Fenimore Fillmore: Zemsta - recenzja

Dodane przez mertruve dnia 13.11.2009 00:01

Trzeba to przyznać otwarcie, przygody Fenimore’a Fillmore’a nie mają szczęścia w Polsce. Ciągle coś staje na przeszkodzie aby podbić serca graczy w naszym kraju. Pierwsza część przygód zatytułowania „3 Czaszki Tolteków” przeszła jakoś bez echa. Spowodowane to zapewne było datą wydania. 1997 rok obfitował w wiele innych, ciekawszych propozycji: Discworld 2, Broken Sword 2, Ace Ventura, czy Larry 7. Drugą część zatytułowaną „Westernem” zniszczyła fatalna polonizacja, znana wszystkim i wyśmiewana do dziś. Nie pomogła nawet reedycja z całkowicie nową polonizacją z głosami aktorów kabaretu Mumio. Trzecia, najnowsza część niestety również nie ma szczęścia. Jednak tym razem winni są już tylko twórcy.

Fenimore Fillmore: Zemsta jest trzecią częścią cyklu o kowboju Fenimorze. Kowboj to może za mocne określenie, ale niewątpliwie nasz dzielny młodzian pretenduje do tego miana. W najnowszej odsłonie spotykamy go kilka lat po wydarzeniach z Westernera. Razem z ukochaną pędzą przez pustynię. Tam spotykają zranionego jegomościa, który po pewnej chwili umiera. W międzyczasie zjawiają się bandyci raniąc również naszego dzielnego Fenimore’a i porywając jego ukochaną. Co się dzieje dalej? Ruszamy na ratunek!

Dziki, dobrze nam znany, Zachód…

Fabuła nie jest oryginalna, będę szczery. Jej wielowątkowość sprowadza się do jednego, głównego wątku, który jest sztampowym przykładem dobrego westernu. Tak, tak, dobrego westernu, bo i historia w Zemście jest całkiem niezła. To, że schematyczna nie znaczy zła. Mamy motyw zemsty, ukrytego skarbu, spotkania po latach, dawnych znajomości, zerwanych więzi, itd. Wszystko co amatorzy tych klimatów lubią. Niestety sprowadza się też to do największego minusa produktu. Niewykorzystanego potencjału, co widać na każdym kroku. Opowieść toczy się zbyt szybko, jest za krótka, mamy tylko jeden wątek, który dość szybko się rozwiązuje. Wszystko to sprawia, że charaktery postaci nie zostały do końca zarysowane. Widać to doskonale na przykładzie głównego bohatera…

My name is More… Fillmore…

Od czasu wydania Westernera minęło 5 lat i widać to doskonale. Twórcy postanowili inaczej podejść do tematu i tym razem zrobili grę doroślejszą. Już sam widok Fenimore’a sugeruje zmianę konwencji. Podczas całkiem nieźle wykonanego, bardzo dynamicznego, intra widać postać Fillmore’a pędzącego na koniu. Kiedy go ujrzałem zastanawiałem się dłuższą chwilę czy aby na pewno to ten sam chłopak w niebieskiej koszuli i białym kapeluszu. Ich miejsce zastąpiła nowa garderoba. Czarna koszula, brązowy skórzane płaszcz i ciemny kapelusz. Rysy twarzy wyostrzyły się, pojawił się lekki zarost. Widać, że bohater zmężniał i wydoroślał. Oceniać metamorfozę musi każdy sam, ja powiem tylko, że mi na początku nie odpowiadał. Siła Fenimore’a polegała na jego śmiesznym, przerysowanym wyglądzie. Kiedy nam to odebrano dostajemy zwykłą historię o Dzikim Zachodzie z normalny, niczym niewyróżniającym się bohaterem. Czegoś brakuje, choć po chwili można się przyzwyczaić. Zmianę tę widać też w dialogach i sytuacjach, w którym się znajdziemy. W samej rozgrywce nie uświadczymy już tyle gagów co dawniej. Owszem, zdarzają się momenty zabawniejsze, ale raczej nie jest to zamierzone. Sceny z naszym udział również stały się o wiele poważniejsze. Wiele razy zmuszenie jesteśmy zabić drugą osobę, sami także często otrzymamy po zębach.

