Deep Space Nine: The Fallen (mniej przygodowa) (Arlin)

Dodane przez Adventure-Zone dnia 10.04.2006 00:35

Kosmos zawsze fascynował. Jest dla ludzkości tak nieuchwytny, pełen tajemnic, że gdy mówić o nim, od razu łatwiej uruchomić wyobraźnię. Tam może zdarzyć się wszystko - nie ma ograniczeń. W końcu znana jest odwieczna zasada: to co nieznane, budzi niewątpliwie ciekawość. W związku z tym twórcy, filmowcy czy producenci gier, sięgają chętnie po temat kosmosu i jego sekretów, ze względu na stałe zainteresowanie odbiorcy. Owocem tej fascynacji wszechświatem są takie obrazy jak "Gwiezdne wojny" czy "Star Trek", a przecież twórcy komputerowi nie przepuszczą okazji zarobienia na "growej" adaptacji popularnego filmu. Na podstawie "Star Treka" powstało już wiele gier, różnych gatunkowo, które jednak nie oferowały rozrywki najwyższych lotów, ale za to niosły ze sobą rozczarowanie fanów serii. Niestety, uważano chyba, że znana licencja załatwia sprawę i nie trzeba wysilać się nad jakością. Bodaj jedną z lepszych gier opartych na "Star Trek" był shooter FPP Elite Force, a potem nadszedł czas Deep Space Nine: The Fallen, pozycji, która zebrała bardzo dobre opinie prasy i graczy. Tym razem twórcy solidnie podeszli do tematu. The Fallen to action - adventure zrealizowany w konwencji TPP, na ulepszonym silniku Unreal Tournament. Mamy tu wielkie emocje, towarzyszące rozgrywce, ciekawą fabułę oraz trzy różne postacie o konkretnych specjalizacjach. Wolę nie mówić o nawiązaniach gry do serii, bo zwyczajnie się na tym nie znam i pewnie popełniłabym jakiś niewybaczalny błąd. Tak się składa, że nie jestem fanką "Star Treka", co na szczęście nie przeszkodziło mi w zapoznawaniu się z grą. A ta jest przyjazna dla każdego, wprowadza w fabułę, dzięki treningowi także w arkana sterowania. Jak już wspomniałam do wyboru mamy trzy postacie, przy czym wybór determinuje taktykę, jak również rozwój akcji. Kapitan Benjamin L. Sisko to postać stawiająca na akcję. On zaczyna swoją przygodę w mrocznym bajorańskim statku naukowym. Na tym samym statku, choć na drugim jego końcu, zaczynamy grając komandorem porucznikiem Worfem. Ma on w zanadrzu poręczne ostrze, którym posługiwać się potrafi tylko on. Z kolei major Kira Nerys nie jest stworzona do długiej wymiany ognia - często wykorzystuje swoją umiejętność skradania się i kombinowania. Kierując panią major, zaczynamy grę w świątyni dawnego przyjaciela, który poprosił Kirę o pomoc. Nagły atak powoduje, że musimy jak najszybciej nawiązać łączność z promem. Trening dla każdej postaci jest podobny. Ten krótki etap szybko zaznajamia gracza ze sterowaniem oraz licznymi broniami czy urządzeniami. Przydatny jest trikoder, umożliwiający namierzenie ukrytych paneli, przycisków, częstotliwości pól siłowych lub form życia. Ważną rolę pełni też komunikator, dzięki któremu, gracz może porozumieć się z innymi postaciami z gry, otrzymać kluczowe informacje. To wszystko urozmaica rozgrywkę, wprowadza w atmosferę gorączkowego działania, bo w DS9 mamy do czynienia z nagłymi zwrotami akcji i brakiem czasu na zastanowienie. To można potraktować jako wadę. W The Fallen pełno jest momentów, kiedy wrogowie napierają, energia fazera wyczerpuje się, a gracz zastanawia się gdzie może być TEN przycisk. Ale z drugiej strony, w ten sposób gra nas natychmiastowo wciąga. Ciągle coś się dzieje, a trzeba powiedzieć, że nie uświadczymy tu monotonii, która potrafi zabić wiele niezłych tytułów. Jednak z naciskiem akcji łączy się poziom trudności. Jestem pewna, że mniej doświadczeni gracze będą mieli kłopoty z ukończeniem przygody. Na szczęście gra ma w sobie to coś, co nie pozwala się poddać. W chwili porażki po prostu potulnie naciskamy "wczytaj" i z ochotą walczymy dalej aż zwyciężamy. Duży udział w tym ma klimat. W historiach Sisko i Worfa więcej jest oczekiwania na kolejnego wroga. W niektórych momentach ciemne korytarze przypominają mi te z Alien vs. Predator 2, choć takiego napięcia tu nie ma, a to z tego powodu, że w pewnej chwili wpadamy w wir walki i uczucie oczekiwania znika gdzieś w emocjonującym starciu. Fabuła jest interesująca, co skomplikowana. Nasza postać ma mnóstwo do zrobienia, a jak już to zrobi, nadciągają nowe problemy. Gra potrafi nagle nas zaskoczyć: wybuchem ściany, przy której stoimy, nagłymi strzałami, przy czym czujemy się, jakby to ująć - w centrum zainteresowania. Oprawa graficzna może nie poraża doskonałością (a to wyłącznie przez upływ czasu, zmieniającego wszystko), ale jest naprawdę porządna. Ładne załamania światła, efekty użycia broni, ciekawie zaprojektowane lokacje - zachwycają. Wrażenie psuje kanciastość zarówno budynków jak i twarzy postaci. Szczególnie w tym ostatnim przypadku staje się to nieco irytujące, ponieważ odbiera zadaniom realizmu. Niekiedy razi też brak urozmaicenia w terenie i mała interaktywność z otoczeniem, chociaż sam projekt jest bardzo dobry. Skoro już tak narzekam to muszę wspomnieć o animacji postaci. Ta stoi na całkiem wysokim poziomie, jakkolwiek przyczepię się do sposobu chodzenia. Niektórzy nasi sojusznicy biegają w wyjątkowo sztuczny sposób po niewidzialnych ścieżkach, zaprogramowanych przez system gry. Jednak wszystkie te niedogodności czy pomniejsze wady są wynagradzane wielką radością płynącą z zabawy. Z chęcią posuwamy się naprzód, a interesujących misji nie brakuje, tym bardziej, że przy odrobinie dobrej woli mamy trzy różne drogi rozwoju fabuły (ze względu na postacie). Sterowanie jest wygodne i każdy kto zetknął się z jakąś grą akcji powinien szybko odnaleźć się w świecie The Fallen. Moje zastrzeżenia budzi jedynie celownik, automatycznie wybierający przeciwników - takie rozwiązanie czasem utrudnia zwycięstwo w walce. Dużą zaletą scenariusza DS9 jest fakt, że może zainteresować nie tylko "trekkies", ale także osoby, nie mające zielonego pojęcia co to jest Borg czy Klingoni. To po prostu ciekawe tło dla naszych zmagań. A te jak już pisałam, cechują się dużymi emocjami i kolosalną grywalnością. I dlatego warte są polecenia. Nazwa: Deep Space Nine: The Fallen Producent / Dystrybutor: Simon & Schuster / Coda Wymagania minimalne: Pentium II 266, 64 mb RAM, 100 mb wolnego miejsca, akcelerator (ale to jest naprawdę minimum i gra haczy straszliwie) Największa zaleta: grywalność, trzy postacie Największa wada: niekiedy za trudne Ocena: 9/10 Autorka: Arlin

AZ32-33
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?