The Legend of Crystal Valley - recenzja

Dodane przez Percival dnia 30.11.2009 19:28

Podczas mojej trwającej już jakiś czas kariery tzw. pismaka, wiele razy miałem do czynienia z grą, o której nie posiadałem zbyt wielu informacji i nie zamierzałem nawet ich zbierać. Dlaczego? Z tego prostego powodu, iż chciałem być mile zaskakiwany:) Udawało mi się to dosyć często, więc kiedy na moim biurku wylądowało zgrabne pudełko z grą „The Legend Of Crystal Valley”, miałem nadzieję, że znów będę mieć fart. Niestety, tym razem się nie udało...

Na początku wypada objaśnić, jak to się ładnie mówi, ogólny zarys fabuły... Wygląda ona następująco: pewna młoda niewiasta, Eve, otrzymuje list od swojego nie dającego znaków życia ojca. Zaintrygowana tym faktem udaje się do rodzinnej Francji, kraju wina i Renault, aby go odnaleźć. Okazuje się jednak, że ojczulka wcięło, i to tak, że nikt nie wie, gdzie go szukać. Jak się później okazuje, jej ojciec był (a może nadal jest?) władcą magicznej krainy, zamieszkałej m.in. przez smoki, olbrzymy oraz inne baśniowo – mitologiczne stwory. Znajdując (w dużej mierze przypadkowo) przejście do magicznego świata, Eve rusza na poszukiwania ojca.

„Oryginalna i ekscytująca historia łącząca fantasy i science – fiction”

Całkowicie rozumiem, że aby zachęcić graczy do sięgnięcia po jakiś tytuł, trzeba stosować tego typu frazesy; w końcu tak działa reklama. Jednak ta „oryginalna i ekscytująca” historia w moim odczuciu wcale taka rewelacyjna w TLOCV nie jest. Opowieść nie wciągnęła mnie ani trochę (podobnie jak cała gra, o czym później), a połączenie fantasy i science fiction nie doprowadziło w tym przypadku do niczego dobrego; w rezultacie wyszło istne pomieszanie z poplątaniem. Czego tu nie ma! Oprócz baśniowych stworów w rolach głównych występują: światy równoległe, portale przenoszące do tychże światów, magia i zaklęcia, roboty – strażnicy, dziwni przedstawiciele różnych ras... Moim zdaniem twórcy gry najzwyczajniej w świecie przedobrzyli i wrzucili za dużo elementów do jednego worka (w tym przypadku gry).

Przykład kulturalnego i życzliwego odnoszenia się do innych;)

„Ogromny świat gry: 9 rozdziałów w ponad 150 lokacjach, ponad 150 przedmiotów do użycia”

Tak...Szczerze mówiąc, nie liczyłem ilości lokacji i przedmiotów do użycia. Bo właściwie po co? Z pewnością mogę stwierdzić, że w grze faktycznie jest 9 rozdziałów. Nie wiem natomiast, jakich kryteriów używano, pisząc o 150 lokacjach. Jeśli za takową uznamy każdą odwiedzaną „planszę”, wtedy może rzeczywiście jest ich aż tyle... A czy „150 przedmiotów do użycia” jest taką niesamowitą zaletą, że należy się nią chwalić? No właśnie...

Zasada nr 1: nie wciskać guzików w nieznanych urządzeniach!

„Interakcja z ponad 40 rodzajami potworów m. in. smoki, anioły, krasnoludy oraz inne kreatury ze świata mitycznych europejskich legend”

O, tutaj się nieźle uśmiałem... Smoki – są, krasnoludy – też, chociaż właściwie lepiej byłoby je nazwać skrzatami lub krasnoludkami. Anioły – poszukiwałem ich podczas grania, aż w końcu w pewnej lokacji, w końcówce gry, moja bohaterka znalazła się w (chyba) wiosce zamieszkanej przez wyjątkowo paskudne (nie wiem, czy ich brzydota wynika z zamierzenia, czy z poziomu talentu twórców) stworki i dowiedziałem się, że to właśnie one są aniołami! Po prostu ręce mi opadły. Kiedy zobaczycie screen poniżej, wam też opadną;) Inne kreatury? Jaszczuropodobne istoty, parę smoko - nietoperzy, olbrzymy (swoją drogą, strasznie wygadane). Wspomniana interakcja sprowadza się do rozmawiania z nimi i ewentualnie przyniesienia im potrzebnej rzeczy. Policzmy – raz, dwa, trzy, cztery... Tak czy siak, do 40 doliczyć się trudno.

