Prisoner of Ice - recenzja

Dodane przez telipinus dnia 08.09.2009 13:53

Biegun Południowy. Lodowa pustynia. Świat dla jednych wymarły i za zimny, aby tam postawić nogę - dla innych piękny i pełen uroku. Jedno jest pewne, ta część Ziemi przyciąga ludzi swym mistycyzmem. W takim oto klimacie rozpoczyna się nasza przygoda.

Horror czy nie horror?

Twórcy z francuskiego studia Infogrames w swojej grze z 1995r., zatytułowanej Prisoner of Ice, pokusili się o adaptację opowieści amerykańskiego autora thrillerów, mistrza makabry - H.P. Lovecrafta. A konkretnie chodzi o wymyśloną przez niego mitologię Cthulhu, mówiącą o Wielkich Przedwiecznych, groźnych i okrutnych istotach przybyłych z kosmosu, które kiedyś rządziły Ziemią, a teraz w uśpieniu czekają na swój powrót, by znów zapanować nad światem. Wątki z tej mitologii cały czas przewijają się przez grę i mogą wywołać mocne wrażenia na graczach, którzy nie mieli okazji spotkać się z twórczością Lovecrafta. Powstrzymam się zatem od opowiadania o szczegółach fabuły. Dodam tylko, że jednego można być pewnym - pomimo, że gra ma ładnych kilka lat, a grafika czy tempo akcji nie powalają na kolana, fabuła i scenariusz są pierwszorzędne. Klimat grozy udziela się od samego intra, aż do końca opowieści. I tak powinno być w dobrych w grach przygodowych. Wspomnieć należy też o tym, że dwa lata wcześniej to samo studio stworzyło, również opartą na prozie Lovecrafta i mitologii Cthulhu, grę Shadow of the Comet. Ale o niej może innym razem...

Kto rządzi na pokładzie?

Historia zaczyna się w 1937r. Na pokład okrętu podwodnego H.M.S. Victoria, biorącego udział w

tajnej operacji o kryptonimie Polaris, zostają przeniesione dwie skrzynie oraz ciało nieprzytomnego człowieka. Nieznajomy, po przebudzeniu z omdlenia, zaczyna majaczyć o tajemniczych potworach i wpada w trans, powtarzając wciąż inkantację w niezrozumiałym języku. W 'Prisoner of Ice' wcielamy się w postać mężczyzny, porucznika o imieniu Ryan. Tyle musi nam wystarczyć, aby wejść w jego skórę i rozpocząć przygodę na okręcie, na którym zaczynają dziać się rzeczy, lekko powiedziawszy, niezwykłe. Po niefortunnym zetknięciu się kapitana okrętu z potworem z jednej z wniesionych na pokład skrzyń, nasz bohater zostaje ‘pierwszym po Bogu’, najwyższym rangą oficerem na pokładzie. Bierze sprawy w swoje ręce i stara się rozwiązać zagadkę skrywaną przez Björna Hamsuna, uratowanego nieznajomego. Fabuła i scenariusz rzucą porucznika Ryana w kilka zakątków Ziemi, w których przyjdzie mu się zmierzyć z wrogami nie z tego świata, jak i z własną tożsamością i przeszłością.

Gra nie nudzi przez cały czas trwania rozgrywki. To jest jej największy atut, niestety… szybko się kończy. Dwa słowa o zakończeniu. Po pierwsze, pomieszane i poplątane zakończenie może wydać się skomplikowane dla kogoś, kto bacznie nie śledził opowieści o głównym bohaterze. Po drugie, szybkie zakończenie. Nie chodzi mi w tym momencie o to, iż gra szybko się kończy, tylko że scenariusz jest poprowadzony w taki sposób, iż cała kulminacja rozłożona jest w scenie trwającej kilka sekund, a zakończenie (choć są dwa) i tak nie daje wyraźnego rozwiązania. Twórcy wyszli z założenia, że pozostawią graczy z lekkim niezaspokojeniem ich ciekawości i pozwolą im dopowiedzieć sobie różne elementy i kwestie. Takie rozwiązanie jest bardzo charakterystyczne dla wielu opowiadań czy filmów grozy.

W związku z powyższym, ogromny minus ode mnie dla tej gry za zakończenie. Choć komuś, jak to w życiu bywa, może spodoba się takie rozwiązanie i będzie zadowolony z takiego obrotu sprawy.