Na zachodzie bez zmian…

Gra przeszła gruntowną metamorfozę. Grafika Westernera w 2004 roku była bardzo dobra. W Zemście także spotkamy przyjemną dla oka oprawę graficzną, szczególnie gdy włączymy wszystkie szczegóły na maksimum. Jest tylko jeden problem. Według kalendarza strony internetowej twórców, gra miała zostać wydana w 2007 roku i to widać. Dwa lata temu oprawa graficzna pewnie wzbudziłaby zachwyt, dzisiaj jest już tylko ładna i nie kłuje w oczy. Jeżeli chodzi o interfejs, to jest standardowy. Na górze widzimy przedmioty, które zbieramy i których używamy na innych. Nie można łączyć przedmiotów, nie uświadczymy też żadnych zagadek. Dialogów przez całą grę poprowadzimy z dwa, w których przyjdzie nam wybrać jakieś odpowiedzi, czy pytania. Z samymi przedmiotami również nie jest za wesoło, zbierzemy ich raptem kilka. Wprowadzono za to elementy zręcznościowe. Właściwie to dwukrotnie. Pierwszym jest strzelania do celu. Celujemy myszką, chodzimy jednym przyciskiem myszy i strzelamy drugim. Pole gry zmienia się na coś w rodzaju szachownicy, gdzie pozaznaczano pola. To po nich się poruszamy. Całość jest niezwykle toporna i trudna do opanowania. Najgorsza była ostatnia strzelanina, gdzie musieliśmy zastrzelić z 8 osób, a sami co chwilę ginęliśmy z powodu niemożności zobaczenia przeciwnika. Doprowadzało mnie to do szewskiej pasji, co przełożyło się na sześć powtórzeń. Drugą zręcznościówką jest obsługa dźwigu. Na szczęście zadanie jest dziecinnie proste.

Lucky Luck to to nie jest…

Właściwie można by na tym skończyć recenzję. Niestety wśród kilku zalet mamy całe mnóstwo minusów, które spowodowane są naprawdę głupimi wpadkami. Ciężka praca kamery, jest jedną z nich. Czasami ciężko zobaczyć co się dzieje obok nas, szczególnie, że postaci są naprawdę duże. Ujęcia, szczególnie na początku gry, pokazują nam właściwie tylko bohatera i skrawek terenu. Trzeba nieźle powykręcać mychą żeby zobaczyć coś poza piersiami ponętnej Rhiannon, którą sterujemy na początku zabawy. Oprócz pracy kamery problemem jest widoczność przedmiotów. Żaden przycisk nie aktywuje tak popularnych ostatnio podglądów przedmiotów i niestety zmuszeni jesteśmy często szukać igły w stogu siana. Za to doskonale rozwiązano system podpowiedzi. Często Fenimore sam podpowiada nam co zrobić żeby pójść naprzód. Nie zmienia to jednak faktu, że poziom zagadek jest na marnym poziomie. Właściwie to dziecko z podstawówki poradziłoby sobie z grą. No może oprócz elementów zręcznościowych, ale z tym nawet taki weteran jak ja sobie nie radzi. Jest minus, którego po prostu nie wybaczę twórcom. Pierwszym jest czas gry. Ja rozumiem, że robi się teraz produkty casualowe, tak zwane „niedzielne”, no ale bez przesady. Już Chronicles of Mystery było krótkie, sprawiło, że przeszedłem grę w czasie poniżej pięciu godzin. Zemsta pobiła wszystkie moje rekordy. Grę ukończyłem w dwie i pół godziły, co plasuje ją gdzieś pomiędzy przerwą w wykładach, a niedzielnym odpoczynkiem przed poniedziałkowymi zajęciami. Sam nie wiem jak to określić. Rozumiem, gracze mniej wprawieni w bojach będą się bawić z 5 godzin, ale co z tego? To stanowczo za mało na dobrą zabawę!

