Chronicles of Mystery: Drzewo Życia - recenzja

Dodane przez mertruve dnia 10.12.2009 23:23

Grając w najnowszą produkcję, naszego rodzimego studia, City Interactive mam mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się, bo Chronicles of Mystery to chyba ich najlepsza gra, z drugiej myślę sobie: o co tak właściwie panom z CI chodzi? W jakim kierunku podążają? Powoli chyba zaczynam rozumieć ich chaotyczny tok rozumowania. Chciałoby się wręcz rzec: w tym szaleństwie jest metoda! Mam nadzięję…

Chronicles of Mystery 2: Drzewo Życia, to sequel wydaje rok temu gry, mającej być pewnego rodzaju zapychaczem przed flagowym projektem: Art Of Murter. Zapychacz okazał się nie tyle kiepski, co wręcz fatalny. Krótki – zaledwie 5 godzin, niezbyt ambitny, z nielogiczną fabułą, małą ilością postaci i przede wszystkim bez polotu i pomysłu. To wszystko sprawiło, że zniesmaczony bałem się zasiąść do Sztuki Zbrodni 2, na której się na szczęście nie zawiodłem. I choć nie była genialna, to ucieszyła moje przygodówkowe serce. Jednak o czym niewiele osób wie Chronicles of Mystery pokazało jedną rzecz, że panowie z City Interactive rozwijają się. Zmienili silnik graficzny z WinterMute na ten wykorzystywany chociażby w Syberii i dzięki temu uzyskali nowe możliwości, jak choćby rozbudowany system dialogowy. Co natomiast pokazuje CoM2? Że wciąż się rozwijają, ale już w innym kierunku…

O Drzewie Życia…

Tytułowe Drzewo Życia to ogromna roślina, której specjalnie przygotowany sok z owoców znacznie wydłuża życie. Drzewo przez lata uzyskało wiele nazw, w tym: Źródło młodości, fontanna młodości, źródło życia. Każdy z nas o tym na pewno słyszał. Chociażby na końcu trzeciej części Piratów z Karaibów. Autorzy gry sprytnie powiązali zaginięcie statku Marie Celeste (autentyczna historia) z mitem o legendarnej Fontannie, konstruując na tej podstawie fabułę gry. Bohaterką jest znana nam z pierwszej części młoda archeolog Sylvie, która wyrusza tym razem do Bretanii. Jak wiemy jak wuj zmarł, a ona będąc wcześniej w Paryżu (widzimy ją w Art of Murder 2) postanowiła zmienić otoczenie. W Bretanii dowiaduje się o tajemniczej skrzyni z rzekomego statku Marii Celeste. Jej poprzednik, badający znalezisko, spadł z klifu. Ponadto całą sprawą interesuje się tajemniczy hrabia Saint-Germain, cierpiący na amnezję, który twierdzi, że może mu pomóc jedynie odnalezienie Rajskiego Drzewa. Jak nietrudno się domyślić, zostaniemy wplątani w sieć intryg, które wcześniej czy później doprowadzą nas do odpowiedzi: czym jest Drzewo Życia i czy naprawdę istnieje.

Kolejna podróż…

Fabuła jest mocnym punktem produkcji. Dawno już nie grałem w coś co by mnie tak zaintrygowało. I pomimo, że twórcy sięgają po sprawdzone motywy, to mamy tutaj całkiem niezłe podwaliny. Kojarzenie faktów i łączenie ich z fikcją, wychodzi im nad wyraz sprawnie i o niebo lepiej niż w pierwszej części. Widać, że sporo się napracowali przy fabule. Plus należy się też za wprowadzenie większej ilości postaci, a przede wszystkim wykorzystanie ich! Wreszcie mamy jakieś interakcje, rozmowy, wykorzystywanie wskazówek świadków, itd. Nawet napotkamy się ze współpracą i wspólną podróżą. Bardzo mnie to cieszy. Nie wiem, czy City Interactive czyta recenzje swoich produktów, ale jeśli tak, to brawo za wyciąganie wniosków.

Piękno liści…

Grafika w grze jest poprawna. Majstersztykami są lokacje. Ich zaprojektowanie i wykonanie budzi podziw. Niejedna zachodnia firma mogłaby się uczyć od polskich kolegów po fachu. Gorzej, że niektóre z nich dalej są kalką znanych nam miejsc z innych gier. I tak Kair jak żywo przypomina niektóre miejsca z początku Paradise, a Bretania to połączenie kilku motywów z Black Mirror. Nie razi to jednak, a wręcz cieszy, bo jeśli korzystać to tylko od najlepszych. Szczególnie, że gro lokacji jest wykonanych ręcznie. Poruszają się po nich trójwymiarowe modele postaci, które są poprawne, jednak nic poza tym. Razi trochę sztuczność ich chodzenia, ale to już standard w grach od City Interactive. Poprawiły się za to przerywniki filmowe, widać, że twórcy starają się je udoskonalać. Ogólnie grafika jest na dużym plusie.

A dźwięk ich powiewu…

Podobnie ma się sprawa z muzyką i odgłosami. Klimatyczna, nastrojowa, tak można określić to co usłyszymy z naszych głośników. Idealnie wpasowująca się w całość produkcji. To nic, że z czasem zaczyna się powtarzać, ważne, że to nie przeszkadza, a zwykły gracz nie zwróci na to nawet uwagi. Odgłosy i dialogi są zrobione perfekcyjnie, co zresztą staje się powoli tradycją.