Tak to wszystko wygląda…

Grafika jest, biorąc pod uwagę upływ czasu, dość dobra. Wiadomo: oczekujcie 2D, statycznego tła (choć czasami zdarzy się lokacja z przesuwaną kamerą), lecz jeśli mowa o postaciach, to zachodzi tu diametralna różnica. Renderowani bohaterowie ruszają się w miarę dobrze, choć nie są wykonani dokładnie. Podawane przez postacie przedmioty nieraz widać, a jedyna osoba płci pięknej w grze porusza się z gracją i można to podziwiać na tyle, na ile ówczesna technika na to pozwala. Choć można odnieść wrażenie, że specjalnie wprowadzono jej wolny sposób poruszania się, aby tę grację ruchów podkreślić.Uderzają niedogodności interfejsu. W trakcie gry natkniemy się w kilku lokacjach na przymus szukania drobnych przedmiotów, od których znalezienia zależy dalszy rozwój akcji. Najgorsze jest to w przypadku tzw. czasówek - nie sposób czasem nie stracić kilkakrotnie życia, zanim doszuka się odpowiedniego rozwiązania lub przedmiotu, który należy znaleźć, aby wyjść cało z opresji.

Należy też wspomnieć o opracowaniu graficznym dialogów, bo stanowi to pewną ciekawostkę. W trakcie rozmowy osoba mówiąca gestykuluje wypowiadając kwestię, zaś słuchająca stoi niczym słup soli.Przerywniki filmowe są bardzo klimatyczne. Nie wyglądają być może oszałamiająco, lecz twórcy zrobili wszystko, co było w mocy maszyn, aby oddać atmosferę, w jaką chcieli nas wprowadzić. Muszę powiedzieć, że udało im się to nadzwyczaj dobrze.

Gdzie ta atmosfera?!

‘Prisoner of Ice’ dostarcza wielu niezapomnianych wrażeń estetycznych. Nie można pominąć najważniejszych: muzyki i udźwiękowienia. Pomimo, iż elementy te są zrobione dobrze, to jednak w pewnych miejscach uderza niedopracowanie muzyki. Na przykład klaustrofobiczna atmosfera łodzi podwodnej, która jest założeniem scenariusza, gubi się przy nieadekwatnej, za szybkiej muzyce, niepotrzebnie wywierającej wrażenie upływu czasu. Prawdopodobnie próbowano stworzyć coś o militarnym klimacie, lecz kompozytorzy ponieśli na tym froncie klęskę. Na szczęście jest tak tylko w pewnym wycinku gry. Ostatecznie, muzyka zachowuje klimat i dostosowuje się do scenariusza i akcji toczącej się na ekranie, tzn. ze spokojnej w jednym momencie, przemienia się w niepokojącą w kolejnym, potęgując wrażenia. Spotkamy to właściwie w każdej lokacji. Nie sposób nie opisać dialogów. Głosy aktorów brzmią rewelacyjnie. Słychać ich nastroje, emocje, natężenie i barwę, to co powinno znaleźć się w dobrym podłożeniu głosu. Jednak w połączeniu z wcześniej opisaną gestykulacją, sprawia to dziwne wrażenie, ponieważ postacie poruszają się w sposób schematyczny i w większości przypadków ruchy nie pasują do wypowiadanych kwestii. Gra nie jest spolszczona, dlatego należy uzbroić się albo w słownik, albo w dobrą znajomość języka angielskiego (lub niemieckiego, holenderskiego, fińskiego czy francuskiego, bo takie są do wyboru). Działa to jednak na korzyść tytułu z powodu świetnej gry lektorskiej aktorów i naturalności ich akcentu i wymowy. W trakcie przemierzania lokacji, słychać różnego typu dźwięki, od hałasów wydawanych przez przedmioty, którymi przyjdzie się posłużyć, do odgłosów otaczających głównego bohatera. Wszystkie one oddane są bardzo dobrze. Jak widać, już od dawna twórcy dbali (i dbają, choć nie zawsze im to wychodzi) o graczy i ich doznania słuchowe, aby grało się przyjemniej i bez rozpraszania. Najlepiej jest to zrobić tak, żeby wszystkie dźwięki stapiały się z otoczeniem w naturalny i spotykany na co dzień sposób. I tak właśnie jest w „Prisoner of Ice”.

