Kleopatra: Droga do Tronu - recenzja

Dodane przez Madzius888 dnia 19.11.2009 19:39

Lubię historyczne przygodówki, a w dodatku cenię sobie serię Adventure Collection, prezentującą tytuły całkiem dobre (oprócz Aurory!) i powszechnie dostępne. Kiedy więc usłyszałam, że w planie wydawniczym IQ Publishing znajdzie się Kleopatra: A Queen’s of Destiny – gra, o której słyszałam kilka dobrych rzeczy - nie wahałam się ani przez chwilę: koniecznie muszę w to zagrać! Czy warto było się tak napalać?

Cała akcja toczy się w Aleksandrii, roku 48 p.n.e. Kleopatra oraz jej brat i mąż, Ptolemeusz , rozpoczynają wojnę o tron Egiptu. Aleksandria przestaje być bezpiecznym miejscem do życia, gdzie ludzie przyjeżdżają, by uczyć się i oddawać kontemplacjom. Kleopatra VII Wielka musi więc podjąć ważne decyzje dotyczące jej samej oraz całego Egiptu. Co powinna zrobić? Nie jest tego pewna, dlatego zwraca się o pomoc do czołowego egipskiego astrologa: Akkada.

Nasz główny bohater, Tomasz, to młody Chaldejczyk, marzący o tym, żeby wyruszyć do Aleksandrii w poszukiwaniu mistycznej wiedzy, którą parają się tutejsi uczeni. Jego marzenie zostaje zrealizowane i student ląduje u - skądinąd już wam znanego - czołowego astrologa Egiptu, Akkada. Młodzieniec nie może narzekać: nauka sprawia mu mnóstwo radości, a w dodatku poznaje Iris – córkę mistrza, w której z wzajemnością się zakochuje.

Idyllę tę zakłócają wydarzenia ogólnokrajowe: wojna domowa wynikająca z konfliktu Kleopatry i Ptolemeusza, a także osobiste: kiedy Tomasz przychodzi do posiadłości, odkrywa że nauczyciel i narzeczona zniknęli, a na ścieżce naprzeciw znajdują się... świeże ślady krwi!

Więcej informacji znajdziecie już w drukowanej instrukcji do gry, ja jednak nie zamierzam powielać tego błędu – te fakty stają się znane dopiero w 1/5 gry, a cóż to za zabawa, kiedy wszystko wiemy na długo przed? Twierdzę tak zwłaszcza dlatego, że fabuła to jeden z większych atutów Kleopatry. Podróż po egzotycznym Egipcie w czasach znanych nam z podręczników historii i wielu filmów dokumentalnych czytanych przez złotogłosą Krystynę Czubówną daje możliwość przeżycia historii wprost nie z tego świata. Poznamy kilku ludzi spełniających nieznane już nam role, a nawet spotkamy się z... samą Kleopatrą VII Wielką. Będziemy prowadzić ostrożne śledztwo w poszukiwaniu bliskich Tomaszowi osób, przede wszystkim wypytując świadków, spotykając zarówno przyjaciół, wrogów, jak i zdrajców.

Astrolog który nie astrologuje (bądź też: nie astroloży)

Ech, muszę już zejść na ziemię. O ile warstwa fabularna okazuje się spełnieniem obietnic (tzw. ochy i achy:)), to strasznie zawiodła mnie inna bardzo ważna dziedzina. Na pudełku czytamy: „Liczne zagadki i łamigłówki oparte na kulturze i nauce Starożytnego Egiptu”. O to, czy były one takie liczne, można się pokłócić, niemniej owszem, zagadki były, ale przede wszystkim... lingwistyczne i to przede wszystkim w języku... greckim. Żadnego zajmowania się hieroglifami, choć z języka Hellenów też w zasadzie nie tłumaczymy. Chodzi po prostu o wykręcenie/przyciśnięcie odpowiednich symboli na tarczach o różnym kształcie. Przy czym wszystkie mechanizmy są dosyć trudne do opanowania – trzeba się sporo nakręcić myszką. Są rzeczy naprawdę fajne i to w całości, np. cyklop - maszyna oblężnicza, którą musimy odpowiednio przygotować oraz nauczyć się jej obsługi. Są też zagadki ciekawe... ale tylko częściowo, co jest bardzo rozczarowujące. Chyba każdy lubi eksperymentalną chemię. Przynajmniej ja, kiedy dostaję całą spiżarnię proszków i instrukcje, jak się zabrać do rozpoznawania substancji, zakasuję rękawy i ochoczo zajmuję się robotą... ale chwila moment! Mam przepisy, potrzebne produkty, kilka papirusów, ale jak właściwie mam poznać, czy to jest odpowiednia reakcja? W przypadku czterech z nich jest to oczywiste, tekst mówi wprost, można też znaleźć kilka o podobnych właściwościach, więc pasuje. Ale co z resztą? Trzeba polegać na wiedzy Tomasza, który po prostu stwierdza fakt dokonany: rozpoznałem substancję!

