorzy stworzyli dwie części tej gry, a następnie zabrali się za swój pierwszy pełnowymiarowy projekt – grę przygodową pt. „Machinarium”. Do pierwszych informacji na jej temat podeszłam ze sporym dystansem. Robot, jako główny bohater? Wydawało mi się, że trudno będzie się z nim utożsamić i przejmować, jego losami. Przygodówka we flashu? Czyli zero filmików i bardzo prosty interface. Gra przygodowa bez ani jednej linijki dialogu? Ba! Bez jednego słowa?! Niemożliwe. Zakładałam, że ten projekt skończy, jak wiele mu podobnych, z notami nie przekraczającymi 5 oczek i komentarzami recenzentów w rodzaju: „pomysł dobry, ale zawiodło wykonanie”, „może następna gra w wykonaniu twórców będzie lepsza” i „widać, że to produkcja budżetowa tworzona przez ludzi ze znikomym doświadczeniem”. Jednym słowem mającymi dać graczom do zrozumienia, że na ten tytuł nie warto wydać ani złotówki. A potem... potem zainstalowałam grę na moim komputerze i wszystko się zmieniło.

Bajki robotów*

Gdzieś w odległej przyszłości, na odległej planecie, w świecie, w którym nie ma już ludzi, w rdzewiejącym mieście mieszka sobie mały robot. Któregoś strasznego dnia robocik zostaje wyrzucony poza granice miasta i ląduje na złomowisku. Rozpada się przy tym na kilka części i pewnie byłby to jego koniec, gdyby nie fakt, że Ty drogi graczu jesteś świadkiem tej historii. Nie pozostaje Ci więc nic innego, jak pozbierać porozrzucane części, poskładać robocika i ruszyć w pełną przygód podróż powrotną do domu.

Tak z grubsza przedstawia się fabuła gry. Nie spodziewajcie się po tej historii zawrotnego tempa, niesamowitych zwrotów akcji, wielowątkowości, kilkudziesięciu postaci i zadań pobocznych. Świat robotów jest nieskomplikowany i taka też jest ta historia. Prosta, a jednocześnie niesamowicie wciągająca, momentami wzruszająca, zabawna i po prostu urocza. Gdybym miała wskazać, jakikolwiek słaby punkt opowiedzianej w grze historii byłaby to jej liniowość. I to daleko idąca liniowość. Do tego stopnia, że gdzieś tak w połowie zdarzyło mi się utknąć na dobre, bo nie mogłam otworzyć pewnych drzwi. Jak się później okazało, nie mogłam ich otworzyć, bo nie miałam biletu. Nie miałam biletu, bo nie pomogłam pewnemu dziadkowi. Nie pomogłam dziadkowi, bo nie miałam oleju słonecznikowego. Nie miałam oleju, bo... i tak dalej i tak dalej. Historia jest spleciona tak mocno, zadania tak bardzo wynikają jedne z drugich, że jeśli któreś pominiecie i tak będziecie się musieli cofnąć i je rozwiązać zanim będziecie mogli ruszyć dalej. Denerwujące? Wręcz przeciwnie! Nie uwierzy, kto sam nie zagra, ale ta liniowość jest zupełnie nieodczuwalna. Nie byłabym jej nawet świadoma, gdyby nie opisana wyżej sytuacja.

Machiny w Machinarium

Duża w tym zasługa zagadek, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć, a raczej łamigłówek logicznych, bo tych będzie tu najwięcej. Jeśli kiedykolwiek graliście w jakiekolwiek gry logiczne, to tutaj znajdziecie je wszystkie. Przesuwane układanki, łączenie linii we wzory geometryczne, ustawianie kulek na odpowiednich polach, łamigłówki matematyczne, zagadki wymagające myślenia przestrzennego i strategicznego, a do tego zadania muzyczne, zręcznościowe, mini gry, jest nawet jedna łamigłówka na czas i zagadka rodem z testów na inteligencję. W tej grze jest po prostu wszystko! Najmniej zaś... przygodówkowej klasyki, a więc łączenia ze sobą przedmiotów w celu ich późniejszego użycia. Oczywiście i takich zadań nie brak. Zbieramy rozmaite przedmioty, używamy ich i wymieniamy jedne na drugie, ale należy pamiętać, że „Machinarium” to gra podzielona na 30 plansz, a to oznacza, że na każdej z nich zbieramy tych przedmiotów tylko kilka, by natychmiast je wykorzystać i wkroczyć w nowy rozdział z praktycznie pustym inwentarzem.