Po lewej – jeden z aniołów. Aniołów?!!

„Niezwykłe i wciągające zagadki i tajemnice”

Dla odmiany w tym akapicie nie będę narzekał (zbytnio):) Zagadki opierają się w głównej mierze na łączeniu przedmiotów oraz uruchamianiu różnych mechanizmów. W sumie nie ma tu nic, co sprawiłoby niesamowitą trudność i nie pozwalało spać po nocach. Przykładowo, pierwsza łamigłówka polega na odpowiednim ułożeniu figurek na półce, zgodnie z treścią znalezionego wcześniej wiersza. Czasem jakaś postać poprosi nas o przysługę – przynieś mi coś, a ja dam ci coś innego. Krótko mówiąc, przygodówkowy standard, a jednocześnie jeden z nielicznych elementów, który się w tej grze udał.

„Prosty i przyjemny interfejs”

Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się z powyższym stwierdzeniem. Pasek ekwipunku znajduje się na dole ekranu, a znajdziemy w nim 3 zakładki: Ekwipunek, czyli wszystkie zebrane przedmioty; Magia – interesujący i oryginalny pomysł, otóż wraz z biegiem fabuły otrzymujemy do dyspozycji 3 zaklęcia: Zmniejszenie, Telekineza, Burza Lodowa. Za ich pomocą przechodzimy przez miejsca normalnie niedostępne, poruszamy przedmiotami i zamrażamy wrogów ( bodajże raz w grze). Ostatni element, Pamiętnik, to nic innego jak zapis wszystkich przeprowadzonych przez Eve rozmów, z podziałem na lokacje i rozmówców.

„Oryginalny soundtrack”

Zanim przejdę do kwestii muzyki, słówko o samym udźwiękowieniu: w TLOCV nie ma żadnych lektorów i kwestii mówionych, z wyjątkiem pierwszego, wprowadzającego w akcję filmiku (czytanego z dziwnym akcentem). Można takie rozwiązanie (tzn. brak słowa mówionego) uznać za plus, bowiem w grze jest sporo tekstu i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś miał to wszystko czytać – padłbym z nudów. Na szczęście teksty można przewijać szybciej, wciskając spację. Natomiast słuchając muzyki, mam dosyć mieszane uczucia. Początkowo główny motyw może się podobać, ale z biegiem czasu muzyka staje się męcząca, podobnie jak piski i dźwięki wydawane przez niektóre spotykane stworzenia.

„Polska wersja językowa (napisy)”

Robotę polonizatorów muszę pochwalić, bowiem wszystkie teksty i dialogi przetłumaczono porządnie i zrozumiale. Mógłbym się na siłę czepiać jedynie paru literówek, ale w ogólnym podsumowaniu nie przeszkadzają one w odbiorze tekstu. Ciekawym pomysłem jest nadanie niektórym postaciom ich własnego, charakterystycznego sposobu mówienia. Pokuszono się nawet o szczyptę humoru, np. w komentarzach głównej bohaterki. I dobrze – gra nie jest dzięki temu śmiertelnie poważna.

A na koniec...

„Oszałamiająca brzydotą postaci grafika”

Akurat ten (śród)tytuł wymyśliłem sam – uwierzcie mi, mam ku temu słuszne powody. Na pudełku nie ma ani słowa o oprawie graficznej, ale ja też nie miałbym powodów do reklamowania czegoś, co ewidentnie mi nie wyszło. W sumie grafika w TLOCV nie wygląda źle. Menu zrobiono dosyć ładnie, lokacje odwiedzane przez bohaterkę są niczego sobie. Ale postaci i ich twarze... Powiem tak: wyglądają, jakby były zrobione z plasteliny przez małoletnie dziecko bez talentu plastycznego;) Pół biedy, gdy oglądamy je z daleka; najgorzej, gdy podczas rozmów obok tekstu pojawiają się te„cudne” facjaty, a wyglądają jakby ktoś nieporadnie bawił się w jakimś edytorze grafiki. Żeby nie być gołosłownym... spójrzcie na obrazek poniżej.