Szczerze mówiąc niewiele mi to daje, kiedy tak naprawdę nie mogę się upewnić, że zaszła odpowiednia reakcja: coś tam się gotuje, czerwieni, bucha na biało, bucha na czarno – a ja nie wiem. Byłam bardzo niepocieszona. Ten fragment został przygotowany na zasadzie „walkthrough”: masz kilka substancji, ich i wyłącznie ich musisz poszukać, nimi i tylko nimi się przejmować, a resztę rzucić w przysłowiową cholerę. Można „przejść-przez” tę sytuację także bez żadnych badań – nieopisane proszki też mają swoje właściwości, więc wystarczy, że gdzieś zajrzysz, przeczytasz i w zasadzie... najdłuższy proces w grze zostaje zniwelowany do kilkudziesięciu sekund.

Raz zatrzymałam się na chwilę, a to dlatego, że najzwyczajniej w świecie... przekombinowałam chcąc rozwiązać klasyczną zagadkę klasycznym sposobem, a okazało się, że łamigłówka nie była nawet na takim przeciętnym poziomie. Ogólnie trzeba mieć naprawdę kiepski dzień, żeby nie ruszyć z kopyta i utrzymywać dobre tempo aż do samego końca. Natkniemy się raptem na dwie zagadki pośrednio dotyczące jednej z ważniejszych nauk, które obejmowała astrologia – matematyki, jednak tak jak zauważyłam w podtytule: Tomasz jest „nieastrologującym” astrologiem. Innymi słowy - nie wykorzystamy żadnego z fajnych urządzeń znajdujących się w bogato (jak na ówczesny okres) wyposażonym obserwatorium. To było wyjątkowo przykre.

Zagadki przedmiotowe również występują. Ci, którzy mieli przyjemność zetknięcia się z Powrotem na Tajemniczą Wyspę na pewno zwrócili uwagę na 1)przeogromną liczbę możliwości wykorzystania każdego jednego przedmiotu oraz 2) ilość opcji, za pomocą których można osiągnąć ten sam cel, hojnie nagradzanych punktami. Podobny mechanizm połączeń jest wykorzystany tutaj, ale nie ma już takiej ich mnogości: mamy raptem do wykonania tylko kilka kombinacji, a i te można stworzyć wyłącznie w jeden wybrany sposób; ponadto przedmiotów nigdy nie zbierzemy więcej niż tyle, ile mieści się na dwóch stronach pięciokartkowego inwentarza. Nie uświadczymy również systemu punktowego: albo rzecz zrobisz, albo nie - i sterczysz, bo nie możesz przejść dalej. Chociaż KleopatraKheopsa, to moje oczekiwania były duże i zdecydowanie im nie sprostano.

Kompletną nowością, przynajmniej dla mnie, było połączenie rozwiązań kilku zagadek i zaangażowania egipskich bogów . O co dokładnie chodzi? Instalujesz grę. Po kilkunastu sekundach, kiedy płyta głośno pobrzęczy w napędzie i nastąpi jej sprawdzenie, program się uruchomi, a ty wylądujesz w pałacu królowej (tak wygląda menu). Skierujesz się w stronę kolumnady, gdzie gra się zaczyna, a Kleopatra swoim głębokim głosem ogłosi, że przed rozpoczęciem gry, należy wybrać któryś z profilów (złotą figurkę egipskiego boga) oraz swój znak zodiaku. Do każdego znaku odnosi się określony horoskop – tak, oczywiście, że zaprogramowany;) – wg którego w dany dzień bogowie Ci sprzyjają, a w inny – zostajesz olany/na; dosłownie, bo spada trochę deszczu:) Kiedy zostajesz pobłogosławiony, wykonanie zagadki uda się od razu, a w razie przekleństwa rozwiązanie odbędzie się w co najmniej dwóch etapach. Ciekawsza okazuje się więc sytuacja, kiedy następuje okres niesprzyjający – jest minimalnie więcej do wykonania. Po pierwszym przejściu pojawiają się dodatkowo dwa znaki: błogosławiony znak bogów, kiedy będą następować tylko miłe rzeczy i przeklęty znak bogów – na drodze napotkamy wtedy same przeszkody.