Zagadki, zgadywanki, układanki…

Gra jest oparta w zasadzie na trzech elementach przygodówek: wiązaniu faktów, używaniu znalezisk i czasówkach. Wielkiego wachlarzu wyboru nie ma, choć trafi się czasem pewnego rodzaju przekładanka i logiczna zabawa z bezpiecznikami. Pomimo tak małej ilości opcji gra się dość dobrze. Wszystko nadrabia fabuła, z którą owe zagadki są powiązane. Wykonane jest to wzorowo, nie ma niedopasowanych elementów. Zagadki są logiczne, a rozwiązanie ich nie wymaga dużego nakładu czasu, poza ewentualnie kilkoma miejscami, w których trzeba coś znaleźć. Po przeszukaniu lokacji, zazwyczaj wszystko, co tam znajdziemy, jest do wykorzystania w tym, bądź sąsiednim pomieszczeniu. W grze natknąć się można również na walkę słowną. Tak, tak, w pojedynku na miecze należy odpowiadać na odpowiednie hasła, jeśli nie - zginiemy marnie. Moim zdaniem, to ciekawe urozmaicenie. Większość wydarzeń łączy się jednak ze wspomnianymi czasówkami. W tych momentach nie włącza się zegar, napotykamy za to inne irytujące komplikacje. Musimy sami domyślić się co należy zrobić, czego użyć, gdzie to znaleźć i posłużyć się tym w odpowiednim czasie. Każdy z wymienionych elementów jest równie ważny, dlatego podejście do wykonania każdego zadania tego typu kończy się sukcesem dopiero po kilkukrotnej próbie. Nie należy to do przyjemności, a u niektórych może wręcz wywołać objawy silnej irytacji, lecz ubiegnę fakty… nie poddawajcie się, gra jest warta ukończenia. Poziom trudności zagadek nie jest szczególnie wysoki i chwila zastanowienia powinna przynieść rozwiązanie. Zapewne twórcy chcieli w ten sposób spotęgować klimat grozy i nie miejmy im tego za złe, spróbujmy się przekonać się do czasówek, naprawdę warto. W tej akurat grze, warto.

Krótko o sprawach technicznych

Intuicyjność, a właściwie jej brak, to zmora wielu przygodówek. Nic tak nie denerwuje jak niedopracowany bądź bardzo wymagający system kontroli głównego bohatera. W tym przypadku problem mamy rozwiązany, bowiem ‘Prisoner of Ice’ to klasyczny system point&click. Prawy przycisk myszy odpowiada za sprawdzanie przedmiotu i udzielenie podpowiedzi przez Ryana, co jest często potrzebne i bardzo pomocne, lewym zaś klikamy, jeśli chcemy wykonać czynność: skierować bohatera w dane miejsce czy użyć przedmiotu z ekwipunku. Ten natomiast znajduje się u góry ekranu. Warto zauważyć, że po najechaniu na pasek ekwipunku, gra zostaje wstrzymana, dając nam chwilę na zastanowienie się, co zrobimy z danym przedmiotem. A może wybierzemy inny? Decyzja zależy od nas.

Podsumowując

‘Prisoner of Ice’ jest nietuzinkową grą. Dobrze pomyślana fabuła i zaskakujący scenariusz nie pozwolą się nudzić, a muzyka i udźwiękowienie świetnie oddają klimat grozy. Twórcy jednak nie ustrzegli się pewnych błędów. W niektórych momentach zauważa się niedociągnięcia w warstwie muzycznej. Nie spełnia ona czasami założonego zadania, a miejscami nawet rozprasza. Zagadki… nie są mocną stroną „Prisoner of Ice”. Biorąc pod uwagę datę powstania gry, zauważyć można potencjał tego gatunku i możliwości stworzenia rewelacyjnie splatających się z fabułą zagadek. Te jednak są tylko w postaci kojarzenia faktów i używania przedmiotów. Brak jest układanek i łączenia, co tak lubimy w przygodówkach. Nawet czasówki czasem irytują, aczkolwiek są dobrze przemyślane. Historia porywa, wbija w fotel i sprawia, że odrywamy się od rzeczywistości na… parę tylko chwil, ponieważ gra nie jest długa. Potraktować ją można jako nowelkę grozy, w których specjalizowali się H.P. Lovecraft czy E.A. Poe i rozkoszować się niezwykłą opowieścią, jaką twórcy chcieli nam przedstawić. 'Prisoner of Ice' mogę polecić zarówno zagorzałym fanom przygodówek, jak i stawiającym pierwsze kroki w tym gatunku. O ile odpowiada im klimat grozy. Niestety, te trzy wymienione wady gry uderzają dość mocno w ocenę końcową, gdyby nie one, śmiało dorzuciłbym dwa punkty.

6 PLUSY:
fabuła + muzyka i udźwiękowienie + klimat grozy
MINUSY:
zagadki - irytujące "czasówki" - za krótka

autor: telipinus

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?