Panowie, co wam się stało (zwłaszcza temu po prawej)?

We wstępie do tej recenzji napisałem, że lubię być mile zaskakiwany. Niestety, granie w TLOCV było dla mnie po prostu męczące, a już na pewno nie miłe. Przyłapałem się na tym, że niecierpliwie czekałem, aż opowieść się skończy i będę mógł wrócić do przyjemniejszych zajęć. Podobały mi się tylko 3 rzeczy: zagadki i interfejs, pomysł z wykorzystywaniem zaklęć, oraz poziom polskiej wersji. Do każdej z pozostałych cech można dodać jakieś ‘ale’: scenerie są ładne, ale postaci wyglądają tragicznie; muzyka na początku mile łechce uszy, ale później staje się wkurzająca, itp. Na szczęście ja nie musiałem kupować tej gry, notabene kosztującej prawie 50 złotych – dostałem ją do zrecenzowania. Zwykłym graczom dam dobrą radę: uwierzcie mi, TLOCV nie jest potrzebna do szczęścia nawet bardzo wygłodzonym fanom przygodówek.

5 PLUSY:
zagadki + zaklęcia + polska wersja
MINUSY:
nudna - brzydka - męcząca - cena (50 zł?!)

autor: Percival

   

Komentarze


29 #1 SpokoWap
dnia 30.11.2009 22:10
Gra przygodowa bez czytanych dialogów w dzisiejszych czasach? Ile by ich nie było, to jednak również jest to minus. Tak samo jak cena, tego typu budżetówki powinny być sprzedawane za 15-20 zł. Recenzja wyczerpująca i ładnie napisana :)
1121 #2 Percival
dnia 01.12.2009 09:51
W takim razie czytelnicy mogą dopisać do listy minusów brak dialogów mówionych i cenę. Ja nie zrobiłem tego, ponieważ:
1) trudno oczekiwać cudów od budżetówki (dialogi), 2) mam nadzieję, że moją opinię o cenie można wywnioskować z tekstu:) Przy okazji dziękuję za miłe słowa:)
1153 #3 grandelezier
dnia 01.12.2009 10:21
baaardzo przesadzili z ceną. to powinno być dodawane do czasopism, albo sprzedawane w kiosku za 14,99.
778 #4 telipinus
dnia 01.12.2009 11:51
do ilości potworów/postaci dodaj człowieka, bo przecież Eve jest człowiekiem a ta także występuje w grze
986 #5 Ebbingaus
dnia 01.12.2009 13:53
Mnie tam najbardziej przypadł do gustu skrót "TLOCV", no bo czy nie jest piękny? TeeLOCeFał, TeelOCeFał. Można go sobie nucić pod nosem albo wykorzystać jako odpowiedź na jakieś głupi tekst rzucony złośliwe pod naszym adresem.
778 #6 telipinus
dnia 01.12.2009 14:05
no i każdy znajdzie sobie coś dla siebie XD
1147 #7 geos41
dnia 01.12.2009 19:59
Myślałam że u mnie działa coś nie tak,wpatruję się w usta postaci a tu nic się nie poruszają.tyle kasy nie warto w to,chyba już lepsza będzie still life 2
1004 #8 twig
dnia 02.12.2009 14:04
@geos41 - chyba? Masz jakieś wątpliwości? Sweet
1121 #9 Percival
dnia 03.12.2009 13:21
Zgadzam się - Still Life 2 będzie 100 razy lepsze niż ta gra.
1184 #10 kamiko
dnia 07.12.2009 21:46
Te facjaty mogą się śnić po nocach 0_o
24 #11 mendosa
dnia 08.12.2009 10:26
W kwestii formalnej - brakuje informacji o autorze w stopce artykułu.
729 #12 Evillady
dnia 08.12.2009 11:13
Edit.
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 0% [0 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 50% [1 głos]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 50% [1 głos]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]