Tutaj dochodzimy do drugiej, po fabule, ważnej cechy, która świadczy o tym, jak znakomita jest to gra. Otóż ja lubię najbardziej właśnie tę przygodówkową klasykę, której tu jest najmniej. Lubię przebijać się przez setki linii dialogowych, zbierać przedmioty, szukać dla nich zastosowania, działać na zasadzie przysługa za przysługę. Nie lubię natomiast wszelkiej maści tzw. zadań logicznych, którymi najeżone są gry pokroju „Myst”, „Schizm”, czy „Sublustrum”. A jednak... łamigłówki, z którymi mamy do czynienia w tej grze są po prostu rewelacyjne! Mają znakomicie wyważony poziom trudności, są oryginalne, zabawne i dają niewyobrażalną wręcz ilość satysfakcji związaną z odnalezieniem prawidłowego rozwiązania. Nie pamiętam już, żeby któraś gra w ostatnim czasie sprawiła mi pod tym względem tyle frajdy co „Machinarium”!

Co więcej, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, tutaj łamigłówki logiczne są... naprawdę logiczne! Nawet najbardziej skomplikowanie wyglądający panel, czy mechanizm okazuje się mieć banalną wręcz zasadę działania, którą można odkryć już po kilku sekundach. Dzięki temu możemy się skupić na rozwiązaniu samego zadania i nie musimy poświęcać pół dnia na to, żeby odkryć do czego służy ten zestaw dźwigni, jak jest powiązany z tym systemem guzików i w jaki sposób to wszystko razem działa. Miłym zaskoczeniem był dla mnie również fakt, że informacje potrzebne do rozwiązania takiej, czy innej łamigłówki możemy uzyskać na kilka sposobów. Nie zdarza się to często, ale jest takim małym smaczkiem.

Szare, bure, kolorowe

Zagadki to nie jedyna mocna strona „Machinarium”. Ta gra urzeka wręcz grafiką. To niewiarygodne jaki fantastyczny klimat można wyczarować bez super dokładnych tekstur, maksymalnie wygładzonych krawędzi, realistycznych animacji i sekwencji filmowych. W tej grze mamy do czynienia z grafiką 2D, dominują odcienie brązu, beżu i szarości, a jednak przy użyciu tak skromnych środków grafikom udało się uzyskać niesamowitą plastyczność i realność tego świata. Gdyby ktoś opowiedział mi historię małego robota i opisał metalowe miasto, w którym mieszka dokładnie tak bym sobie je wyobraziła.

Muzyka w świecie robotów

Jest... Jest taka, że brakuje mi dla niej odpowiedniego przymiotnika. Skoro łamigłówki są rewelacyjne, grafika urzekająca, to co mogę powiedzieć o muzyce, która jest jedną z najlepszych, jaką miałam okazję usłyszeć w grach przygodowych? Nastrój jaki udało się przy jej pomocy wyczarować twórcom jest nie do opisania. Na muzyczną oprawę gry składa się odrobina transu, pewna ilość ambientu, pół nutki jazzu i szczypta elektroniki. Wszystko razem wymieszane w znakomitych proporcjach tworzy klimat, o którym nie można opowiedzieć. Tego po prostu trzeba posłuchać.

Dialogi bez słów

To, co w dużej mierze stanowi o oryginalności „Machinarium” to zastosowany w grze system sterowania głównym bohaterem i sposób jego komunikacji ze światem. Należy pamiętać, że mamy do czynienia z grą flashową, a więc komendy wydajemy przy pomocy wskaźnika myszy, który wygląda identycznie jak ten, którym posługujemy się w Windowsie. W miejscach, gdzie można dokonać interakcji kursor myszy zamienia się w „łapkę” i... to tyle. Do dyspozycji mamy menu u dołu ekranu z zestawem standardowych opcji oraz ekwipunek u góry, w którym gromadzimy i ew. łączymy ze sobą przedmioty.

Nasz robot może korzystać z przedmiotów i mechanizmów, o ile znajdują się one w jego zasięgu. Ma przy tym możliwość wydłużania się i skracania, co ma kluczowe znaczenie w kilku miejscach rozgrywki. Niekiedy będzie również wymagane, by poruszać gryzoniem ruchem obrotowym, np. wtedy, kiedy robocik zasiądzie na rowerze. W kilku miejscach ekran można przesunąć delikatnie w prawo lub lewo. Będą się również pojawiały strzałki oznaczające, że robot może się przemieścić w górę lub w dół.

Trudno oczekiwać, żeby robot miał kieszenie spełniające rolę ekwipunku. Dlatego też zastosowano inne, bardzo logiczne, praktyczne i jednocześnie zabawne rozwiązanie. Nasz mały przyjaciel wszystkie przedmioty gromadzi w swoim wnętrzu. Po prostu otwiera pokrywę spełniającą rolę głowy i wrzuca wszystko do środka.