Wild, Wild West…

Fenimore Fillmore to bardzo nierówny produkt. Z jednej strony ma ambicję iść dalej, nie powielać schematów z 3 Czaszek Tolteków i Westernera, zaś z drugiej łamiąc z konwencją, sama siebie skazuje na porażkę. W efekcie Zemsta jest grą bez pomysłu, czymś bez żadnego odniesienia. Traktuję ją raczej jako pokazówkę, eksperyment, względnie jakiś epizod z dłuższej rozgrywki, niż pełnoprawny produkt. To rozchwianie twórców widać na każdym kroku. Niby skierowania do starszych graczy, a jednak wypada polecić dzieciom, szczególnie ze względu na poziom trudności. Szkoda, bo mogło być dobrze, a wyszło przeciętnie. I tak chyba zapamiętam Fenimore’a Fillmore’a: jako przeciętnego kowboja z ambicjami bycia prawdziwym rewolwerowcem.

P.S: Naprawdę zastanawiające jest, że obrazki i filmiki pokazane przez twórców nie znalazły się w finalnej wersji produktu. Z ciekawości polecam zajrzeć do galerii AZ i zobaczyć. Wygląda na to, że gra miała być pierwotnie dłuższa… Czyżby kryzys?

5 PLUSY:
grafika + kilka śmiesznych momentów + historia
MINUSY:
za krótka! - praca kamery - niewykorzystany potencjał

autor: mertruve

   

Komentarze


986 #1 Ebbingaus
dnia 17.11.2009 12:33
To ja mam jedno małe pytanko - Co się właściwe w tej grze robi? Pytam bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić przygodówkę, w której jednocześnie: primo - prawie się nie rozmawia, secundo-zbiera raptem kilka przedmiotów, których na dodatek nie można ze sobą łączyć, tertio-brakuje "zagadek" czyli, jak rozumiem, różnej maści łamigłówek, przesuwanek itp. Jeździ się na koniu i ogląda pustynne krajobrazy?
210 #2 mertruve
dnia 17.11.2009 19:51
nie. Chodzi sie od lokacji do lokacji i wypelnia zadania. To znaczy: musimy skonstruowac cos tam, no to konstruujemy. Mamy znalezc przedmiot i tyle:) gra krotka, jak napisalem w recenzji:)
29 #3 SpokoWap
dnia 28.11.2009 22:23
Uff, a ostatnio będąc w Empiku zastanawiałem się nad zakupem nowego Fillmore'a. Jak dobrze, że jednak się nie skusiłem. Choć cena wydawała się dość przyzwoita, to pomyślałem, że poczekam na pierwsze recenzje. 2 i pół godziny gry? Chyba została wypuszczona na rynek gra, która w takiej formie nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego. Twórcy anulowali swój projekt i to się już zdarzało niejednokrotnie w wielu produkcjach, ale pierwszy raz widzę żeby wrzucać do sklepu to co udało się w tym czasie sklecić, zwłaszcza jeśli nie była to nawet połowa z zamierzeń. Kpina z Graczy, ot co.
1184 #4 kamiko
dnia 11.02.2010 02:10
Ugh. nie potrafię przebrnąć przez strzelaninę przed chatą. Sad

Na screenach z recenzji gra prezentuje się znacznie lepiej.
729 #5 Evillady
dnia 11.02.2010 15:19
Na screenach gra zawsze prezentuje się lepiej Wink2 Myślę, że mertruve się odezwie i pospieszy Ci z pomocą poddając, jakiś fajny pomysł na przejście tego fragmentu gry :)
165 #6 Kami
dnia 12.02.2010 11:28
Cóż, ja zalecam odwiedzenie działu Help! Jak to przejść!? na forum i założenie odpowiedniego tematu.
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?