Gdy strumyk szumi z wolna...

Jak już wspomniałam, Kleopatra ma fascynująco głęboki głos, który w pałacu, będącym naprawdę fajnym menu, brzmi majestatycznie odbijając się od ścian ogromnego pomieszczenia. Jedyny lektor, który wprawił mnie w pewną konsternację, to ten odpowiadający za udźwiękowienie Tomasza: chłopczę ma wygląd najwyżej dwudziestokilkuletniego faceta, natomiast głos wydaje się co najmniej „potrzydziestkowy”. Nie wiem, która wersja jest właściwie właściwa :P Muzyce nie mam nic do zarzucenia. W pierwszej lokacji – posiadłości ze sporym ogrodem – słyszymy przede wszystkim wodę przelewającą się leniwie w strumyku. Mamy kilka melodyjek, czasem okraszonych odrobiną stylowego wokalu przypominającego mistyczną Loreenę McKennitt.

Rozsiewa zioła maj

Zieleń - ten kolor od razu rzucił mi się w oczy, jako ten dominujący. W ogrodzie, który jest pierwszą lokacją, dominuje żywo zielona roślinność, czerpiąca ze strumyka. Podobnie w Bibliotece Aleksandryjskiej – wyrazisty kobierzec traw prowadzi do drzwi budynku. Pomarańcz... Kolor dominujący w filmikach, „pełnych” ciepła i słońca– rozpalone niebo mieni się żółciami i czerwieniami, co daje w sumie mnóstwo pomarańczu.

Piaskowa żółć – ten odcień zobaczymy w Latarni na Wyspie Faros. Mnóstwo suchego piachu szerokiej plaży sięgającej aż pod mury budynku. Taki zestaw kolorów dokładnie odpowiada mi „nadmorskim” przygodówkom Kheopsa : Powrót na Tajemniczą Wyspę oraz Kurs: Wyspa Skarbów. W „Kleopatrze” również patrzymy z perspektywy pierwszoosobowej, poruszamy się węzłami, grafika jest 2,5 wymiarowa. Nie ma przeskoku technologicznego, wszystko prezentuje się po prostu ładnie i ciekawie; zresztą nie było za bardzo nad czym pracować. Wszystkie lokacje zostały wymienione już na pudełku (jednak sprytnie wskazując, jakoby to miały być jednymi z wielu ;) ): posiadłość Akkada (dom i ogród), Biblioteka Aleksandryjska, Latarnia Morska na wyspie Faros oraz pokazana w filmikach komnata królowej, znana z menu.

Wspomniałam już, że podczas grania spotkamy kilka ciekawych osób. Jedyne, co muszę wam przekazać (i co widać już na okładce), jako czołowa fetyszystka nosowa, to fakt, iż Kleopatra ma ZDECYDOWANIE ZA MAŁY I ZA PROSTY NOS! A to on przecież miał decydować o jej zawziętości! Śmiałam się, kiedy przeczytałam, że pewnego recenzenta boli fakt, iż imć Wiedźminowi nie rozszerzają się źrenice, ale teraz rozumiem jego ból ;)

Słowo na koniec - w recenzji tej nieprzypadkowo skupiłam się na zagadkach. Muszę przyznać, że nie dorównują poziomowi bardzo dobrej fabule; to największa bolączka Kleopatry. Grafika, muzyka, animacja, są, kolokwialnie lecz trafnie stwierdzając, w porządku, ale łamigłówki zawodzą. Odpowiadając więc na pytanie zadane we wstępie muszę stwierdzić, że te kilka godzin rozrywki nie sprawiło mi oczekiwanie wielkiej frajdy...niestety.

6 PLUSY:
grafika + muzyka + bajeczna fabuła + element losowy - znaki zodiaku
MINUSY:
zagadki

autorka: Madzius888

   

Komentarze


986 #1 Ebbingaus
dnia 02.12.2009 14:17
Zielooona traaawa, pomarańczooowe nieeebo, piaskooowy... znaczy się: żóóółty piaaasek... ehhh, tak się rozmarzyłem, że chyba się zakochałem. Kto by się tam przejmował jakimiś męczącymi zagadkami Wink2Wink2
729 #2 Evillady
dnia 02.12.2009 14:58
Różni ludzie kupują przygodówki z różnych powodów. Niektórzy właśnie dla widoczków Wink2
660 #3 Madzius888
dnia 02.12.2009 18:35
A ładne widoczki, to i można Sweet
1062 #4 SilverMoon666
dnia 04.01.2011 20:01
A mnie ta gra nie wciąga Pfft
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?