Do gustu przypadło mi bardzo jeszcze jedno rozwiązanie. Mianowicie zastosowany w grze dwustopniowy system podpowiedzi. Poziom pierwszy symbolizuje ikona żarówki. Po jej kliknięciu pojawi się obrazek, który ma nam pomóc odgadnąć, co powinniśmy robić dalej. Jeśli okaże się to niewystarczające mamy do dyspozycji poziom drugi. Stanowi go zamknięta księga, do której kluczem jest ukończenie mini gierki. Kiedy już uda nam się wygrać księga się otwiera ukazując (naturalnie w sposób obrazkowy) rozwiązanie dla całego etapu.

Jeśli natomiast chodzi o to, jak robocik porozumiewa się ze światem, to nie można tego określić inaczej niż... pismo obrazkowe. Nasz przyjaciel rozmawia z innymi postaciami za pomocą dymków, które pokazują się nad jego głową i, w których pokazują się obrazki. Nie uwierzycie, jak czytelny i intuicyjny jest to system. To po prostu trzeba zobaczyć. Dzięki tym samym dymkom poznajemy też historię naszego małego robota i dowiadujemy się w jaki sposób wylądował na złomowisku.

Skoro w grze nie pada ani jedno słowo, to tym razem tłumacze nie mieli co robić. O lokalizacji tej gry można mówić co najwyżej w kontekście napisów w menu, a więc tak naprawdę nie ma się nad czym rozwodzić

.

Powrót do domu

Na koniec mogłabym po prostu napisać, że „Machinarium” to gra doskonała, wciągająca, zabawna, oryginalna, wzruszająca, dająca niesamowitą satysfakcję z rozgrywki i, choć nie lubię tego słowa, po prostu urocza. Mogłabym napisać, że w sposób niebywały angażuje gracza i sprawia, że naprawdę przejmujemy się losami robota i zaczyna nam zależeć na tym, żeby szczęśliwie wrócił do domu. Mogłabym napisać, że natychmiast po ukończeniu gry nabrałam ochoty, żeby zacząć od początku. Wreszcie mogłabym napisać, że to gra, która trafiła na listę moich ulubionych tytułów, ale… To wszystko nie oddaje w pełni tego, czym ta gra jest. 10 nie daję tylko dlatego, że jest to przygoda, na zaledwie kilka godzin, ale 9 to ocena w pełni zasłużona, bo "Machinarium” to coś więcej niż kolejna gra przygodowa. To nowa jakość i nadzieja dla graczy, że twórcy przygodówek nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

9 PLUSY:
fabuła + grafika + muzyka + zagadki + humor + klimat
MINUSY:
zbyt krótka

autorka: Evillady

* Podtytuł zaczerpnięty ze zbioru opowiadań Stanisława Lema wydanego po raz pierwszy w 1964 roku.

   

Komentarze


1184 #1 kamiko
dnia 23.02.2010 11:38
Urocza, powiadasz... :)
Trzeba poczekać, aż się obtani w takim razie.
729 #2 Evillady
dnia 23.02.2010 12:56
No wiem, wiem :) Sama napisałam, że nie lubię tego słowa, bo jest jakieś takie... infantylne, ale... kamiko wierz mi, że w przypadku tej gry to słowo przyszło mi na myśl kilka razy, bo Machinarium naprawdę takie jest i to najlepszym znaczeniu słowa "uroczy" Wink2
778 #3 telipinus
dnia 23.02.2010 21:23
Zagrałem w demo...przeczytałem tekst...no i Evillady, przeszedł mnie dreszcz zachwytu i nadziei nad tą i dla tej gry!!! GRATZ Up za tekst! Soundtrack na YT niesamowity!
729 #4 Evillady
dnia 24.02.2010 12:04
Ooooo telipinus reaktywacja Lol2 Już się zaczynałam o Ciebie martwić! Wellcome back Stuk
292 #5 Przemo
dnia 25.02.2010 12:09
Wczoraj jak wychodziłem na miasto, to też mnie tchnęła myśl, że dawno Telipa nie widziałem. MrGreen
165 #6 Kami
dnia 25.02.2010 13:01
To zupełnie odwrotnie, niż ja Pfft2
778 #7 telipinus
dnia 27.02.2010 19:19
Że też nie macie o kim myśleć Wink2 nie martwcie się, przecież się nieraz odzywam...ale Ty Przemo przecież mnie w ogóle nie widziałeś, oprócz zdjęć z PGA Pfft
729 #8 Evillady
dnia 27.02.2010 20:09
Nieraz to za mało, żebyśmy się nie martwili, a reszta w odpowiednim temacie.
778 #9 telipinus
dnia 28.02.2010 00:55
Już się boję go otwierać :/
729 #10 Evillady
dnia 28.02.2010 13:54
I słusznie! Kara musi być SuperBad
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?