Ach te zagadki…

Zagadki, łamigłówki są czymś za co należy się twórcom duże Piwo, przynajmniej! Nie jestem fanem polskich łamigłówek. Nie żebym był uprzedzony, ale nie zawsze należały do najbardziej pomysłowych. Czasami wręcz nudnych. Oczywiście, Niemcom, Amerykanom, Hiszpanom, też się to zdarza, ale naszym tak jakoś… częściej. Na szczęście Drzewo Życia to zupełnie inna bajka. Mamy tutaj wszystko co uraduje fana. Układanki, Puzzle, Łamigłówki, mechanizmy, Benoit Sokal nie powstydziłby się tej liczby. Również stopień trudności zadziwia. Na początku mamy banalnie, potem coraz trudniej, a na końcu… no właśnie. Na końcu właściwie nie mamy nic, bo końcowa zagadka należy do jednej z najprostszych. Na szczęście jest kilku-etapowa, więc zajmie trochę czasu. Nie zmienia to jednak faktu, że całość jest wykonana zmyślnie. Cieszy również system podpowiedzi. Jak się zatniemy, to Sylvie albo inna postać zaraz powie nam co należy zrobić. Mamy też kilka czasówek, jednak zawsze przed nimi gra zostanie automatycznie zapisana.

Techniczne aspekty…

Co się tyczy technikaliów. Właściwie nic od pierwszej części w tej kwestii się nie zmieniło. Mamy ten sam interfejs, lekko jedynie zmodyfikowany graficznie. Dalej po prawej stronie na dole czeka na nas pomocna lupa, która podświetli wszystkie ważne elementy w danej lokacji. Jest to z jednej strony pomocne, z drugiej aż nadto. Ale tak już widocznie musi być. Zbliżamy się do epoki graczy casualowych, zwanych „niedzielowcami”, którzy siądą do gierki na pół godziny i wymagają od niej jak największych postępów w tak krótkim czasie. Dlatego nie dziwi mnie rozwiązanie twórców.

Nie można narzekać na ilość lokacji i czas trwania rozgrywki. Zwiedzimy Bretanię, Kair, Gibraltar, a nawet Wenecję. Lokacji jak widać jest sporo, jest co pozwiedzać. Czas gry mnie lekko zdziwił. Spodziewałem się małej powtórki z zabawy, więc przygotowałem się na 4-godzinny spacerek w poszukiwaniu tytułowego drzewka. Jakież było moje zdziwienie, gdy po ponad 7 godzinach ujrzałem napisy końcowe. Panowie! Toż to prawie dwukrotnie dłuższy produkt od poprzedniczki, a biorąc pod uwagę moje przechodzenie gry na czas, to daje nam całkiem niezłą zabawę na 8-9 normalnych godzin!

A my znów podróżujemy…

Gra wydaje się bezbłędna. I w istocie na pierwszy rzut oka taka jest. Przedmioty łączą się sensownie, zagadki nie są totalnie abstrakcyjne, a grafika cieszy oko. Nie wspominając już o muzyce i głosach. Tym trudniej mi napisać to o czym wspomniałem na początku recenzji. Mam mieszane uczucia. I nawet teraz kilka dni po przejściu Drzewa Życia czuję pewien rodzaj pustki. Nie takiej jak po Najdłuższej Podróży i Syberii, kiedy czułem się smutny, że to już koniec. Nie takiej, jak po Still Life i Overclocked, które wbiły mnie w fotel i analizowałem aspekty fabularne obu produkcji jeszcze przez kilka dni. Wreszcie nie takie jak po Art of Murder 2, kiedy cieszyłem się, że Polak Potrafi. Nie. Czuję najzwyklejszą w świecie pustkę. Oto przeszedłem produkt, który jest w pewien sposób nijaki. Niby ma wszystkie atuty dobrej produkcji, a jest bezpłciowy. Dialogi w pewnym momencie siadają, tempo akcji spada i wszystko zdaje się mocno naciągane. Brakuje chemii, pewnego rodzaju napięcia. Gracz przestaje wczuwać się w przygodę, którą ma przeżyć. Może jest to spowodowane brakiem pomysłu na rozwój akcji? No niby nie, bo mamy wszystko jak należy. Pędzimy z jednej lokacji do drugiej, od jednego państwa do drugiego, od zagadki do zagadki, a jednak nie wiemy po co. Może właśnie to jest błąd? Zbyt szybka akcja? Może trzeba było się zatrzymać, spowolnić tempo, dać się wczuć? A może coś zmienić, żeby Chronicles of Mystery 2 nie przypominało kolejnego taśmowego produktu, bliźniaczo podobnego do poprzednich gier twórców? Właśnie w tym pytaniu tkwi odpowiedź na słowa zawarte we wstępie. City Interactive się ciągle rozwija. I o ile Sztuka Zbrodni jest czymś w rodzaju Still Life, to Kroniki Tajemnic przypominają Syberię. Jej klimat podróży, poszukiwań, rozwiązywania zagadek. Nie powiem: ten styl przemawia do mnie o wiele bardziej i ogromnie mi się podoba. Może więc w tym szaleństwie naprawdę jest metoda? Szukać własnego sposobu opowiadania historii? Mam taką nadzieję, bo na razie mamy typowego średniaka. Dobrą, solidną rozgrywkę, której zabrakło odrobiny pomysłu. A może magii?

7 PLUSY:
zagadki + lokacje! + pomysł
MINUSY:
spada tempo akcji - sztywne postaci - niewykorzystany potencjał

autor: mertruve

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 20% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 40% [2 głosy]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 40% [2 głosy]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]